Do niedawna nie mówiono o nim zbyt wiele, a jeśli już ktoś zdecydował się wystosować do niego kilka słów to zazwyczaj były to prośby o opinię na temat formy Kamila Stocha. Przez długi czas ukrywał się w cieniu dwukrotnego złotego medalisty olimpijskiego. Na Macieja Kota nie działało to demotywująco, jednak widać było, że ciągle poszukuje w swoich skokach złotego środka. Czegoś, co pozwoliłoby mu plasować się wyżej niż na 15. miejscu, gdzie wszyscy mówili, że to i tak świetna lokata. Ambitnemu skoczkowi z Limanowej nie wystarczały ciepłe słowa, chciał zajść jeszcze wyżej. Być może będzie ku temu okazja w nadchodzącym sezonie zimowym. Małe kroczki kluczem do sukcesu

4g0a0218Wszystko zaczęło się 13 lat temu, kiedy to 12-letni wówczas Maciej Kot zajął pierwsze miejsce wraz z drużyną podczas FIS Schüler Grand Prix w niemieckim Ga-Pa. Pokrzepiony dobrym wynikiem wystartował w czeskim Roznowie, gdzie ponownie triumfował. Na pierwsze punkty do klasyfikacji FIS Cup nie trzeba było długo czekać, bowiem 5 marca 2006 roku na skoczni w Zakopanem zdołał awansować do drugiej serii. Niespełna rok później, również na Wielkiej Krokwi, wygrał cały konkurs. Dla ówczesnego trenera kadry A. Hannu Lepistoe, był to wyraźny sygnał, że warto przyjrzeć się poczynaniom młodego zawodnika. Kot otrzymał powołanie do kadry narodowej na sezon 2007/2008. Jego oficjalny debiut miał miejsce podczas Letniej Grand Prix we Włoszech, gdzie na skoczni w Pragelato zajął 20. miejsce. Przez trzy kolejne lata odnosił swoje małe sukcesy, jednak w Pucharze Świata zagościł na stałe dopiero w sezonie 2011/2012. Pierwsze punkty najbardziej prestiżowego cyklu w świecie skoków Kot zdobył 3 grudnia w norweskim Lillehammer. Podczas tego sezonu ustanowił swój rekord życiowy, dwukrotnie plasując się na dwunastym miejscu w Lahti oraz Oslo. Podczas zakończenia cyklu w Planicy poszybował na 200,5 metra, co przez długi czas było jego najlepszą próbą.

Lato 2012 roku zaczął mocnym akcentem, bowiem podczas Letniej Grand Prix w Wiśle stanął na najwyższym stopniu podium obok utytułowanych skoczków, takich jak Wolfgang Loitzl czy Simon Ammann. Kolejne starty tylko potwierdzały jego przydatność dla kadry. Na zakończenie letniego sezonu okazał się być najwyżej sklasyfikowanym skoczkiem wśród Polaków, a także zdobył indywidualne mistrzostwo Polski na dużej skoczni.

Kolejny rok przyniósł większą sławę młodszemu z braci Kot. Skoczek z Limanowej kilkukrotnie lądował w pierwszej dziesiątce zawodów Pucharu Świata, a także przyczynił się do zdobycia pierwszego brązowego medalu w konkursie drużynowym.

4g0a0600W cieniu mistrza

Sezon 2013/2014 został zdominowany przez kadrowego kolegę Kota, Kamila Stocha. Eksplozja formy miała miejsce w Niemczech, a dokładnie w Titisee-Neustadt. Perfekcyjne noty, nienaganna sylwetka w locie i niemal idealny telemark – to cechowało skoczka z Zębu. Maciej Kot był wtedy tylko kolejnym polskim zawodnikiem, którego głównym zadaniem było „trzymać fason” kadry i regularnie znajdować się w pierwszej piętnastce, bo według ekspertów – „to wystarczało”. Stoch, idąc za ciosem, zdobył dwa medale z najcenniejszego kruszcu na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Sochi, a później plasował się na podium w aż pięciu konkursach. Kot nie zawiódł, bo w finałowym konkursie drużynowym w Planicy dotrzymał kroku zdobywcy Kryształowej Kuli, stając razem z nim na drugim stopniu podium.

Horngacher nową jakością?

Sezony 2014/2015 oraz 2015/2016 pogorszyły sprawę. Maciej wraz z resztą drużyny notowali tendencję spadkową. Nieoficjalnie mówiło się o braku pomysłu na kadrę, którą od 8 lat prowadził Łukasz Kruczek. Skoczkowie przestali korzystać z usług psychologa, który do tej pory pomagał Kotowi, m.in. w przezwyciężeniu nazbyt wysokich ambicji względem samego siebie. Jednak w grudniu ubiegłego roku stało się jasne, że Kruczek rezygnuje z objęcia stanowiska trenera na kolejny sezon. Zadowolenia ze zmiany nie kryli wszyscy zawodnicy, jednak to właśnie Kot otwarcie przyznał, że „brakowało świeżości”. Z dniem 1 maja 2016 roku do narodowej kadry zawitał stary znajomy – Stefan Horngacher, który współpracował z polskimi zawodnikami 10 lat temu. Można śmiało przyznać, że Austriak dokonał rewolucji. Zmienił pozycję najazdową Piotra Żyły, przywrócił radość ze skakania Kamilowi Stochowi, a Maciejowi dodał skrzydeł. Podczas tegorocznej edycji Letniej Grand Prix, 25-latek wygrał prawie wszystkie konkursy z kilkunastopunktową przewagą. Eksperci przecierają oczy ze zdumienia, ale Horngacher zapewnia, że to wszystko prawda. Czy to właśnie Maciej Kot obejmie fotel lidera już po pierwszych zimowych zawodach w tym sezonie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *