Felieton

Stwórz siebie na nowo, postaw na COACHING

Od czasów rewolucji przemysłowej, zapoczątkowanej w XVIII wieku w Anglii oraz Szkocji, ludzkość w błyskawicznym tempie dąży do coraz to większego postępu cywilizacyjnego. Pytanie, czy aby na pewno? Trudno się z tym nie zgodzić. Procesy zmian, jakie zachodzą na płaszczyźnie technologicznej, gospodarczej, społecznej i kulturowej, pokazują, że nie stoimy w miejscu. Co ciekawsze, wszystkie te zmiany zachodzą coraz szybciej. Łatwo to zauważyć, na przykład w dziedzinie technologii, kiedy nasz telefon bądź samochód, diametralnie traci na wartości. W trakcie naszej fascynacji nowym urządzeniem konkurencja nie śpi i produkuje coraz to bardziej nie do wyobrażenia w danym sprzęcie udogodnienia. Często, co warto podkreślić, bezużyteczne.

scenery-1183363_960_720

Pomimo tego, na bazie własnych doświadczeń oraz bliskich mi osób, uważam, że ludzkość obrała nie do końca dobry kierunek. Warto zapamiętać, że postęp cywilizacji to trwające w czasie zjawisko pozytywnych zmian. Tymczasem ludzkość za bardzo zachłysnęła się światem materialnym. Po co to wszystko? Skoro tworzone przez nas produkty są coraz to bardziej udoskonalane. Sprzęty, urządzenia, ale nie My. Nasz umysł i dusza nie nadążają za tym. Wszystko dookoła nas zmienia się jak w kalejdoskopie. Pozostajemy statyczni i zamiast szukać, egzystować, myśleć, wolimy trzy godziny wpatrywać się w nowo zakupioną lodówkę. Za wszelką cenę musimy zainstalować (nie)zbędne programy do laptopa spod lady, pomimo że dręczą nas inne problemy, dotyczące bytu, miłości, spraw społecznych. Ale co ja takiego mówię?! ,,Przecież mam już tydzień laptopa Apple najnowszej generacji, a on dalej nie funkcjonuje tak jak trzeba…”. TRAGEDIA… Być może to Ty od dwóch lat stoisz w miejscu i o tym zapomniałeś.

Właśnie dlatego w dzisiejszych czasach istnieje profesja jaką jest coaching. W najprostszych słowach jest to proces, który wspiera rozwój człowieka. Niektórzy eksperci opisują tę specjalność jako styl bycia i myślenia. Jeszcze do niedawna to pojęcie było dla większości z nas nieznane. Warto wrócić więc do korzeni tego systemu. Coaching narodził się w Stanach Zjednoczonych w latach 70. XX wieku. To właśnie w 1974 roku została wydana książka ,,Tenis: wewnętrzna gra” autorstwa Timothy Gallwey`a. Od tamtej pory sportowcy przywiązywali ogromną wagę do przygotowania mentalnego. Gallwey dał do zrozumienia, że podczas rywalizacji na korcie najgroźniejszym przeciwnikiem jest nasza ,,głowa”, a nie zawodnik po drugiej stronie siatki. Dlatego póki sportowiec nie pozbędzie się wewnętrznych przeciwności, trudno będzie mu pokonać rywala. Jak się później okazało system Gallwey`a znalazł zastosowanie nie tylko w sporcie, ale także w biznesie. Po udoskonaleniu metody przez Johna Whitmore’a, system wykorzystano także w firmach, organizacjach, a co najważniejsze, w życiu osobistym. Dzisiaj ludzie zaczynają rozumieć, że wysoki poziom IQ oraz posiadane umiejętności są nieme, jeśli nie idą w parze z inteligencją emocjonalną (EQ).

Daniel Goleman, ceniony amerykański psycholog żydowskiego pochodzenia, w swoich książkach dobitnie wyjaśnia, że aby osiągnąć sukces nie wystarczy sam intelekt. Potrzebne są również zdolności pozwalające rozumieć własne i cudze emocje. Na pewno nie jeden z nas ma w swoim kręgu znajomych najlepszych w jakiejś dziedzinie, która wymaga nieprzeciętnej inteligencji, np. matematyka, fizyka. Niestety, wielu z nich nie potrafi radzić sobie z emocjami, które stanowią barierę w znalezieniu satysfakcjonującej pracy. Zarobki jakie osiągają, nie są równoważne do posiadanych przez nich umiejętności w danej branży. Dlaczego tak jest? Moim zdaniem, jest to przyczyna odcięcia się od społeczności. Taki croad-1536748_960_720złowiek często bazuje tylko na prawdach naukowych, omijając szerokim łukiem strefę uczuciową. Nie umie używać w życiu empatii, pozostając obojętnym na odczucia innych, ale także i własne. Brakuje mu samoświadomości, która pozwala ocenić co w danym momencie jest potrzebne. Prawda jest taka, że ludzie na ogół nie przepadają za indywidualnymi jednostkami. Ciężko jest z nimi znaleźć jakąkolwiek więź emocjonalną. Odczuwamy niepokój oraz brak zaufania. Podczas gdy ,,Człowiek jest istotą społeczną” – jak mawiał już w starożytności Arystoteles – i moim zdaniem się nie pomylił. Aby przezwyciężyć problemy bezzwłoczna jest współpraca z innymi ludźmi. To samo zjawisko zachodzi w większości firmach oraz organizacjach. Zazwyczaj chcą one mieć zgrany zespół, potrafiący zadziałać w każdym zachodzącym kryzysie. Dlatego w dzisiejszych czasach tak łatwo zauważyć tzw. niespełnionych naukowców. Posiadane przez nich braki w EQ uniemożliwiają im wczucie się w otaczającą ich rzeczywistość. Wielu psychologów zajmujących się inteligencją emocjonalną twierdzi, iż aby osiągnąć sukces w życiu zawodowym nie trzeba mieć w szkole wybitnych osiągnieć. Jak wyjaśnia wspomniany już wcześniej Goleman w swojej książce ,,Inteligencja emocjonalna w praktyce”, można ,,być bystrym inaczej”, niekoniecznie według utartych reguł. Dlatego zjawisko coachingu jest jak najbardziej potrzebne. Pozwala ono niektórym jednostkom odnaleźć siebie, by być po prostu szczęśliwym. To jak odbieramy świat nie jest dziedziczne, nasze zachowania są sumą doświadczeń, jakie zebraliśmy przez całe życie. Dlatego inteligencji emocjonalnej można zdecydowanie się nauczyć. Wystarczy tylko, aby ktoś z najbliższego otoczenia osoby potrzebującej pomocy, umiał odpowiednio zareagować. Nie może potraktować jej jak wariata. Musi spokojnie ustosunkować się do braków, jakie posiada znajomy. Skoro wytykamy brak empatii, to sami ją miejmy i postawmy się w sytuacji takiej osoby.

W obecnym czasie popularność coachingu wzrasta. Ludzie zaczynają dostrzegać, że zbyt mało angażowali się w sprawy emocjonalne. Wystarczy spojrzeć jak zwiększyła się liczba coachów w Polsce. Wielu z nich jest stale zapraszana do telewizyjnych programów śniadaniowych oraz do porannych audycji radiowych. Prowadzą swoje funpage’e na Facebooku, stali się osobami publicznymi. Powstały nawet specjalne programy studiów, które obszernie wyjaśniają zasady coachingu. Ludzie z wysokich sfer, oprócz przeznaczania swoich bogactw na budowę nowych galerii handlowych, zaczęli tsunset-79536_960_720akże inwestować w ,,pozytywną energię”. Zatrudniają najbardziej renomowanych psychologów, którzy nauczają ich od podstaw, że życie to nie tylko business. Nasuwa się pytanie: Czy robią to, bo panuje na to moda? Być może tak. Największe rekiny biznesu uprawiają ,,wyścig szczurów”, który polega na pokazaniu, że jestem oryginalny i również współpracuję z trenerem rozwoju osobistego. Pomimo tego, być może sztucznego zainteresowania ludzi biznesu rozwojem naszych emocji, powstaje reklama dla całego społeczeństwa. Niekoniecznie musimy zapraszać do siebie coachów. Wiadomo, że są to dla wielu z nas zbyt kosztowne inwestycje. Mimo to, dzięki rozpowszechnieniu i spopularyzowaniu hasła, jakim jest coaching, zwiększa się nasza świadomość, iż warto przywiązywać większą wagę do tworzenia samego siebie.

Podsumowując, miło jest słyszeć, że ludzie coraz częściej zarażają się pozytywnym myśleniem, poświęcają więcej czasu na rozmyślania dotyczące ich własnej osoby. Zadają pytania: Co robię? Po co? Dlaczego? Jednak wtrąciłbym tutaj jeszcze małą przestrogę dla fanów tak zwanych coachów. Pamiętajcie, niektórzy z nich posiadają tak niesamowite umiejętności perswazji, że niekoniecznie nas czegoś uczą. Być może wygłaszają to, co chcemy usłyszeć. Ktoś powie, że zna jednego z trenerów, który 15 lat podąża za swoją pasją, można powiedzieć, iż tym żyje i on miałby oszukiwać??? Odpowiedź brzmi: NIE. Na 99 procent jest to osoba spełniająca się w swoim zawodzie, która łączy przyjemność z pożytecznym. Jak w każdej branży, pracujemy z powołania lub z czystej potrzeby zarobku. Po prostu bądźmy sobą, nie dajmy się zwieść. Warto posłuchać kogoś bardziej doświadczonego, ale trzeba mieć świadomość, że nie wszystko, co do nas ktoś mówi, jest prawdą. Należy wiedzieć, że część definicji, które owi nauczyciele wygłaszają, nie są dla nas dobre. Oni nie są alfą i omegą. Posiadają przydatną wiedzę, z której warto korzystać, ale nie wchłaniajmy jej w stu procentach. Wprost można powiedzieć – używajmy mózgów, nie zmieniajmy się o sto osiemdziesiąt stopni. Czerpmy informacje wybiórczo, aby w danym momencie usprawnić jakiś element w naszym życiu. Pamiętajmy przy tym, aby nie odrzucać proponowanych zmian, które nam się nie podobają, ponieważ wymagają zbyt dużego wysiłku, aby je wdrożyć w życie. Wtedy nie tłumaczmy się, że to niezgodne z moim ,,ja”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *