Felieton

Handlarze śmiercią w mazurskim nadleśnictwie

Działania pozbawione na pierwszy rzut oka logiki są w naszym kraju na porządku dziennym. I jak się okazuje nie są zarezerwowane tylko dla naszych polityków, niezależnie od strony.

W jaki sposób można przyczynić się do ochrony zagrożonego gatunku? Można dbać ogólnie o środowisko, jak i chronić naturalne miejsca ich występowania. Można zorganizować zbiórki pieniędzy, które mają w tym pomóc. Absurdalnym za to pomysłem na ochronę zagrożonego gatunku wydaje się odstrzelenie kilku osobników, podczas gdy ich liczba stale maleje, zamiast rosnąć. Jednak władze mazurskiego Nadleśnictwa Borki nie tylko obstają za takim sposobem, ale co więcej chcą na tym sporo zarobić.

Mazurskie nadleśnictwo czeka na zgodę Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, która da możliwość komercyjnego odstrzelenia dziesięciu żubrów żyjących w Borkach. Za odpowiednią opłatą myśliwi otrzymają odpowiednie zezwolenie i możliwość zabrania ze sobą trofeum z zabitego zwierzęcia. Cała pozyskana w ten sposób suma zostanie przeznaczona na ochronę żubrów.

Brzmi logicznie. Chcąc ochronić zwierzęta, powinniśmy część z nich zabić. Za zarobione pieniądze będziemy mogli zaopiekować się resztą, a nie będzie to takie kosztowne, bo przecież właśnie pozbyliśmy się kilku sztuk, przez co na jednego osobnika będzie można przeznaczyć więcej funduszy. Pytanie, czy jeżeli zwierzęta w przyszłym sezonie będą w formie, a ich liczba się zwiększy, to czy zorganizowane będzie kolejne polowanie. Dzięki temu żubry zaczną zarabiać same na siebie Jeżeli we władzach nadleśnictwa odezwie się żyłka do interesów mogliby oni odsprzedać ten patent parkom narodowym, dzięki czemu moglibyśmy mieć całe Grand Prix. Dorzucić do tego trochę koncertów, jakąś kampanię reklamową, sponsoring ze sklepów z bronią i interes kwitnie. Idąc za przykładem Rosji, można byłoby zorganizować Igrzyska Śmierci w wersji dla Animal Planet, a internauci mogliby (oczywiście za odpowiednią opłatą) głosować na osobnika do eliminacji. Przecież reality-show nadal są w modzie.

Jeżeli wielki samochód nie rekompensuje już wystarczająco małego penisa, zawsze możesz strzelić do bezbronnego zwierzęcia, a powieszone nad kominkiem trofeum pokaże, jaki z Ciebie król dżungli. Dla chętnych, taki zabieg powiększenia męskiej dumy, to wydatek rzędu 12 tysięcy złotych, a za trzykrotnie większa opłatą, po zakończonym polowaniu myśliwy może zabrać ze sobą skórę oraz łeb zwierzęcia. Niestety nie wiadomo czy w cenę wliczone są pozowane zdjęcia nad martwym truchłem.

Znajomi podziwiający z zapartym tchem dowód twojego męstwa, nigdy nie zapytają jaki był stan zdrowia upolowanego żubra, bo przecież polowałeś na prawdziwą bestię z lasu, a nie zmęczonego chorobą osobnika. W założeniu, zezwolenia będą przyznawane na odstrzał właśnie chorych i starych zwierząt. Pytanie czy istnieję możliwość kontrolowania czy myśliwy zapoluje na wskazane zwierzę? Skoro ktoś płaci ok. 36 tys. za skórę, to czy nie chciałby zapolować na dorodnego samca o lśniącym futrze?

Do odstrzału wyznaczane są osobniki chore, bądź takie z dotkliwymi złamaniami. Uśmiercenie takich osobników jest koniecznością, gdy chcemy ochronić dany gatunek. Lecz są sposoby bardziej „ludzkie”, jak na przykład uśpienie. Jeżeli jednak nadleśnictwa i parki chcą zarabiać, czemu nie pomyślą nad internetową adopcją żubrów czy innych zagrożonych gatunków, tak jak proponuje to WWF? W ten sposób może nie uda się za jednym pociągnięciem spustu zarobić 36 tys., ale znajdzie się z pewnością równie wielu chętnych do pomagania, co do zabijania. O wiele lepiej brzmi przecież zdanie „Mam własnego żubra, adoptowałem go” niż „Zabiłem starego żubra, miał złamaną nogę”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *