Felieton

Motor Lublin – „Duma” czy „Obciach” Lubelszczyzny

Gdybyście mieli 3 miliony złotych do wydania na dowolny cel, to co zrobilibyście z taką kupą kasy? Inwestycja w mieszkanie, kupno nowego samochodu, a może lokata w banku? W porównaniu do władz Lublina myślicie bardzo logicznie. Oni te pieniądze zainwestowali w Motor Lublin, „dumę Lubelszczyzny”. I na pewno nie dostaną nagrody za odpowiednie zarządzanie takimi środkami.

Motor specjalnej troski

Miasto uchwaliło ustawę budżetową na rok 2017. Najwięcej spośród klubów z Lublina dostanie Motor. Zdarza się to po raz kolejny z rzędu, ale dziwić może kwota. 3 miliony to suma jaką dostaje m.in. Śląsk od Wrocławia, czy Korona od Kielc. Decyzja władz może dziwić, ponieważ wyżej wymienione kluby grają w Ekstraklasie, czyli najwyższej klasie rozgrywkowej, a nie w 3 lidze. Oba te zespoły walczą o najwyższe cele. A jaki jest cel Motoru na ten sezon? Na pewno nie awans, ponieważ już teraz tracą do Kszo Ostrowiec Świętokrzyski 13 punktów i są bliżej spadku, aniżeli awansu. Więc dlaczego miasto zdecydowało się przeznaczyć aż tyle pieniędzy? Odpowiedź jest bardzo prosta. Żeby pomóc w spłaceniu długów. Arena Lublin nie przynosi odpowiednich dochodów dla klubu. Szacuje się, że roczny koszt utrzymania tego budynku to aż 24 miliony złotych. Od skończenia budowy Arena nie przyniosła jeszcze zysku. Powoli straty są coraz niższe, jednak stadion nie przynosi takich obrotów, jakich chciałyby władze.

Klub zalega również z wypłatami dla piłkarzy. Zawodnicy skarżą się, a miasto musi płacić. Chora sytuacja, ale cóż… poprzednie władze zrobiły bardzo duży komin płacowy. Niektórzy zawodnicy dostają pensje na poziomie piłkarzy grających dwie ligi wyżej. Ale z czego władze mieli im to wypłacać, jak z pustego nawet Salomon nie naleje?

Jak nie chciał Lublin do Ekstraklasy, to Ekstraklasa przyszła do Lublina

Prognozy dotyczące klubu były zupełnie inne, bo w przeciągu najbliższych lat Motor miał grać w Ekstraklasie, a na razie nie zanosi się na to, by awansował chociaż o jedną klasę rozrywkową.

Na początku władze chciały przenieść Ekstraklasę szybciej do Lublina. Pomysł był, aby wykupić licencję od któregoś z upadających klubów z Ekstraklasy albo I ligi, ale to kosztuje. Takich pieniędzy Lublin nie ma i na pewno nie przeznaczy na taki cel. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Poza licencją trzeba by było zainwestować pieniądze w nowych zawodników, nowy zarząd, trenera. Za duże ryzyko. Nie wiadomo, czy razem z awansem przyszliby sponsorzy, którzy by chcieli wspierać klub. A przykład Polonii Warszawa pokazuje, że wykupienie licencji to nie jest krok na lata i na pewno prędzej czy później upadnie.

Plan A nie wyszedł. Co zrobiły władze, żeby na Arenie Lublin grali piłkarze z polskiego topu? Przenieśli Bogdankę Górnik Łęczna do Lublina. Dobre, co? Ciekawe, jak to musiało wyglądać na zebraniu zarządu:

– Potrzebujemy Ekstraklasowego klubu, żeby nasz stadion przynosił zyski. Ktoś ma jakieś pomysły?

– A może Górnik? Ten z Łęcznej. Blisko i na pewno kibicom się spodoba, że ich piłkarze grają na większym stadionie.

– Ale co im powiemy? Dlaczego przenosimy Górnik do Lublina?

– Może nie dostali licencji na grę u siebie?

– Super pomysł!!! Robimy to.

Uwierzcie, że kibicom to się nie spodobało. Na Arenie Lublin była najmniejsza frekwencja spośród wszystkich klubów Ekstraklasy. Najwięcej, bo ponad 9 tysiecy kibiców było na meczu z Legią Warszawa (Arena Lublin może pomieścić 15,5 tysiąca). Na meczach panowała  iście sparingowa atmosfera. Nie słychać było dopingu kibiców ani gospodarzy, ani gości. Kompletna cisza. Mimo wszystko zarządcy stadionu i władze klubu mówią, że Arena wreszcie zaczęła przynosić zyski, a Górnik zanotował wzrost aż o 65% w porównaniu do poprzedniego sezonu.

Nowy prezes – nowa nadzieja dla Motoru

fot: kurierlubelski.pl

Poza funduszami miasto nie miało pomysłu jak pomóc Motorowi wygrzebać się z dołka. Pieniądze od lat były źle inwestowane. Zamiast inwestować w młodzież i scouting kupowano doświadczonych zawodników albo obcokrajowców. Tę sytuację ma zmienić nowy prezes – Leszek Bartnicki. Bartnicki sporo ryzykuje przyjściem do Motoru, gdyż jego poprzednim pracodawcą była Chojniczanka Chojnice, czyli lider I ligi. W Chojnicach wykonał on masę dobrej roboty wyciągając klub z kryzysu i długów. Kibice liczą, że to samo zrobi z klubem z Lublina, ale będzie to naprawdę wyzwanie na najwyższym poziomie. Mimo, że teraz Bartnicki będzie miał więcej pieniędzy, ale również większe ambicje działaczy i miasta. W Chojnicach co roku liczono tylko na utrzymanie, w Lublinie co roku mają przychodzić sukcesy w postaci awansów.

Pierwsze decyzje Bartnickiego już weszły w życie. Nowym trenerem został znany z trenowania m.in. Podbeskidzia Bielsko- Biała czy Korony Kielce, Marcin Sasal. Nowy trener może mieć przed sobą spokojną rundę, ale już w następnym sezonie Motor musi włączyć się w walkę o awans.

Plusem dla Sasala jest również, to, że znał się z Bartnickim wcześniej (razem komentowali mecze w Orange sport).

Czy to są znaki, że w Motorze nareszcie nadchodzi dobra zmiana? Na pewno Bartnicki nie zmarnuje pieniędzy, jakie klub dostał od miasta. Bo ile można rok w rok rujnować i nie inwestować takiej kupy pieniędzy? Marnotrawstwo się skończyło, teraz pora wziąć się do roboty i odwdzięczyć się kibicom, za tak duże zaufanie.

Mój komentarz do tej sytuacji:

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *