Reprezentacyjny rok w polskiej piłce dobiegł końca. Czas na trochę statystyk. Jaki był? Co nowego nam przyniósł? Jakich dostarczył emocji? Co z tego okresu pozostanie w naszych głowach na dłużej? Pora na podsumowania!

Z entuzjazmem w 2016!

Pełni optymizmu i wiary we własne umiejętności Polacy wkroczyli
w nowy rok dla polskiego futbolu. Podbudowani wywalczeniem awansu do finałów EURO 2016 we Francji, po bardzo dobrej grze w eliminacjach, Polscy piłkarze udowodnili, że nie są już „chłopcami do bicia” dla swoich rywali. Zakończony dwoma zwycięstwami w spotkaniach towarzyskich (z Islandią 4–2 i Czechami 3–1) rok 2015, z innymi uczestnikami turnieju we Francji, wlewał zarówno w serca piłkarzy jak i kibiców wiele nadziei na coś dobrego. Polacy byli „na fali”. W takich nastrojach wszyscy czekali na pierwszy w nowym roku kalendarzowym mecz towarzyski z Serbią.

Dnia 23 marca, mimo chłodnej aury, na trybunach stadionu miejskiego w Poznaniu zasiadło ponad 38 tysięcy widzów. Adam Nawałka chciał sprawdzić w jakiej formie są jego kadrowicze. Pod znakiem zapytania stała dyspozycja Jakuba Błaszczykowskiego, który niestety nie grał zbyt często w drużynie Fiorentiny. Pewną niespodzianką było powołanie Bartosza Salamona, który był testowany w grze na środku obrony u boku Kamila Glika. Pojedynek
z Serbami nie był wielkim widowiskiem, co pewnie także wynikało z jakości murawy na poznańskim obiekcie. Dostarczył jednak cennych informacji dla selekcjonera. Bez wątpienia najwięcej w tym meczu wygrał Kuba, który oprócz tego, że zapewnił Polsce zwycięstwo 1–0, w całym spotkaniu pokazał się
z bardzo dobrej strony. Ławka rezerwowych
w zespole „Fiołków” nie wpłynęła negatywnie na postawę byłego kapitana reprezentacji w drużynie narodowej. Selekcjoner kontynuował zatem serię zwycięstw. To było już trzecim z kolei.

Kilka dni później przyszedł czas na następny sprawdzian. Dnia 26 marca „Orły Nawałki” zmierzyły się z reprezentacją Finlandii we Wrocławiu. Rywal z najwyższej półki to nie był, trudno też chyba uznać go za europejskiego „średniaka”, ale i takie mecze są potrzebne. Trener dał w tym spotkaniu odpocząć kilku swoim podstawowym zawodnikom, a swoją szansę otrzymali dublerzy. Zmiennicy nie zawiedli. Polacy szybko, gładko i przyjemnie pokonali Finów 5–0 i chyba na tym należy zakończyć opis boiskowych wydarzeń. Dwie bramki Pawła Wszołka i Kamila Grosickiego oraz jedno trafienie Filipa Starzyńskiego dały pewną wygraną „Biało-Czerwonym”. To było bardzo jednostronne widowisko, mecz z gatunku „veni vidi vici”, chociaż na dobrą sprawę Polacy nigdzie nie musieli przybywać, gdyż to oni byli przecież gospodarzem rozgrywanego we Wrocławiu meczu. Bohaterem spotkania bez wątpienia został świetnie grający Kamil Grosicki. Z dobrej strony pokazał się również inny strzelec bramki, zawodnik KGHM Zagłębia Lubin, Filip Starzyński. Dwa wiosenne zwycięstwa tylko utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że kadra zmierza we właściwym kierunku. Przystanek Francja zbliżał się wielkimi krokami, a etap przygotowań do turnieju wkroczył na ostatnią prostą. Trenerowi pozostało teraz obserwować jak nasi reprezentanci spisują się w swoich klubach i liczyć, że nikt z nich nie odniesie żadnej poważniejszej kontuzji.

Pierwsza kluczowa selekcja

Dnia 12 maja selekcjoner ogłosił szeroką 28-osobową kadrę na zgrupowanie w Juracie i Arłamowie. W gronie zawodników zabrakło ważnego dla zespołu w trakcie eliminacji Sebastiana Mili oraz obrońcy Łukasza Szukały. Pewną niespodzianką było zabranie na obóz 21-letniego Pawła Dawidowicza, występującego wówczas w drużynie rezerw Benfiki Lizbona (obecnie wypożyczony do VfL Bochum). Walka o 23 miejsce na turnieju we Francji weszła w decydującą fazę. Selekcjoner musiał jednak skreślić ze swojej listy 5 nazwisk. Smutna wiadomość dotarła do nas z Juraty, gdzie Paweł Wszołek złamał kość promieniową lewej ręki z przemieszczeniem. Ta informacja była jednoznaczna. Trener Nawałka musiał już teraz własnowolnie zrezygnować z usług tylko 4 polskich piłkarzy.

Ogłoszenie zawodników, którzy pojadą do Francji zaplanowano na 30 maja. Przed oficjalną konferencją prasową wiedzieliśmy już jednak, że na turnieju zabraknie także Macieja Rybusa, który nie wygrał wyścigu z czasem i nie zdołał wyleczyć kontuzji, jakiej nabawił się w ostatnim meczu ligowym jego ówczesnego klubu, Tereka Grozny (obecnie Olympique Lyon). Z urazem stawił się już na początku zgrupowania. O swojej nieobecności na Euro zawodnik poinformował w dzień ogłoszenia nazwisk na swoim Twitterze. Pozostały zatem tylko trzy niewiadome, a właściwie to dwie, bowiem w sytuacji braku kontuzji wśród bramkarzy, raczej jasne było, że ze składu wypadnie Przemysław Tytoń. Tak też się stało. Pozostała dwójka nieobecnych we Francji w drużynie Nawałki to Artur Sobiech (Hannover 96) i Paweł Dawidowicz.

Reprezentacji zostały tylko dwa testy przed rozpoczynającym się 12 czerwca turniejem. Dnia 1 czerwca zmierzyliśmy się  w Gdańsku z Holandią. Mimo że zawodnicy „Oranje” nie zdołali zakwalifikować się na Euro, to bez wątpienia nadal pozostawali rywalem, z jakim należało się liczyć. Polacy może i liczyli, ale chyba do tego stopnia, że aż się przeliczyli… Porażka 1–2 i bardzo przeciętna gra „Biało-Czerwonych” zasiały w sercach kibiców pewien niepokój. Rozwiać go miał kolejny mecz. Dnia 6 czerwca w Krakowie graliśmy z Litwą. Polska nie wyszła na to spotkanie w najsilniejszym składzie personalnym, a starcie zakończyło się bezbramkowym remisem. Czyżby nagle z kadrą stało się coś złego? Trener Nawałka uspokajał i zapewniał, że już w tym spotkaniu zawodnicy byli w lepszej formie niż w meczu z Holandią, a optymalna dyspozycja ma przyjść 12 czerwca, na pierwsze starcie grupowe z Irlandią Północną. Pozostało nam tylko ufać słowom trenera. Oprócz wyniku martwiła nas także wiadomość o skręceniu przez Kamila Grosickiego stawu skokowego podczas meczu z Litwinami. Jego występ w starciu z Irlandczykami z Północy stanął pod poważnym znakiem zapytania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *