Sport

To był dobry rok! (Część 3/4 – „Czas na Play-off” )

Reprezentacyjny rok w polskiej piłce dobiegł końca. Czas na trochę statystyk. Jaki był? Co nowego nam przyniósł? Jakich dostarczył emocji? Co z tego okresu pozostanie w naszych głowach na dłużej? Pora na podsumowania!

 

Czas na play-off, Polska – Szwajcaria

W 1/8 naszym rywalem okazała się być Szwajcaria. W gorące, sobotnie popołudnie cała Polska zasiadła przed telewizorami, aby kibicować naszym! Wsparcie fanów czuli także piłkarze na boisku, bowiem na Stade Geoffroy Guichard w Saint-Étienne zgromadziły się tysiące Polaków. 25 czerwca miał być dniem historycznym dla naszego futbolu. Oto skład wyjściowy Polski na mecz z Helwetami: Łukasz Fabiański – Łukasz Piszczek, Kamil Glik, Michał Pazdan, Artur Jędrzejczyk – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Krzysztof Mączyński, Kamil Grosicki – Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik. Nawałka nie rotował i postawił na sprawdzone i na ten moment, wydaje się, najsilniejsze zestawienie. Sobota, 25 czerwca 2016 roku, godzina 15:00, pierwszy gwizdek arbitra głównego tego meczu, Marka Clattenburga, a więc czas zacząć! Polacy od razu ruszyli do ataku. Po skutecznym pressingu Lewego i Milika błąd popełnia defensywa Szwajcarów i już w 23 sekundzie Arek staje przed fenomenalną okazją na strzelenie gola, jednak z odległości 16 metrów przenosi piłkę nad poprzeczką pustej bramki Sommera. Mogło zacząć się tak pięknie. Biało-Czerwoni jednak dalej starali się atakować. Ładnym uderzeniem w 31 minucie gry próbował pokonać bramkarza rywali Turbo Grosik, jednak zabrakło precyzji. Zaraz potem przed kolejną szansą stanął Milik, ale i tym razem przestrzelił. Swoją okazję mieli również Szwajcarzy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale dobrze w tej sytuacji zachował się nasz goalkeeper. W 38 minucie bramce Polaków zagroził Dzemaili. Rykoszet po jego uderzeniu zmusił Fabiańskiego do przeniesienia piłki nad poprzeczką naszej bramki. Po tym rzucie rożnym piłkę wyłapał Łukasz i szybkim wyrzutem do Grosickiego zapoczątkował kontrę Biało-Czerwonych. Kamil z futbolówką przy nodze przebiegł około pięćdziesiąt metrów, po czym zgrał piłkę w pole karne, znakomicie przepuścił ją Milik do niepilnowanego Błaszczykowskiego, a ten skierował ją między nogami Sommera do bramki Szwajcarów. Stało się! Polska prowadziła 1 – 0 i ćwierćfinał zaczął się przybliżać! Do przerwy wynik nie uległ zmianie i do szatni schodziliśmy z korzystnym dla nas rezultatem. Druga część spotkania zaczęła się od groźnego ataku Szwajcarów. W 51 minucie niebezpiecznie uderzał Shaqiri, ale Fabiański skutecznie interweniował. Dwie minuty później po znakomitej indywidualnej akcji przed szansą stanął Kuba, jednak jego strzał z szesnastu metrów bardzo dobrze wybronił Sommer. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić nasi rywale. W 73 minucie spotkania z rzutu wolnego uderzał Rodriguez, jednak to, co zrobił Fabiański… Panie Łukaszu: chapeau bas. Nic dodać, nic ująć. Piłka zmierzała w samo okienko bramki, ale na szczęście kapitalna interwencja naszego bramkarza uratowała nas od utraty gola. Zaledwie pięć minut później z pomocą przyszła nam poprzeczka. Czuć było coraz większą nerwowość w polskim zespole. Ataki rywali były z każdą sekundą groźniejsze. W końcu Helweci wyrównali. W 82 minucie bez szans był Fabiański po kapitalnym uderzeniu przewrotką Shaqiriego z za linii pola karnego. 1 – 1, takim rezultatem zakończył się regulaminowy czas gry. Czekała nas zatem dogrywka. W niej widoczne było niesamowite zmęczenie obu ekip, ale to Szwajcarzy prezentowali się lepiej. W 113 minucie gry po raz kolejny uratował nas Łukasz Fabiański. Po strzale głową Derdiyoka popisał się niebywałym refleksem i w sposób godny podziwu obronił strzał przeciwnika. Polacy zagrozili Sommerowi tylko raz, w 119 minucie spotkania. Po dość przypadkowej akcji bliski szczęścia był Łukasz Piszczek. Dodatkowe 30 minut gry nie wyłoniło zwycięzcy. Przyszła zatem pora na rzuty karne. Po pierwszej serii jedenastek było 1 – 1. W drugiej pomylił się Xhaka, a gola zdobył Milik. Prowadziliśmy 2 – 1. W trzeciej turze zawodnicy byli bezbłędni. Podobnie w kolejnej. W piątej serii nadzieję Szwajcarów przedłużył Rodriguez. Do piłki po nim podszedł Grzegorz Krychowiak. Jeśli trafi – jesteśmy w ćwierćfinale, jeśli nie – strzelamy dalej. Wszyscy Polacy wierzyli, że to uderzenie zapewni nam awans. Nasza 10 nie dała sznas Sommerowi, a zatem mieliśmy to, o czym wszyscy z nas marzyli! Polska w 1/4 Mistrzostw Europy. To wydarzyło się naprawdę! Teraz pozostało nam już tylko czekać na wiadomość, z kim stoczymy walkę o półfinał. Mieliśmy zagrać ze zwycięzcą pary Chorwacja – Portugalia.

 

„Lewy” kontra „CR7”

Po dogrywce lepsza okazała się być drużyna Ronaldo i to z nią czekał nas pojedynek 30 czerwca na „Stade Vélodrome” w Marsylii. Na naszych oczach tworzyła się historia! Już było pięknie, a mogło być jeszcze piękniej i wszyscy głęboko wierzyli, że tak właśnie będzie. Strefy kibica w całym kraju, jeżdżące na ulicach samochody z powiewającymi polskimi flagami. Całą Polskę ogarnęło szaleństwo związane z Euro. Na walkę o 1/2 finału Adam Nawałka nie dokonał żadnej zmiany w wyjściowym składzie w stosunku do meczu ze Szwajcarią. Arbitrem głównym meczu Polska-Portugalia był Felix Brych z Niemiec. Na zegarach godzina 21, więc pora na pierwszy gwizdek! To miał być wielki mecz i był od samego początku. Już w 2 minucie spotkania po akcji Piszczek-Grosicki – Lewandowski, ten ostatni wyprowadza reprezentację Polski na prowadzenie! Zaczęło się bajecznie! Chyba nikt nie spodziewał się lepszego początku tej batalii o półfinał Mistrzostw Europy. W 15 minucie niecelnie uderzał Milik, a chwilę później Robert zmusił Rui Patricio do interwencji. Wszystko szło po myśli naszych piłkarzy. W 22 minucie gry można było się zastanawiać czy Polska to aby na pewno Polska czy może jednak Hiszpania. Klepka w wykonaniu podopiecznych Nawałki była prawie perfekcyjna, zabrakło tylko ostatniego podania. Obserwując grę Biało-Czerwonych, nie można było wprost wyjść z podziwu. Rywale zagrozili naszej bramce dopiero po prawie pół godzinie gry. Strzał Ronaldo skutecznie jednak wyłapał Fabian. Bez szans był natomiast w 33 minucie, kiedy to Renato Sanches po dwójkowej akcji z Nanim, trafił z 17 metrów do polskiej bramki. Po 45 minutach spotkania na tablicy wyników widniał rezultat 1 – 1. W drugiej części rywalizacji bramce Patricio zagroził Milik po składnej akcji zespołowej Polaków. Przeciwnicy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego oddali strzał w kierunku naszej bramki, ale na posterunku był polski goalkeeper. Niebezpiecznie zrobiło się też w 81 minucie spotkania, gdy Artur Jędrzejczyk zapobiegając dotarciu podania do Ronaldo, o mały włos nie zdobył gola samobójczego. Jednak w tej sytuacji musiał zaryzykować i tę interwencję należy zaliczyć na plus dla naszego zawodnika. W końcówce w dogodnej sytuacji znalazł się „CR7”, ale nie trafił w piłkę. Zatem kolejny mecz na remis i kolejna dogrywka w turnieju, zarówno dla nas jak i dla podopiecznych Fernando Santosa. W pierwszej części dodatkowego czasu gry wartym odnotowania był strzał Milika z około 20 metrów, niestety Arek nie trafił w bramkę. W 120 minucie spotkania uderzeń próbowali Kapustka i Piszczek, jednak nieskutecznie. Oznaczało to tylko jedno: znowu o wszystkim zdecyduje konkurs rzutów karnych. Po pewnych trafieniach Ronaldo i Lewandowskiego w pierwszej serii jedenastek było 1 – 1.  Sanches i Milik również skuteczni, 2 – 2. Za chwilę 3 – 3. Czas na czwartą turę. W niej Fabiańskiego pokonał Nani, a górą w pojedynku Błaszczykowski-Patricio okazał się być bramkarz Portugalii. Było 4 – 3 dla naszych rywali i do piłki zmierzał Quaresma. Trafienie Portugalczyka oznacza to dla nas pożegnanie się z tą piękną przygodą…Rozbieg, strzał i gol…

 

Polska kończy zmagania w finałach Mistrzostw Europy we Francji na ćwierćfinale. Odpadamy z Portugalią, jak się później okazało, zdobywcą pucharu Henriego Delaunaya.

 

Powrót w świetle chwały!

Smutek i niedowierzanie, ale przede wszystkim duma z polskich piłkarzy, takie uczucia towarzyszyły wszystkim sympatykom Biało-Czerwonych. Absolutnie nikt, ale to nikt nie miał do nich pretensji. Na boisku walczyli całym sercem i to było widać. Swoją postawą dali wszystkim Polakom wiele niezapomnianych chwil, pięknych chwil, które będziemy wspominać latami. Łzy smutku mieszały się ze łzami wzruszenia. Reprezentacja polski stała się w kraju drużyną bohaterów. Na Lotnisku Chopina w Warszawie byli witani jak prawdziwi zwycięzcy przez licznie zgromadzonych kibiców. Wszyscy wspierali Kubę i Fabiańskiego. Błaszczykowski mimo niestrzelonej jedenastki został zapamiętany jako ten, dzięki któremu dotarliśmy aż tak daleko, a nie ten, przez którego nie awansowaliśmy do kolejnej fazy. To właśnie on został przecież najlepszym strzelcem naszej drużyny na Euro, a jego gra mogła się podobać, tak jak mogła podobać się postawa całego polskiego zespołu. Były kapitan naszej kadry spotkał się z wieloma ciepłymi słowami pod swoim adresem, tak samo jak nasz bramkarz, który ze łzami w oczach mówił o tym, że ma do siebie pretensje o to, iż nie pomógł drużynie w serii rzutów karnych. Nikt z kibiców tak tego nie postrzega. Łukasz został jednym z bohaterów drużyny Nawałki i wszyscy od dzisiaj pamiętają jego parady oraz kapitalną postawę w całym turnieju, dzięki której osiągnęliśmy tak ogromny sukces. Reprezentacja stała się wielka, a podziękowaniom ze strony kibiców nie było końca…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *