Sport

#Z historii sportu: „Dmuchajcie w telewizory!” – czyli o tym, jak Adam Małysz zdobył serca milionów

Wszyscy go znali, wszyscy kochali, a całą Polskę ogarnęła „Małyszomania”. Jego wąsik stał się kultowy, a ulubionym posiłkiem narodu była bułka z bananem. Niedzielnego popołudnia był gościem w niemal każdym polskim domu. Starszym osobom nie trzeba przypominać kim jest i ile zrobił dla polskiego sportu. Dla nieco młodszych niech to będzie cenna i piękna lekcja historii na temat człowieka, który pokazał, „że można w życiu wygrać ewidentnie bez układów”, cytując Włodzimierza Szaranowicza.

 

Narty od dziecka

 

Mały Adam od najmłodszych lat związany był ze sportami zimowymi. Już jako 3-letnie dziecko zaczął przygodę z nartami (wtedy zjazdowymi), a swój pierwszy skok oddał w wieku sześciu lat, nie chodząc jeszcze do szkoły. Pasję do tego typu aktywności zaszczepił w nim wujek, Jan Szturc. Okres podstawówki to czas, w którym „Orzeł z Wisły” trenował kombinację norweską. Zarówno ona jak i skoki narciarskie stwarzały dla niego perspektywy rozwoju. W 1994 roku, wtedy jeszcze jako junior, zdobył złoto i srebro seniorskich Mistrzostw Polski w skokach narciarskich w Zakopanem. Sukces odniósł także w kombinacji norweskiej, plasując się na drugim stopniu podium podczas Mistrzostw Polski juniorów. Był to moment na podjęcie decyzji, która z tych dyscyplin będzie dla Adama lepsza.

 

Jednak skoki! Początki w Pucharze Świata

 

Ze względu na filigranową budowę ciała, Małysz za namową wujka, a zarazem pierwszego swojego trenera, Jana Szturca, zdecydował się na skoki. Trafił do kadry prowadzonej wówczas przez Czecha, Pavla Mikeskę. Jego debiut w zawodach Pucharu Świata miał miejsce 4 stycznia 1995 roku. W konkursie na skoczni Bergisel w Innsbrucku, podczas Turnieju Czterech Skoczni, 18-latek uplasował się na wysokim, 17 miejscu. Do końca sezonu zdołał uzbierać 40 punktów w klasyfikacji generalnej. Nie punkty jednak były teraz najważniejsze, a doświadczenie, które z każdym występem było większe.

Zwątpienie przyszło wraz z sezonem 1997/1998, w jakim to Polak przeżywał poważny kryzys formy. Rozważał nawet rozstanie się ze skokami. Zmiana podejścia przyszła razem z rozpoczęciem współpracy z psychologiem, Janem Blecharzem oraz fizjologiem, Jerzym Żołędziem. Adam odzyskał dawną chęć skakania, a wyniki stopniowo zaczęły się poprawiać.

 

Kosmiczny sezon 2000/2001, czas dominacji

 

Wybuch formy Małysza miał miejsce w czasie, gdy kadrę prowadził Apoloniusz Tajner. Tego, co wydarzyło się zimą 2000/2001 chyba nikt się nie spodziewał, nawet w najśmielszych snach. „Orzeł z Wisły” wygrał 49 Turniej Czterech Skoczni. Styl, w jakim tego dokonał nie pozostawiał rywalom wątpliwości, kto aktualnie jest najlepszym skoczkiem w stawce .Czwarte miejsce w pierwszym konkursie (Oberstdorf), trzecie w Garmisch-Partenkirchen i dwa zwycięstwa w kończących zmagania zawodach w Innsbrucku i Bischofshofen pokazały, że Adam jest w „gazie”. Polak został pierwszym zawodnikiem w historii, który w czterech turniejowych konkursach przekroczył granicę tysiąca punktów. Nikt przed nim nie wyprzedził również drugiego w klasyfikacji zawodnika o przeszło sto punktów. To był dopiero początek dominacji w sezonie 2000/2001. W kolejnych pięciu z sześciu rozegranych konkursów, Małysz stawał na najwyższym stopniu podium. Przyszedł czas Mistrzostw Świata w fińskim Lahti. 19 lutego odbyły się pierwsze zawody indywidualne, na skoczni dużej (K-116). Nasz zawodnik zajął drugie miejsce, ulegając tylko Niemcowi, Martinowi Schmidtowi. Cztery dni później podczas konkursu na małym obiekcie (K-90), Małysz wziął rewanż na rywalu i tym razem to on cieszył się ze złota. Niemiecki skoczek musiał zadowolić się srebrnym medalem. Adam w tym sezonie wygrał jeszcze Turniej Nordycki, zwyciężając we wszystkich trzech konkursach, które się na niego składały. Zwieńczeniem sezonu było sięgnięcie po pierwszą w karierze „Kryształową Kulę”, dla najlepszego skoczka zimy 2000/2001, kiedy to zwyciężał w ponad połowie pucharowych zawodów. W całym kraju na dobre panowała już wtedy Małyszomania.

 

Kolejny sezon i kolejna „Kryształowa Kula” na koncie. Druga z kolei. Najważniejsze były jednak Igrzyska Olimpijskie w Salt Lake City. Tam Małysz zdobył dwa medale: srebrny i brązowy, co oczywiście było niesamowitym wyczynem. Wielu liczyło na złoto Polaka, ale równych sobie nie miał Szwajcar, Simon Amman.

 

Sezon 2002/2003 był trzecim z kolei, w którym w ostatecznym rozrachunku wygrał Małysz. Dodatkowo, dołożył w nim do kolekcji dwa złota na Mistrzostwach Świata w Val di Fiemme, we Włoszech.

 

Lata kolejne

 

W następnym sezonie nasz skoczek obniżył loty. Nie można zaliczyć go do udanych. Lepiej natomiast było rok później. W klasyfikacji generalnej, polski mistrz znalazł się na czwartej pozycji.

 

Świetny za to okazał się sezon 2006/2007. Pierwsze miejsce na skoczni normalnej oraz czwarte na dużej, podczas Mistrzostw Świata w Sapporo, zapoczątkowały marsz Adama po zdobycie czwartej w historii „Kryształowej Kuli”. Dokonało się to w Planicy, po niezwykłym boju stoczonym z Andersem Jacobsenem. Polak wygrał aż sześć z siedmiu kończących rywalizację zawodów i to on sięgnął po to trofeum.

 

Kolejne lata nie były tak obfite w sukcesy. Adam nadal pozostawał najlepszym polskim skoczkiem na arenie międzynarodowej, ale na podium oglądaliśmy go już rzadziej. Przebudzenie mistrza nastąpiło w 2010 roku, tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Vancouver. Tam kolejny raz zdobył dwa krążki, tym razem oba były srebrnego kruszcu. Powtórnie, jak to miało miejsce w 2002 roku, bezkonkurencyjny okazał się być Simon Amman.

 

Sezon 2010/2011 to jedna wygrana w zawodach Pucharu Świata, w Zakopanem, a także trzecie miejsce na skoczni normalnej podczas Mistrzostw Świata w Oslo.
Adam Małysz swój pożegnalny skok w oficjalnych zawodach oddał 20 marca 2011 roku, na skoczni w Planicy. Symboliczne pożegnanie legendy odbyło się w Zakopanem, 26 marca. Wtedy też po raz ostatni mieliśmy możliwość zobaczyć naszego „Orła” w powietrzu.

 

W zdaniach kilku

W swojej karierze wystąpił w 349 konkursach Pucharu Świata, czterokrotnie sięgnął po „Kryształową Kulę”. 92 razy stawał na pucharowym podium, 39 razy na najwyższym jego stopniu. Zdobył cztery medale olimpijskie i tyle samo tytułów mistrza świata. Trzykrotnie triumfował także w „Turnieju Nordyckim”. Raz wygrał „Turniej Czterech Skoczni” w sezonie 2000/2001. Odniósł też zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w Lotach Narciarskich, w sezonie 2006/2007. Zawsze uśmiechnięty, walczący fair, lubiany przez wszystkich skoczków w stawce. Człowiek legenda, który na dobre zapisał się w historii skoków narciarskich, ale chyba nie tylko. Zapisał się także w świadomościach milionów kibiców, którym dostarczył wielu momentów wzruszeń i radości.
Adamie, dziękujemy!

 

 

 

 

1 KOMENTARZ

  1. Nigdy nie zapomnę wspólnego oglądania zawodów, siedząc z tatą przed TV uwielbiałam kibicować i wspólnie krzyczeć „Leć Adam, leć!”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *