Recenzja

Ślepy o kolorach nie napisze, czyli „Sztuka kochania”

Czy można zrobić udany film o miłości, który nie posiadałby choćby cienia infantylności, a jednocześnie nie popadałby w pornografię i brutalność? Oczywiście, że można! Udowadnia nam to dobitnie Maria Sadowska (Tak! Właśnie TA Maria Sadowska) w swoim najnowszym filmie „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”.
Film opiera się na dwóch głównych wątkach fabularnych. Pierwszym z nim jest walka głównej bohaterki o publikację jej książki „Sztuka kochania”, która jest poradnikiem zarówno dla kobiet i mężczyzn, o tym jak czerpać przyjemność z intymnych zbliżeń. Drugim jest zaś sama historia Michaliny, jej małżeństwo i skomplikowana relacja z mężem i przyjaciółką, pragnienie osiągnięcia sukcesu oraz ciągłe poszukiwanie prawdziwej miłości.

 

Na obsadę składa się większość znanych i utalentowanych, polskich aktorów. Michalina Wisłocka w wydaniu Magdaleny Boczarskiej („Pakt”, „Bejbi blues”, „Jak się pozbyć cellulitu”) to silna kobieta, która w życiu wiele przeszła i jest gotowa by równie wiele poświęcić. Widzimy na ekranie kolejne błędy, jakie popełniła w życiu, ale nie jest to chaotyczne czy podyktowane emocjami, lecz bardziej wybór między mniejszym złem a większym. Boczarskiej świetnie partnerują w filmie zarówno Piotr Adamczyk („Jestem mordercą”, „ Bitwa pod Wiedniem”, „ Listy do M.”), grający męża Wisłockiej, jak i Eryk Lubos ( „Wołyń”, „Chemia”, ” Pod Mocnym Aniołem”), wcielający się w postać kochanka – Jurka.
Postać Adamczyka to Stanisław Wisłocki – naukowiec, w którym Michalina jest bez pamięci zakochana, i którego wciąga w zawiłą relację ze swoją przyjaciółką Wandą (Justyna Wasilewska). Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem, a mąż bohaterki wydaje się być przytłoczony całą sytuacją. W efekcie porzuca swoją rodzinę. Jego całkowitym przeciwieństwem jest postać Jurka, którego Michalina spotyka niemal przez przypadek. Na ekranie już od pierwszych chwil można wyczuć napięcie, które jedynie rośnie ze sceny na scenę, aż do spotkania bohaterów nad jeziorem. Atmosfera jest tak przesycona wyczekiwaniem i namiętnością, że udziela się również widzom. Nic tylko przytulić się do swojej drugiej połówki!
Kawał świetnej pracy zrobili wszyscy, którzy brali udział w powstawaniu tego filmu. Począwszy od wcześniej wspomnianej już reżyserki, scenarzysty, operatora kamery czy producenta dźwięku aż po całą obsadę. Genialna robota! Pragnę jeszcze zwrócić trochę uwagi właśnie na muzykę, która jest wprost idealnie dobrana do poszczególnych scen. Szczególnie w pamięć zapada ta, kiedy to bohaterowie tańczą z akompaniamentem Mieczysława Fogga (jeśli się nie mylę). Niby nic szczególnego w tej scenie nie ma, a jednak potrafi wydusić z widza ciche i pełne emocji westchnienie lub wręcz kilka łez.
Historia Michaliny Wisłockiej to historia o silnej kobiecie, które pomimo uwielbienia dla miłości, nie do końca potrafiła ją odnaleźć w swoim życiu. To dramatyczna walka – nie tylko z surowym systemem, ale też z niezdrowymi zwyczajami i zaściankową mentalnością. Jest to przede wszystkim walka o zmianę postrzegania kobiet w patriarchalnym modelu społeczeństwa, jak i w relacjach z mężczyznami.
Sądzę, że film o Wisłockiej świetnie wpisuje się w ostatnie wydarzenia związane z nachalnym dłubaniem przy prawach kobiet zarówno w Polsce jak i na całym świecie. Postać charyzmatycznej pani doktor inspiruje swoimi osiągnięciami oraz postawą życiową, by walczyć o swoje prawa i o zmianę postaw, jeśli ma to na celu coś tak ważnego jak edukacja seksualna.
Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć to wprost – ten film jest po prostu świetny!  Aktorzy, dialogi, zdjęcia, muzyka, charakteryzacja… Mogę tak jeszcze długo wyliczać kto i co. Jednak myślę, że lepiej po prostu byłoby, żeby jak najwięcej osób obejrzało ten film i przekonało się na własnej skórze, czy było warto. Mówiąc szczerze, ten film dotyczy nie tylko seksu, ale też wszystkiego co dookoła człowieka ma miejsce, z ogromnym naciskiem na miłość do drugiej osoby.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Cinema City. „Sztuka kochania” miała premierę 27 stycznia, więc bez żadnych problemów możecie się wybrać na seans i na własnej skórze przekonać o jej sile.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jestem specjalistką ds. nekrologów. Pasjonuje się też kinem, serialami oraz literaturą. Zazwyczaj swoje teksty piszę przy akompaniamencie ulubionych zespołów, lecz w skrajnych przypadkach przy ścieżce dźwiękowej do filmu Ogniem i mieczem.