Felieton

Świąteczna karma

Najsłynniejszy polski jasnowidz Krzysztof Jackowski w rozmowie z Tomaszem Sekielskim powiedział: „Na pewno pan Kaczyński ustąpi. Ustąpi, albo coś z nim się stanie w 2017 roku”. A za chwilę dodał: „To będzie coś poważnego. To raczej on sam nie ustąpi. Coś się stanie na ulicy”. Nic dodać, nic ująć – osoba, która przewidziała kryzys w 2008 i obecne „zamieszki” w sejmie, może się zarówno mylić, jak i po raz kolejny mówić prawdę. Na razie pan prezes czuje się dobrze i nie ma zamiaru odpuszczać opozycji „puczu”.

Obserwując z boku, od samego początku wątpiłem, czy ten cały protest się rozkręci i nie zaniknie jak dogorywająca świeczka. Myliłem się. To, co zaczynało się jako „dezaprobata” ustawy ograniczającej wolność mediów w sejmie, skończyło się (cytując PiS) zamachem stanu przez posłów opozycji. Uczestnicy protestu twierdzą, że to nieprawda i domagają się jedynie wolności słowa, zgromadzeń, sumienia, samorządu, kultury, nauki…(cały „Dekalog Wolności” wchodzi tu w grę).

A może to właśnie magiczne dzielenie się opłatkiem, spędzenie Sylwestra na sali sejmowej i szczera chęć, aby stanąć w obronie demokracji sprawiły, że rok zaczynamy od smutnej wiadomości, że Jarosławowi Kaczyńskiemu grozi niebezpieczeństwo. Chociaż nie wolno się złościć i życzyć komuś źle w święta, bo karma wraca. A mianowicie już wróciła.

Wróciła w postaci kompromitacji pana Petru. W złym momencie zechciał spędzić Sylwestra w Portugalii. Wiadomo, wszyscy jesteśmy ludźmi, a na przewodniczącym partii szczególnie leży duża odpowiedzialność, więc wyluzować i odświeżyć świadomość nawet by wypadało. Jedynie moment wybrano nieodpowiedni. Nie oceniam tłumaczenia, że to „niezręczność i niestosowność”, dobrze że owe tłumaczenie w ogóle padło.

Ktoś kiedyś mądrze mówił, że diabeł-kusiciel jest tam, gdzie są pieniądze. Był on obecny i bardzo czujny również w przypadku pana Kijowskiego, który nie dopilnował rachunków i musi zmagać się z konsekwencjami. Na obronę stworzyciela KOD-u można powiedzieć, że ten sam błąd popełniany jest odkąd istnieją takie pojęcia jak polityka i biznes. Co nie oznacza, że tak ważna osoba w opozycji ma prawo do tego typu kazusów.

I na koniec dwa przypadki na luzie. Wpadka posła PO Arkadiusza Myrchy w telewizji. Miał on chwilowy problem z wymówieniem imion Trzech Króli, czyli (według pana posła) Kacpra, BELZEBUBA i Melchiora. Poprawił się jednak, a takie przejęzyczenie można zapisać na konto zmęczenia po wielodniowym proteście sejmowym i ogólnie napiętej atmosfery.

Z kolei filmik zrobiony przez posła PiS też podbija Internet. Widać na nim pustą salę sejmową i samotnie siedzącego senatora Libickiego. Tłumaczenie, że nagranie było robione w nocy, a więc posłowie spali na ławkach, może być do zaakceptowania lub nie, a i tak wiemy, co chciał pokazać autor, który niczym tajny agent ze szpiegowskich filmów powoli poruszał kamerą od jednej strony do drugiej.

Pominąwszy owe wpadki, protest w Sejmie jednak można uważać za udany jak do tej pory. Na tyle udany, że dostaliśmy w prezencie kontrowersyjne opinie w sprawie rozwiązania kryzysu sejmowego. Pozwolę sobie je zacytować: „Utajnić obrady Sejmu, wyeliminować media, sprowadzić na salę plenarną oficerów BOR do ochrony mównicy i fotela marszałka. Posłów opozycji ukarać i skłonić ich umysły do refleksji przez odpowiednią lekturę”. Takie rady dla marszałka znajdują się w jednej z zamówionych przez niego ekspertyz. Cieszę się, że opozycja miała na to wszystko jedyną słuszną (pomijając oburzenie) reakcję – roześmiała się. Marszałek Kuchciński, a bardziej jego ego, z pewnością są zadowoleni z takich raportów, bowiem w zamówionej analizie, podobnie do księżniczki pytającej magiczne lustro, kto na świecie jest najładniejszy (w naszym przypadku też najmądrzejszy), dostał odpowiedź, że „jego postępowanie było w sposób oczywisty słuszne i nie może budzić żadnych wątpliwości”.

Podtrzymywać klimaty masonerii proponował między innymi prof. Grzegorz Górski, który chce ograniczyć dostęp mediów w sejmie, utajnić obrady i wprowadzić na sale sejmową funkcjonariuszy BOR-u. Właśnie takich synonimów do słów „możliwość znalezienia kompromisu” doszukał się w Internecie w przeszłości toruński radny Prawa i Sprawiedliwości. Niestety „internetom” nie zawsze można wierzyć.

Z kolei prof. Kmiecik z UMCS twierdzi, że do słowa kompromis bardziej pasują infantylizm i irracjonalizm ze strony opozycji. Pisze on, że „wobec protestujących należałoby stosować środki wychowawcze, przewidziane w ustawie o postępowaniu w sprawach nieletnich”. No cóż, jak słusznie zauważył jasnowidz Krzysztof Jackowski, jeśli PiS zechce rozwiązać konflikt siłą albo spróbować pobawić się w stan nadzwyczajny, od razu zostanie zjedzony przez media i ludzi, którzy tak bezgranicznie tej partii ufają.

Jeśli te wszystkie wpadki można uważać za preludium (lub pierwszą część większego utworu), to po gorącym medialnie 11 stycznia podobne „niedopatrzenia” z obu stron będą jeszcze bardziej w nie uderzały. Powoli już się przyzwyczajamy do stylu rozgrywki rządu, więc jeszcze przez chwilę będzie on w wygodniejszej pozycji. Z kolei dla opozycji jest to przełomowy moment. Każda kolejna wpadka może sprawić, że wiarygodność i siła protestu zaniknie jeszcze szybciej niż się pojawiła.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *