„This time it is Ein Reich, Ein Volk, Ein Ticket! Thank you very much”. Tak jednego razu zakończył swoje przemówienie na posiedzeniu Europarlamentu Janusz Korwin-Mikke, parafrazując słynne hitlerowskie powiedzenie. Wiadomo, jak zwykle, podając jakieś merytoryczne argumenty, również nie odmówił sobie pocisków z demokratycznej Unii, ale większość chyba tego i tak nie zrozumiała.

Jeszcze dawno przed tą wypowiedzią się zaczęło. Teraz to już z każdego zakątku się mówi Korwin to Hitler. Od niedawna do tego równania dołączył prezydent Stanów Zjednoczonych, „miliarder, filantrop Tony Stark”, przepraszam, Donald Trump. W Internecie jest tego mnóstwo. Filmiki na YouTube i posty na Facebooku przerabiające imiona i nazwiska polityków na kształt „wybitnego artysty lat czterdziestych”. Tu i tam widzimy a to Adolf Korwin-Mückke, a to Adolf Trump. Niektóre osoby próbują nawet uzasadniać „merytorycznie”, dlaczego tamci panowie z polityki są podobni do Hitlera. Za pomocą mafii, służb i loży (pozwolę sobie na lekki żarcik w stronę Grzegorza Brauna) jest cała ta historia wspierana. Prawda jednakże jest zupełnie inna.

Podam proste cytaty, świadczące o tym, że raczej żadnym skrajny prawicowcem Hitler nie był. W listopadzie 1925 roku New York Times pisał między innymi o tym, że w Niemczech powstaje nowe ugrupowanie polityczne – Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza (NSDAP). Jej czołowych ideolog i prawa ręka Hitlera, mistrz kłamstw, propagandy i manipulacji, Joseph Goebbels wówczas wypowiadał się w ten sposób: „Hitlera można śmiało porównywać z Leninem, Lenin był największym człowiekiem po Hitlerze, a różnice pomiędzy komunizmem a myślą Hitlera są niewielkie”. Brzmi przepięknie, prawda? Mam lepszy jego cytat. W swoim „drogim pamiętniczku śmierci”, gdzie zapisywał swoje tajne myśli, to, co naprawdę mu po głowie chodziło, skrobał takie oto słowa: „Celem nazistowskich Niemiec będzie zniszczenie żydowskiego bolszewizmu i Związku Radzieckiego, a zamiast tego budowanie prawdziwego socjalizmu”. Dawno chciałem to powiedzieć (z całym szacunkiem do tych ludzi) – szach-mat lewaki.

Dowody na to, że Hitler był socjalistą kryją się w wielu innych drobnych szczegółach, które w dzisiejszych czasach mało kogo interesują, a przedstawiać wszystkie zdaje się nie ma żadnego sensu. Natomiast jeszcze raz skupimy się na tym, że wielce szanowny pan masakracji Korwin-Mikke, jeśli i ma coś wspólnego z największym zbrodniarzem historii świata, to tylko manierę ekspresywnych publicznych wypowiedzi. Sam poseł nieraz wypowiadał się na temat Hitlera raczej w negatywnym świetle, przyznając mu rację tylko w niektórych drobnych szczegółach: np. w aspekcie bardziej sprawnego mechanizmu biurokracji, pozwalającego nawet osobom, które wypowiadają się przeciwko Führerowi, na otwarcie biznesu w niecałe dwa dni. W dzisiejszych warunkach coś takiego jest raczej nie do pomyślenia.

Podobnie jak z Korwinem, hitlerowska teza nie działa również w przypadku Trumpa. Wydawać by się mogło, że to „oczywista oczywistość”, że obecny prezydent USA nie chce robić żadnej socjalistycznej równości. Odwrotnie, stara się zagrać na kontraście różnych klas społecznych. Nie chce też budować potęgi swojego państwa w sposób ekspansywny, lecz optuje za murami dookoła „swoich” Stanów. Zarzucany mu sojusz z Rosją, jako aluzja krótkiego romansu Trzeciej Rzeszy i Związku Radzieckiego, niestety (to słowo pojawiło się za sprawą sponsoringu firmy Sarkazm i Co.) też nie będzie miał nic wspólnego z rzeczywistością.

Ostatnio w wywiadzie z „Reuters” Trump powiedział, że pragnie być w czołówce państw posiadających broń nuklearną i nie ma zamiaru puszczać kogoś przed sobą. I o rany, niespodziewana reakcja Rosji. Nie zaakceptowała wypowiedzi miliardera. Bo niby jak to ma być, że amerykańscy najeźdźcy ze swoją amerykańską Colą będą mieć więcej zabawek apokalipsy?  No a wcześniej mister fryzura 2016 postawił sprawę jasno, że kocha Mother Russia i ma zamiar współpracować, ale Krym wypadałoby Ukrainie zwrócić. Niewykluczone, że to była tylko kolejna słowna wpadka, podparta chwilowymi emocjami i nic takiego Trump nie miał na myśli. No ale Putin raczej takich rzeczy nie wybacza.

I co nam wychodzi w ostateczności? Z pewnością będzie tego typu faktów więcej wraz z biegiem kadencji prezydenta USA. A ci dwaj panowie, jeden intelektualista-masakrator, drugi żelazna ręka i elegancka fryzura, chociaż są pod względem emocji podobni do Hitlera, to jednak mają zupełnie inne, niż on wizje polityczne. Co więcej, wziąć od nich te najlepsze cechy (dołączając „plusy dodatnie” Putina) – czyli intelekt i sposobność merytorycznego argumentowania Korwina, magiczną zdolność przekonywania Trumpa i nieuginający się pod naciskiem całego świata charakter Putina, zabrać te negatywne wraz ze zbytnią emocjonalnością i, moim zdaniem, otrzymamy polityka idealnego dla współczesnej Polszy.

PS. Niech te wszystkie wyzywanki i memy zostaną tylko memami w Internecie, w miejscu bezprawia i braku wiedzy merytorycznej. I, zamykając temat Korwina na niedługo, zapytam półżartem. Jak po takim czymś można było zrobić to i to coś?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *