Vin Diesel pokazał, że nie ma sobie równych w wyścigu na 1/4 mili. Jednak w przeciągu 16 lat, przeskoczył chyba do NASCAR, co może oznaczać, że ta jazda jeszcze długo się nie skończy. A do tej pory cierpliwie będziemy przyjmować wszystko, co nam los przyniesie i czekać, aż „I got Family” przejdzie do historii.

Oleksii Abramov: Czy typowy Janusz, chociaż przystojnie ubrany w drogie ciuchy i siedzący z dziewczyną podobną do modelki Victoria’s Secret, może zepsuć seans w kinie? Oczywiście, jeśli będzie wypisywać do 5 innych kobiet, jeszcze z dwiema rozmawiać przez telefon i w między czasie rzucać żartami do „tej jedynej” siedzącej obok. Nie wiem nawet, co było gorsze – jego zachowanie, czy mydlana opera, którą w mękach musiałem oglądać przez dwie godziny. Chociaż nie, kłamię, wiem. „The Fate of the Furious” gromadzi w sobie więcej dobrych rzeczy, niż pan, który nawet moje uwagi po seansie miał głęboko gdzieś. Producenci tego dzieła przynajmniej starali się zrobić dobrą produkcję dla fanów „Szybkich i Wściekłych”.

Wojciech Bryk: Ósma część motoryzacyjnego tasiemca i po raz siódmy na ekranie pojawia się Dom Toretto i jego „I got Family”. Dawno porzucone nielegalne wyścigi nie wracają na ekran, za to znów nasza przestępcza ekipa musi stawić czoła terrorystom. Dominic wplątuje się w rozgrywkę z niebezpieczną kobietą, a cała jego rodzina (z każdym filmem coraz większa, więc w 10-tce będą chyba jeździli autobusami) postanawia stawić czoła „niepokonanemu” Toretto. Historię, jak tylko mogą, ozdabiają szybkie samochody, przepiękne egzotyczne widoki, a nie mówię tu tylko o skąpo ubranych dziewczętach, soundtrack żywcem wyrwany z radiowych playlist, i wybuchy, wybuchy i znów wybuchy… Odkąd tylko wróciłem z kina z każdej strony zachwyceni ludzie i informacje o rekordowym otwarciu filmów. Zadaję sobie jedno pytanie: ale jak?

O.A.: Bo do tego przyzwyczaiło nas Święte Drewno. Wybuchy z dobrym podkładem muzycznym, napakowani kolesie i piękne kobiety, za którymi (i tu mnie nawet lekko zdziwiłeś) stoją osoby od poprawiania biustu i tyłku, żeby odpowiednio wyglądały na ekranie. A nawet jeśli nie mówić o jakichś narzuconych wzorcach, to w grę wchodzi ludzka natura. Pewnie się zgodzisz, że z przyjemnością chce nam się patrzeć na niesamowite rzeczy, a do tego takie, których prawdopodobnie nigdy nie będziemy mieli. Ja mam lepsze pytanie: dlaczego takich piękności nie wystawiać w galeriach, na festiwalach i w innych podobnych miejscach, a iść z tym do kin, gdzie ma być coś więcej, ma się tworzyć historia? Zdaje się, że w „F&F” od dawna brakuje prawdziwej opowieści, a nawet sami bohaterowie gubią nić narracji.

W.B.: Rzeczy pojawiające się w filmie były momentami tak abstrakcyjne, że przyznaję – zastanawiałem się, jakie studia musi skończyć osoba zajmująca się na planie takimi sprawami. Równie zaskoczone byłyby pewnie najmłodsze osoby na kinowej sali, gdyby powiedzieć im, że „Szybcy i Wściekli” opowiadali kiedyś historie kolesi ścigających się w nielegalnych wyścigach. „No coś ty, pomyliło ci się chyba z NFS-em”. Tak jak Metallica skończyła się po Kill ‚Em All, tak „F&F” skończył się po „Tokyo Drift”. Od tamtego momentu każdy kolejny film o klanie z garażu odbiega coraz bardziej od głównego pomysłu, a co najgorsze, 8 część odjechała najbardziej, i zupełnie nie zdziwi mnie, jeżeli w kolejnej części główni bohaterowie nie wejdą do żadnego samochodu. Oglądając ósemkę, najwięcej skojarzeń miałem ze „Szklaną Pułapką”, gdzie w każdej kolejnej części trzeba było wymyślić coś, czego jeszcze nie było, aby John McClane mógł się wykazać. Wiesz, jaka jest największa przewaga produkcji z Willisem? Skończyła się po 5 części.

O.A.: Ale jeszcze za wcześnie, żeby płakać w kąciku. Vin Diesel zapowiedział kilka części filmu, a następnego dnia po seansie zobaczyłem gotowy plakat następnej. Rozgrywka potoczy się najprawdopodobniej w Australii, a jak trafnie zauważyłeś, wątpliwe jest, żeby bohaterowie sprawdzali silniki w samochodach przed rozpoczęciem akcji. A to, że wcale nie muszą wsiadać do samochodu, żeby narobić hałasu, udowodnili nam w ósemce. Była to tylko jedna z licznych patologii filmu. Widzieliście kiedyś, żeby słynna żółta taksówka albo stare BMW (i tu zacytuję naszego eksperta od samochodów), w której jedynym zaawansowanym technicznie urządzeniem jest radio, miały autopilota? Jak się okazuje, w kinowym Nowym Jorku takich „wypasionych technologicznie bryk” jest tysiące. Jedynym gadżetem, a zarazem lokowaniem produktu, który trafnie znalazł się w tym filmie, był Samsung S8 – potężny, jak samochód Toretto. Pasowały do siebie. Pozostałe próby bawienia się w nowoczesny, zdigitalizowany świat były moim zdaniem żałosne. Wiem, że tobie też krąży po głowie kilka takich absurdalnych rzeczy. Przypomnij, jak skutecznie odnaleźć chip do odpalania głowic atomowych?

W.B.: Czyżbyśmy mogli się spodziewać dyszki o chwytliwym podtytule „za starzy na ten szajs”, czy może „gdzie do cholery są hamulce”, bo przecież w części poprzedniej mieliśmy mieć „One Last Ride”. Jak znaleźć chip? Rada jest prosta, jeżeli twój kumpel ma tego szukać, nie daj mu żadnej wskazówki, jak on wygląda, przecież zatrzymanie odliczania na ostatniej sekundzie jest klasykiem w kinie. Ale, jak trafnie zauważyłeś, jest więcej perełek: gdy wszyscy stawiają na szybkie fury, Hobbs wybiera wojskowy oldsmobile i nadąża za resztą, łódź podwodna jest w stanie wyskoczyć spod lodu niczym pocisk, a rosyjska Łada potrafi dotrzymać tempa Lamborghini, które może rozwinąć maksymalnie prędkość 320 km/h. W świecie kina pojawiła się też nowa zasada. Nieważne, jaką furę ma przeciwnik. Jeżeli Vin Diesel się z nim ściga, to pokona go nawet rzęchem, jadąc na wstecznym.

Ale czemu nie ciągnąć cyrku na kółkach dalej? Potencjał nadal jest. Jedyne co jeszcze nie zostało rozwalone w serii? Pomyślmy… Hmmm, międzynarodowa stacja kosmiczna? Ale jeżeli pomysłów na przestępców i rządowe zabawki zabraknie, możemy poczekać na crossover z Transformersami. Bay zapowiada, że chce zrobić 14 części! Mam pomysł – niech się ścigają. Jednak wszyscy znamy przysłowie, że nowe jest wrogiem lepszego. Jednak moda na wyciskanie soków ze wszystkiego nie omija nawet staruszków takich jak Harrison Ford, więc możemy być pewni, że nawet na wózku Toretto da pokaz szalonej jazdy.

O.A.: Już nawet nie chce mi się mówić o do bólu banalnej fabule, która przy okazji łamie najważniejszą zasadę – od rodziny się nie odwraca. Kto, od kogo, i ile razy się odwrócił, nawrócił i owinął wokół palca, możecie zobaczyć w kinach. Nie będziemy dawać żadnych spoilerów. Warto natomiast dodać kilka słów na temat obsady bohaterów. Przewinęła mi się przez głowę taka myśl (i to chyba rzeczywiście w filmach czasami się sprawdza), że dobra gra aktorów może przynajmniej trochę uratować beznadziejną historię. Czy w tym przypadku mieliśmy szansę być uratowani? Nie sądzę. Vin Diesel i Toretto w jego wykonaniu, jak zresztą i pozostałe jego role ostatnich lat, jest beznadziejnie dla nas stracony. Rodriguez też nie pochwalę tak, jak na początku (i na pewno to nie jest poziom jej gry z „Residenta”). Dwayne Johnson chyba nie wie, że sztuczki z wrestlingowego show w większości nie są atrakcyjne w kinie. Statham w ogóle jest pseudozłotym standardem bohatera filmów akcji. Żarty Romana, Teja i innych zmuszają przypomnieć współczesne nieudane polskie komedie (chociaż ta „lubelska” ze zwiastuna na początku seansu może być dobra).

No i tak można kontynuować w nieskończoność, aż skończy nam się cała rodzina. Nawiasem mówiąc, w tym filmie ja osobiście naliczyłem aż trzy różne „family”, klany czy jak to tam nazwać. Pochwaliłbym tylko mamę jednej z nich. A Cipher niech lepiej idzie do szkoły kinowej, tam przy okazji nauczy się nie tylko grać, ale również całować. Nie mogłem nie wspomnieć (jako ekspert w tej dziedzinie) złych-dobrych Rusków. Trzecia produkcja, gdzie zatrudnione prawdziwe Iwany z Rosji. A za tę scenę, gdzie typowy słowiański dowódca z brutalną brodą przykłada lornetkę do oczu w ogóle należy się Oscar.

W.B.: Nie powinniśmy być jednak aż tak okrutni. Gdyby oderwać film od idei pierwszych części, to wcale nie byłoby tak źle. Mamy coraz mniej wyścigów i w ogóle samochodów. Ale mamy dynamiczną akcję, kaskaderskie akrobacje, sceny walki i sporo poczucia humoru. Gdy na seansie częściej się śmiejesz niż możesz zobaczyć fajną furę, to wiedz, ze coś się dzieje. Mamy tutaj jednak napakowanego Dwayne’a Johnsona o sercu aniołka, Jasona Stathama, który przestaje być tylko kolesiem od bicia, ale rzeczywiście można obdarzyć go jeszcze większą sympatią, mamy suche, egocentryczne żarty Romana. Czarne charaktery wypadały lepiej niż w innych produkcjach, bo mniej urodziwa wersja Angeliny Jolie była tak zimną suką, że aż mnie świerzbiła ręka, a przecież jestem potulny jak baranek… Nie to co ty, panie Braveheart. Nie przeszkadzaj mi podczas seansu. Ale czy wyżej wymienione elementy nie są czymś, co sprawia, że dostajemy „perfekcyjną tandetę”? Jeżeli chcesz głębokiej historii, złap za książkę (prawie wyskoczyłem z: zobacz oscarową produkcję). Kino ma bawić i dostarczać nam rozrywki, a jeżeli spojrzymy na kolejną odsłonę „Szybkich” w ten sposób, to dostajemy lekkie kino na sobotnie popołudnie, które można wetknąć między spacer z psem a grilla z rodziną.

Dlatego ja, jako ten łagodny baranek, wyjątkowo wystawię dwie oceny. Kontynuacja „Szybkich i Wściekłych”, jako, że nie ma absolutnie nic wspólnego z początkowym pomysłem (który chyba do tej pory nie ma konkurencji, poza filmową wersją „Need for Speed’a”), musi dostać ode mnie 3/10, bo nie mieliśmy nawet porządnego wyścigu, a pokonanie 10 mil zajęło im znów połowę filmu. Jeżeli jednak dać sobie spokój z porównywaniem i użalaniem się, że tylko najstarsi górale pamiętają, że chodziło o wyścigi, a postawić film na półce z dynamicznymi filmami akcji z dużą domieszką humoru, jak np. „Red”, „Szklana Pułapka” czy nawet „21 Jump Street”, to mamy odmóżdżacz z oceną 8/10, który pozwoli nam oderwać się od szarej codzienności w zatłoczonym autobusie.

O.A.: Nie będę patrzył na ten film jako osobną produkcję, bo wciąż ma w nazwie słowa „fast” i „furious”. Złagodzę jednak swoją opinię na temat bohaterów. Kilka udanych żartów jednak spostrzegłem. Finałową akcją Stathama jestem zachwycony. No i kilka ładnych ujęć dla każdego z ekipy można bez trudu znaleźć. Wyjątkowo nie będę się rozgadywał w podsumowaniu – 6/10 ode mnie i zamykamy temat do następnej wiosny.

Jeżeli twoją reakcją na tytuł „Need for Speed” jest mruczenie utworów z „Undergraund” lub „Most Wanted”, a fraza „Fast and Furious” przypomina ci wyścigi i epickie skoki przed pociągiem na cholernie wypasionych furach, lepiej odpuść sobie seans tego filmu w kinie. Fani Lamborghini czy Bentley’a w ogóle mogą dostać zawału na widok tego, co spotyka takie piękności na ekranie. Wszystkich innych serdecznie zapraszamy na kolejny odcinek bezsamochodowego szaleństwa do Cinema City.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *