Co to za świat, kiedy to okrucieństwo i bestialstwo miesza się z pięknem footballu. Żyjemy w świecie, kiedy to zwykły kibic nie może obejrzeć meczu. Dlaczego? Dlatego, że mogą być narażeni na śmierć. I to nie w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, ale w Europie. Nie bliskiej, nie ogarniętej wojną, ale spokojnej (wydawałoby się) Europie – w której od wczorajszego wieczoru nic już nie będzie takie samo.

Tuż przed meczem ¼ ligi mistrzów doszło do katastrofalnej sytuacji. Autobus miejscowej drużyny Borussii Dortmund (nawet ludzie, którzy nie znają się na footballu znają tę drużynę) został zaatakowany przez terrorystów, w wyniku czego obrońca niemieckiej drużyny, Marc Bartra dostał ciężkich urazów ręki. Nieprawdopodobne, co mieli na myśli napastnicy, którzy zaatakowali autobus tej drużyny. Na szczęście nic groźnego się nie stało (autobus, którym jechali był przygotowany na każdą okoliczność, a jego szyby wytrzymały napór ładunków).

Mecz został przełożony. Organizatorzy zapewnili bezpieczeństwo na stadionie, żeby nie doszło do jeszcze większych problemów.

Mecz się odbędzie, ale niesmak pozostanie. Głównie dlatego, że  był to planowany atak na tle religijnym.

Wcześniej, również dochodziło do ataków terrorystycznych podczas, ewentualnie przed meczem (tak jak teraz), jednak były to spotkania reprezentacyjne. I te ataki były skierowane do państw, aby rządzący poczuli strach. Tak jak w listopadzie 2015 podczas meczu towarzyskiego Francja – Niemcy w Paryżu, przed spotkaniem Niemcy – Holandia w Hannoverze czy Belgia – Portugalia w Brukseli. Na szczęście tym trzem przypadkom udało się zapobiec i przenieść bądź odwołać mecz.

Tym razem, jednak niepokój poczuli kibice klubów z całego świata, a nie z jednego, które wysyła wojska na bliski wchód.

Tamte ataki terrorystyczne były miały mieć miejsce na trybunach stadionów. Teraz to inny przejaw agresji. Tym razem jest to atak na piłkarzy, a nie na kibiców.

Szok i nie dowierzanie to jedyne słowa, jakie mogą opisać to co się wydarzyło.

Na szczęście jest to jeden i AŻ JEDEN piłkarz ranny. Co by się stało, gdyby dobrze opancerzony autobus jednak nie wytrzymał? Gdyby bomba okazała się mocniejsza, aż strach się bać.

Jedno jest pewne. Od tego momentu służby bezpieczeństwa będą musiały zadbać o bezpieczeństwo nie tylko kibiców, ale również piłkarzy. Którzy do tego momentu byli nietykalni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *