Recenzja

„Dzieciak rządzi” – historia o bobasie czy o prawdziwym przywódcy?

W ostatnim czasie często zwraca się uwagę na wykorzystanie postaci Donalda Trumpa w świecie kinematografii. Dyskusja zaczęła się od serialu animowanego „The Simpsons” – w jednym z odcinków z wcześniejszych lat twórcy przewidzieli wygraną Trumpa. Kwartalnik „Przekrój” nie ograniczył się tylko i wyłącznie do tego przykładu – w ostatnim numerze ukazał się artykuł z dziełami, w których prawdobodobnie pojawiała się postać prezydenta Stanów Zjednoczonych.

„Dzieciak rządzi”, produkcja studia DreamWorks, już od pierwszych chwil wskazuje na podobieństwo z Donaldem Trumpem: od wyglądu do zachowania. Dzieciak jest blondynem z wielką głową o podobnej formie, a nawet z podobną fryzurą  ̶  tylko staranniej zaczesaną. Do swojej rodziny przyjeżdża taksówką, ubrany w czarny garnitur i krawat. Mały przywódca umie mówić, ma komórkę, pije specjalne mleko, żeby się nie zestarzeć. Nie interesują go także zabawy dla zwykłych dzieci, przynajmniej, kiedy nie widzą go rodzice… Tima.

Tim Templeton, zanim przyjeżdża Bobas, uważa, że „trzy” jest liczbą idealną. Kiedy w domu pojawia się „skarb mamusi” (inaczej też „mały Jezus”), Tim jako pierwszy zauważa, że z dzieckiem jest coś nie tak. To on zaczyna walczyć z Dzieciakiem o swoje miejsce w rodzinie i próbuje „zmienić cztery na trzy”. Jednak w pewnym momencie okazuje się, że chłopcy mają więcej wspólnego ze sobą niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Wtedy relacje pomiędzy chłopcami zmieniają się o 180 stopni.

Z tego powodu w drugiej części powstaje inne pytanie. Co zwycięży w Bobasie: dzieciństwo czy dążenie do bycia bossem? Przecież Dzieciak przychodzi do rodziny Templetonów z BabyCorp z pewną misją. Fabryka dzieciaków dokonuje selekcji. Przez aroganckie i niewłaściwe zachowanie Bobas trafił do zarządu BabyCorp i nie został zwykłym dzieckiem, więc nie wie, jak to jest być pod opieką kochających rodziców. W pewnym momencie Mały zastanawia się, czy chce być idealnym przywódcą.

„Dzieciak rządzi” jest komedią rodzinną. Dorosły człowiek może zauważyć ukrytą postać Donalda Trumpa, ale fakt jej istnienia nic nie zmienia w odbiorze animacji. Podczas oglądania „Dzieciak rządzi” pojawia się uczucie empatii wraz z chęcią pomocy bohaterom w osiągnięciu ich celów (choć każdy ma swój odrębny, spełnienie tych marzeń wiążą się ze sobą). A Dzieciak, który na początku jest bardzo podobny do Trumpa, ma coraz mniej cech wspólnych z prezydentem bliżej zakończenia.

Kolejne seansy można sprawdzić na www.cinema-city.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *