. Felieton

Obserwuj mocniej, dostrzegaj więcej

Słonko świeci, jest radośnie. Bla bla bla… i co?  Hmm… Może napiszę jeszcze, że wszyscy się cieszą i świat idzie ku dobremu. Oj… Idąc ulicą, zauważyłem wiele kontrastów. Natomiast kiedy włączyłem TV w piękny, wiosenny poranek, widziałem na ekranie uśmiechnięte twarze, zachęcające do życia, robienia wielu znakomitych rzeczy. Pomyślałem, wow, życie jest super, więc wychodzę, aby cieszyć się wraz z innymi. Co wychwyciłem? Zaobserwowałem świat rozbieżności. Jednych radość jest tak duża, że czułem się jak w kabarecie. Natomiast są i tacy, którzy pomimo słońca mieli mnóstwo zmartwień i problemów. W głowie jednym słowem – burza, a nie jakaś piękna pogoda.

W końcu poczułem ochotę na powrót z uczelni do domu w sposób inny niż zwykle. Chciałem dać się ponieść refleksji, skupić na ludziach. Na zwykłych przechodniach, których nie znam. Mimo że spotkałem też swoich znajomych. Był to przypadek, ponieważ wtedy nie chciałem tego. Moim planem było zobaczyć zachodzące zjawiska społeczne, na które na co dzień ludzie nie zwracają uwagi, ponieważ nie mają potrzeby. Najważniejsze jest jak najszybsze dostanie się do jakiegoś celu. Cały czas widzimy przyszłość, nie zwracając uwagi na to co jest tu i teraz. Zapominamy, że życie wokół nas się toczy, nie ma przerwy, ponieważ zegar się nie zatrzymuje.

Taki spacerek, a skończyło się na tym, że minąłem swoje mieszkanie i poszedłem dalej. Nagle na telefonie wyświetliło mi się 11 kilometrów. Tak to się skończyło. Nie przypuszczałem, że człowiek, skupiając się mocno na obserwacji świata, może od razu odpłynąć. Straciłem rachubę czasu. Czasami czułem, jakby mnie nie było, tylko wszystko inne dookoła.

Te fantastyczne odczucie już prawie ktoś mi zabrał…. Była to koleżanka, która zawsze mówi mi ,,cześć’’. Nawet parę razy ucięliśmy sobie krótką pogawędkę na temat pogody, sesji na studiach, Lublina itp. Spojrzałem na nią kątem oka, a ona nic, zero reakcji… Myślę niesamowite, jestem ,,incognito”. Niedawno ludzie mnie rozpoznawali z 50 metrów, a teraz moje skrócone włosy i okulary przeciwsłoneczne sprawiły, że mam na sobie maskę, w której nikt nie może mnie rozpoznać. Dlatego pozwoliłem sobie na nieprzyznawanie się do tego kim jestem, ponieważ cały plan poszedłby się czesać. Ostrożnie więc dalej obserwowałem zatłoczone ulice, myśląc, że wspomniana koleżanka za chwilę pójdzie gdzieś indziej. Jak się później okazało, przeszliśmy razem jakieś 2-3 kilometry. Spacerowała sobie tak jak ja, tylko, że nie sama. Jej towarzyszem był jakiś chłopak. Prowadzili luźną rozmowę na temat zbliżającego się weekendu, o pracy doktorów na uczelni. Rozmowa jak rozmowa, nic ciekawego. Dowiedziałem się jeszcze, że o 18-nastej mają imprezkę, ale zanim się wszyscy zbiorą, to oni zdąża jeszcze wypić kawę i pozwiedzać Lublin.

W ogóle, wychodząc z uczelni w tak ciepły dzień, który poprzedzała równie letnia noc, może być dla niektórych nieco przerażającym zjawiskiem. Bo jak sielska nocka, to tak zwany plener, a jak plener, to młodzi ludzie, a jak oni, to często trochę bałaganu. Mam na myśli śmieci. Ile leżało tego na miasteczku akademickim, to jest jakaś masakra. Z kosza się wręcz wysypywały zielone butelki najpopularniejszego lubelskiego piwa. Dobrze, że nie było wiatru, bo papierki po kebabach przyklejałyby się do mojej koszuli. Wniosek, za małe kosze, hahahaha :).

No, ale to co nastąpiło później, wręcz przybiło mnie do muru. Pewne osoby bardzo mnie zdenerwowały. Była to formacja służąca społeczeństwu, przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi, czyli POLICJA. Bezpieczeństwa !!! Właśnie, przede wszystkim, a nie do robienia na siłę zysków z mandatów. Ja nie wiem, jak można w godzinach popołudniowych wjechać ogromnym radiowozem na chodnik w parku, patrolując młodych studentów popijających piwko.  Ja rozumiem, gorąco, ale naprawdę, jakby Panowie wyszli z samochodu i przespacerowali się przez ten park, nic by się nie stało. Być może poprawiliby swoją kondycję. Natomiast oni wjechali i zatrzymywali się przy każdej ławeczce. Uwierzcie, żałosne. Stety czy niestety ich łowy zakończyły się porażką, ponieważ nikogo nie złapali na gorącym uczynku. Nie dlatego, że studenci nie pili żadnego alkoholu. Powodem blamażu policjantów było ,,guzdranie” się. No bo zanim niebieski samochód zjechał powoli ze schodów, młodzi ludzie zdążyli swoje piwa pochować. Najbardziej żałuję, że byłem, za daleko zdarzenia i nie zrobiłem zdjęcia. Mimo tego, poszedłem zapytać ludzi o wspomnianą policję. Usłyszałem odpowiedzi, że na całym miasteczku są kamery i można próbować dojść swoich praw. Natomiast finalne głosy były trochę przerażające, opisujące dzisiejszą ,,równość” obywateli wobec służb mundurowych. Cytat nieco starszego człowieka ode mnie po prostu rozwiał wszelkie wątpliwości: ,, Nie ma co się kopać z koniem, im wszystko wolno”. No skoro tak, to racja, szkoda niepotrzebnych siniaków

.

Powiem Wam, że taki dzień jest naprawdę warty spisania wspomnień. Niektóre sytuacje się rzadko zdarzają. Jesteśmy przyzwyczajeni do świata, w którym żyjemy i machamy ręką na wszelkie sytuację. W zeszły piątek nie mogłem sobie na to pozwolić i spacerowałem, obserwowałem, beż żadnego: ,,takie tam z użytkownikiem…” Po prostu ja sam i Lublin, a czasami nawet beze mnie. Czułem się jakbym oglądał film obyczajowy. Po przejściu jedenastu kilometrów stwierdziłem, że usiądę na przystanku, na którym przeważnie czekam na autobus. I znowuu.. Tym razem siada koło mnie koleżanka, z tej samej wspólnoty mieszkaniowej, która również zawsze mówi mi ,,cześć”. I co?  Nic, jak obcy z obcym. Postanowiłem więc natrętnie się jej przyglądać, a ona zakłopotana odwracała głowę. Był to czas, kiedy swoje w tym dniu już obejrzałem, więc szepnąłem  ,,siema”. Usłyszałem nieśmiałą odpowiedź ,,heeeej?”. Stwierdziłem, że może to ze mną coś dziś nie tak i mylę osoby. Zdjąłem więc okulary, a tu nagle krzyk na całe miasto ,, O mój Boże, ale mnie wystraszyłeś, nie poznałam Cię, matko hahaah”. Wtedy poczułem, że mój mózg jednak dobrze pracuje.

Mózg mózgiem, ale to muzyka w naszym umyśle wyzwala wiele emocji. Odkryłem pewną zależność. Kiedy rozbrzmiewała jakaś nuta, mimika ludzi dostosowywała się do klimatu piosenki. Ludzie przechodzili przez ulicę jak w jakimś teledysku, w rytm muzyki. Jeden nastolatek był po prostu mega. W piosence był wątek o miłości od pierwszego wejrzenia. Uwierzcie, że okulary zsuwały mu się po nosie, kiedy widział atrakcyjne kobiety. Można powiedzieć, że mierzył je wzrokiem. Jednak najbardziej mnie rozbawiło, kiedy w melodii pojawiło się słówko ,,run”, a ów młody człowiek zaczął uciekać przed dziewczynami, które rujnują mu życie.

Z jednej strony mogłem podziwiać młodego człowieka robiącego z życia skecz. Natomiast gdy kupowałem bilet miejski, spotkała mnie kolejna niecodzienna sytuacja. Każdy z nas na swojej drodze spotkał ludzi proszących o pieniądze. Często są to słowa: ,,ej młody daj piątaka na wino”. No, ale wiadomo, niektórzy po prostu będą zadowoleni, jak ktoś coś po prostu da, nawet najmniejszą kwotę. Jednak nie pamiętam w swoim życiu sytuacji, kiedy ktoś prosi mnie o niecałą złotówkę. Był to dla mnie lekki szok, gdy starsza Pani zapytała mnie, czy mógłbym dać jej 60 groszy. Odczuwałem zakłopotanie, spełniając ową prośbę, choć ciężko nazwać to jakąś pomocą, bo aż wstyd i przykro. Ta sytuacja nawiązuje do moich słów z pierwszego akapitu. Słońce, długi dzień, śpiew ptaków jest jak makijaż na świat, który zamazuje niedoskonałości naszej ludzkości. Często po prostu widzimy to, co chcemy, a nie to, co powinniśmy.

Jeszcze nawiążę do jednego zdarzenia, też dość niespotykanego, bo dziś tylko o takich piszę. Siadam głodny i zmęczony na jakimś kamieniu, aż nagle wyskakuje mężczyzna w garniturze tryskający złością, która tak naprawdę jest radością. Trzyma za rękę swoją przyjaciółkę, krzycząc ,, Yeaaaah, tak, koniec tego cyrku, nie mogę już!, ludzie dajcie mi spokój” Przez chwilę myślałem, że obok mnie stoi mężczyzna z zaburzoną psychiką. Spojrzałem na niego, lekko się uśmiechając, zresztą nie pierwszy raz w tym dniu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ten człowiek odwzajemnił do mnie sympatię. Uśmiechnął się tak jak ja, tylko szerzej i powiedział ,, Sorry, przepraszam, ale jestem prosto po pracy”.  Odpowiedziałem ,, rozumiem, lajt, zdarza się, nie mam z tym problemu.” Wtedy zrobiło się mi tak jakoś dobrze na sercu mimo zmęczenia i głodu. Z drugiej strony pomyślałem, biedny pewnie nienawidzi swojej ,,roboty”.

Wspomniana rozmowa pokazuje, że warto się komunikować, bo w swoich umysłach na pierwszy rzut oka mamy nieprawdziwe informacje na temat innych. Lepiej czasami nie myśleć, tylko sprawdzić, dotknąć, przekonać się.

Czy w czasie tej wycieczki wykonałem poprawnie wszystkie zadania? Nie, ponieważ popełniłem jeden, znaczący błąd. Podczas uprawiania tej długiej obserwacji, powinienem pochylić się nad pewnym czarnoskórym człowiekiem, który śpiewał i grał na gitarze. Wyczułem u niego znakomity rytm współgrający z oryginalną barwą głosu. Pomyślałem, że ktoś musi mu powiedzieć, żeby spróbował swoich sił w talent show typu Idol, The Voice of Poland czy X-Factor. Nie zrobiłem tego i żałuję. Zabrakło tej komunikacji, nie wiem, dlaczego. Być może inna kultura, zwyczaje tego człowieka spowodowały, że odczuwałem strach. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, jak to druga osoba mogłaby zareagować, a może… Obserwacja była właśnie taka jak w filmie, w których widz nie może zmienić losów bohaterów.

Także sporo się w tym dniu nauczyłem. Zobaczyłem, że pewne rzeczy można robić inaczej. Popełniłem też błąd, do którego Wam się przyznałem. Mówi się trudno, ważne, że wyciągnąłem wnioski i następnym razem będę chciał inaczej taką sytuację rozegrać. Zróbcie to i Wy, drodzy czytelnicy. Pozwólcie na chwilę swojemu ego odpocząć, odstawcie swoje ,,ja” na półkę i komunikujcie się. Nie róbcie ważnych rzeczy na opak. Obserwujcie, nie dajcie się zestarzeć swoim duszom. Pytajcie, bądźcie ciekawi, bo wszystko jest od czegoś zależne. Łączcie wszystko, co poznajecie i widzicie, nie przechodźcie obojętni, mówiąc, że tak po prostu jest i tyle. Jeśli jesteśmy obojętni, nieświadomie nawzajem wyrządzamy sobie krzywdę. Coś się stało, bo była jakaś przyczyna tego zdarzenia.

Przyczyną powstania chodnika na miasteczku akademickim była zwiększona potrzeba spacerów ludzi, a nie podróże radiowozu.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *