Kultura Recenzja

Wschodzące czy zachodzące „Gwiazdy”?

Przenieśmy się do czasów PRL-u i przyjrzyjmy się historii Jana Banasia, jego kwitnącej kariery piłkarskiej i w zasadzie wszystkich innych rzeczy, które mogłyby przydarzyć się każdemu człowiekowi. A to z tego względu, że nie ma w niej nic nadzwyczajnego i niespotykanego. Metaforycznie i w jednym zdaniu, można powiedzieć, że główny bohater – Jan Banaś – niczym kwiat został ścięty przed pełnym rozkwitem i to nie przez nieuwagę, a z premedytacją.

Film Jana Kidawy-Błońskiego rozpoczyna wręcz bajkowa retrospekcja, dzięki której poznajemy zarys dzieciństwa Banasia. Kamera powoli, w pięknym montażu wewnątrzujęciowym, przedstawia widzowi miejsce zamieszkania i całą okolicę głównego bohatera, wykonując panoramę z góry na dół. Z offu natomiast usłyszymy narrację głównego bohatera, która nie opuści nas aż do końca filmu i dzięki której film jakoś trzyma się kupy..

Jan Banaś – w tej roli Mateusz Kościukiewicz – wychowuje się w Zabrzu. Tu zaczyna swoją piłkarską karierę w klubie Górnik Zabrze, zawiera przyjaźnie i… rozpoczyna rywalizację o miłość z najlepszym przyjacielem Ginterem – w roli Sebastian Fabijański, wschodząca gwiazda polskiego kina – która będzie trwać przez najbliższe 20 lat. Jednak coś ciągle tę przyjaźń drażni, bo…

…jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kobietę. I to piękną (tak przynajmniej piszą o niej w internecie) Karolinę Szymczak – filmowa Marlena. Ku mojej wielkiej uciesze, jej rolę ratuje fakt, że nie miała zbyt wielu kwestii. Dzięki temu nie zepsuła wszystkiego do cna. Pokazanie połowy nagiego ciała też nie zaszkodziło, może jedynie wymagającym kinomanom, którzy od kina chcą czegoś więcej niż nagości, a przynajmniej nie w takim stylu.

I mimo że nad filmem pracowano około 5 lat, to w doborze obsady ktoś się nie postarał do końca. Cielecka, Lubos i Dziędziel to klasa sama w sobie, natomiast nasza Marlena została wybrana do roli pod względem ładnej buzi i ciała, bo w jej filmografii raczej głucho i ciemno… A tyle zdolnych aktorek czeka na obsadę… Ale cóż, widocznie lepiej do filmu wziąć modelkę, aniżeli aktorkę z prawdziwego zdarzenia. W rolę wcieliły się trzy śliczne dziewczyny i prócz Szymczak, pojawiła się rola około 11 letniej i 16 letniej Marleny. I – uwierzcie lub nie – te dwie małe kobietki, zrobiły to dużo, DUŻO lepiej od Szymczak.

Myślę, że z Kościukiewiczem nie do końca ukazali chemię, jaka być może została założona w scenariuszu – jeśli można to tak nazwać, patrząc na to, że więcej o fabule dowiemy się z offu niż z ekranu. Kościukiewicz nie do końca pokazał, na co go stać, a wiem, że mógł więcej. Przedstawia nam obraz trochę niemrawego, niezdecydowanego faceta, a nie sądzę, żeby Banaś w rzeczywistości taki był, skoro odniósł tak wielki sukces.

Sebastian Fabijański nie zawodzi, wręcz pokazuje widzowi na co go stać. Szczery przyjaciel, nie wstydzi się swoich emocji, a do tego potrafi pokazać pazur. Ginter nie odpuszcza łatwo, „nie daje sobie napluć do kaszy”. Aktor potrafi wiele i coraz lepiej mu to wychodzi. Postać Gintera jest mistrzowska, Fabijański nadaje jej charakter i wyraz. Szkoda tylko, że nie udało się im wszystkim tak odegrać swoich ról, aby razem wypaść na poziomie.

Póki jesteśmy przy obsadzie i odgrywaniu ról, warto zwrócić uwagę na język. Otóż aktorzy musieli zmierzyć się z trudną śląską gwarą. Aktorzy byli oczywiście pilnowani na planie, aby wymawiać słowa w prawidłowy sposób. W innym wypadku wyszłaby z tego klapa. Jednym to wychodziło lepiej, drugim gorzej, summa summarum jest w porządku.

Dzięki zdjęciom Michała Englerta widz może nacieszyć oko tym, co widzi przed sobą. Ciekawe ujęcia, intrygujące kadry przykuwają uwagę (w przeciwieństwie do gry aktorskiej, jak już wspomniałam). Do tego te przebitki archiwalne… Chyba nie do końca im to wyszło, ale nie mówię, że wyszło źle.

Wydawać by się mogło, że to film biograficzny… Nic bardziej mylnego. Co prawda jest o życiu gwiazdy piłki nożnej, ale są to tylko urywki, wręcz nawet reżyser skupił się tylko na jednym rozdziale życia Banasia – karierze piłkarskiej.

Zawsze mówię, że film jest dobry, kiedy po wyjściu z kina nie można o nim zapomnieć i ciągle ma się go w głowie, ciągle się myśli, analizuje… Zaliczam „Gwiazdy” do jednego z takich filmów.

Mimo średniej jakości gry aktorskiej (co poniektórych) i słabej fabuły, trzeba pochwalić reżysera za pomysł, ambicję i pracę. Przez wzgląd na moje umiłowanie polskiej kinematografii, polecam wybrać się ciepłego wieczora, póki jeszcze będzie w repertuarze…

… kina Cinema City w Lublinie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *