Kultura

10 utworów, dzięki którym powstał heavy metal

Co do daty powstania heavy metalu istnieją różne wersje. Jedni twierdzą, że nastąpiło to wraz z pojawieniem się pierwszego albumu Black Sabbath. Inni zaś, że dzieło to rozpoczął Jimi Hendrix, a zakończył Led Zeppelin. Spotkałem się również z opiniami, że początek metalu to dopiero późne lata 70., a związany jest on ze specyficzną stylistyką zespołów takich jak Kiss czy Judas Priest.

Osobiście jestem zwolennikiem tej pierwszej, najbardziej utrwalonej wersji. Ale gatunki muzyczne, nawet te kojarzone z kontrkulturą, powstają przez ewolucję, nie rewolucję. To nigdy nie jest jeden, magiczny moment, w którym pojawia się nagle nowy rodzaj muzyki. Metal także przebył długą drogę, nim w ogóle zaczął być nazywany metalem. A będąc jego fanem, lub przynajmniej sympatykiem, warto kawałek tej drogi zwiedzić. Oto moja lista 10. utworów, dzięki którym powstał heavy metal:

  1. The Kinks – You Really Got Me („The Kinks”, 1964)

Podróż po korzeniach metalu zaczyna się w 1964 roku, gdy zadebiutował The Kinks – jeden z najważniejszych zespołów lat 60. Można go przyrównać do The Beatles, The Who czy The Beach Boys, choć nigdy nie zdobył takiej popularności, jak tamte kapele. Za to jako pierwszy dokonał rewolucji w sposobie grania gitarowych riffów. Ciężki motyw największego przeboju grupy w tamtym czasie był czymś niezwykłym. Oczywiście przester (wtedy raczej umowny) pojawiał się już wcześniej co najmniej kilka razy, ale tylko w solówkach lub pojedynczych fragmentach. Gitara rytmiczna była czysta i gładka, dopóki Ray Davies nie wbił w swój wzmacniacz igły, by poprowadzić cały utwór brudnym riffem. Tak przynajmniej sam twierdził. Z kolei jego brat, Dave, przypisał sobie zasługę stworzenia tak ciężkiego brzmienia gitary, które miał uzyskać poprzez przecięcie wzmacniacza żyletką. I osobiście byłbym skłonny przyznać rację tej drugiej wersji, bo właśnie tak wtedy próbowano wywoływać przester. Na dodatek to właśnie Dave, a nie Ray, grał ten riff na koncertach. Abstrahując od tego, kto mówi prawdę, You Really Got Me zwiastował nadejście czegoś nowego. Czegoś, na czym setki artystów zbudowało swoją legendę. Tym bardziej smuci fakt, że The Kinks jest już dzisiaj mocno zapomniany.

  1. The Rolling Stones – I Can’t Get No Satisfaction („Out Of Head”, 1965)

You Really Got Me zna się albo nie. Jednak nie wyobrażam sobie, by ktoś nie słyszał o utworze, dzięki któremu Stonesi podbili świat. W 1965 też każdy go znał, mimo że początkowo nie był wydany w Wielkiej Brytanii (setki koncertów zrobiły swoje). Wszyscy pokochali jeden z najsłynniejszych riffów w historii, jak również jego mocne, surowe brzmienie. Wspomniałem wcześniej o rozcinaniu wzmacniaczy żyletkami. Keith Richards był nieco sprytniejszy – użył przystawki fuzz box (wtedy jeszcze rzadko stosowanej), dzięki czemu jego riff brzmi subtelniej i naturalniej niż ten z przeboju Kinksów. Nie jest wprawdzie tak ciężki, ale za to ma silne wsparcie w postaci ekspresywnego wokalu Jaggera oraz dynamicznej perkusji, na której Charlie Watts potrafił wyczyniać rzeczy niezwykłe. Będąc tak nowatorskim i tak popularnym, I Can’t Get No Satisfaction nie mógł nie wywrzeć wpływu na muzykę rockową.

 

  1. The Jimi Hendrix Experience – Purple Haze („Are You Experienced, 1967)

 http://www.dailymotion.com/video/x2b43q_jimi-hendrix-purple-haze_music

W 1967 roku wszystko, co pozwalało gitarze brzmieć jak najsurowiej, przeżywało apogeum popularności. Pozostała już jedynie kwestia, jak wiele odwagi i chęci się miało, by z tego skorzystać. Prawdopodobnie największy gitarzysta w historii postanowił pójść na całość. Właściwie cały ten album mógłby znaleźć się na liście, bo to jeden wielki zbiór utworów opartych na przesterowanych gitarach, a czyste brzmienie można usłyszeć w niewielu fragmentach. Wybrałem kawałek może nie najpopularniejszy, ale za to najbardziej reprezentatywny dla muzyki Hendrixa pod kątem ciężkości. Riff rozpoczynający całość nie wymaga chyba komentarza. Jak pisałem na początku, nie zgadzam się z tym, że heavy-metal powstał już za sprawą Hendrixa (inaczej ta lista już by się skończyła), ale w pełni rozumiem tych, którzy takiej wersji się trzymają.

 

  1. Cream – Sunshine Of Your Love („Disraeli Gears”, 1967)

Kariera solowa Erica Claptona mocno przyćmiła jego dokonania z lat 60., a to właśnie wtedy ten gitarzysta wywarł największy wpływ na muzykę. Szczególnie w zespole Cream, który założył z Jackiem Brucem i Gingerem Bakerem. To złożone z wirtuozów trio w czasach swojej krótkiej działalności było najlepszym koncertowym zespołem świata.  Na dodatek stanowili oni największą inspirację dla Hendrixa, co słychać w ich najpopularniejszym utworze. Ich drugi album, „Disraeli Gears”, ukazał się wprawdzie później, niż debiut Jimiego, ale ma coś, czego tamtemu albumowi brakowało – idealną i świadomą współpracę muzyków. Cream był zespołem trzech indywidualności, grających na równych zasadach, natomiast The Jimi Hendrix Experience był jednak układem
gitarzysta + sekcja rytmiczna. Zdolna, ale jednak w pełni podporządkowana woli Hendrixa. To był tak naprawdę jego solowy projekt i nawet wtedy niewielu łudziło się, że było inaczej. Cream pojawił się jeszcze w 1966 roku i wtedy nikt nie grał tak mocno, jak ta grupa. To właśnie ona stanowiła punkt wyjścia ery posthendrixowskiej, a swoje miejsce na tej liście zawdzięcza tylko konieczności zachowania chronologii.

 

  1. The Who – I Can See For Miles („The Who Sell Out”, 1967)

Oprócz rozwalania gitar na scenie i pisania oper rockowych, Pete Townshend (lider i gitarzysta The Who) zajmował się również próbami stworzenia najcięższego utworu, jaki w owym czasie zostałby wydany. Gdy w 1967 roku napisał i nagrał  Can See For Miles, chwalił się wszem i wobec, że mu się to udało. Nie jest to prawda, choć gdyby nie zbyt łagodna partia wokalna, mógłby konkurować z Sunshine Of Your Love. Album ukazał się w październiku 1967 roku i wtedy nie miał już szans zmieść nikogo z powierzchni ziemi. Nie zmienia to jednak faktu, że wraz z kawałkami z pozycji 3. i 4. stanowi tryptyk najcięższych utworów tamtych czasów. Na dodatek w pełnej sile pokazał się tu wybitny perkusista, Keith Moon, któremu nawet Ginger Baker nie dorównywał energią.

 

  1. Jeff Beck Group – Beck’s Bolero („Truth”, 1968, nagrany w 1966 roku)

Jeff Beck to jeden z tych gitarzystów, którzy w latach 60. wywarli ogromny wpływ na muzykę, lecz później z dekady na dekadę tracili popularność, a dzisiaj niewielu o nich pamięta. Tak jak Eric Clapton, odchował się w grupie The Yardbirds i już tam grał naprawdę ciężko (vide Train Kept A Rollin’). Kombinował ze sprzężeniem zwrotnym jeszcze przed Hendrixem, który właśnie od Becka zaczerpnął inspirację do swoich eksperymentów.  Ale prawdziwą bombę nagrał 16 maja 1966 roku z kilkoma wybitnymi muzykami (między innymi ww. Keithem Moonem). W tamtym momencie ten utwór znacznie wyprzedzał swoje czasy, a dwa lata później, gdy został wydany, również był czymś zaskakującym. Nawet na albumach Cream i Hendrixa próżno szukać takiej mocy, jaką ma środkowa część tego krótkiego utworu instrumentalnego. Jest jeszcze jeden powód, dla którego Beck’s Bolero widnieje na tej liście. Podczas nagrywania tego kawałka poznali się Jimmy Page i John Paul Jones, czyli dwóch z czterech muzyków Led Zeppelin. Więcej tłumaczyć nie trzeba.

 

7.The Beatles – Helter Skelter („White Album”, 1968)

https://www.vidio.com/watch/68704-the-beatles-helter-skelter-lyrics#

Nawet „Żuczki” dorzuciły swoją cegiełkę do fundamentu ciężkiego rocka. Pisząc Helter Skelter, Paul McCartney myślał tylko o tym, by jak najmocniej zniekształcić dźwięk gitary. W tamtym czasie nie była to już żadna rewelacja, a mimo to po wydaniu tego utworu jeszcze bardziej umocniła się moda na ciężkie granie, a kawałek określano pierwszym utworem heavy metalowym. I nie ma w tym nic dziwnego. W latach 60. Beatlesi byli bogami i wszystko nagrane przez nich, co choć trochę odstawało od standardów, wywierało wpływ na wszystkich dookoła. Każdy chciał brzmieć tak jak oni.

 

  1. Led Zeppelin – Dazed And Confused („Led Zeppelin I”, 1969)

Pisząc o ciężkim graniu, nie można pominąć Led Zeppelin. Z chwilą ukazania się debiutu „Ołowianego sterowca” ukształtował się hard rock, a stąd do metalu już bardzo niedaleko. Jimmy Page był nie tylko niezwykle wpływowym gitarzystą, ale także świetnym producentem. Obładowywał studio nagraniowe mikrofonami tak, by wszystkie instrumenty były tak samo słyszalne. A John Paul Jones i John Bonham to przecież jeden z najlepszych duetów basowo-perkusyjnych w historii, który w dużej mierze decyduje o mocy tego longplaya. Tak jak w przypadku „Are You Experienced” mógłbym tu umieścić cały album. Wybrałem Dazed And Confused, bo najlepiej pokazuje możliwości zespołu. Nie mówiąc o tym, że był podstawą do koncertowych improwizacji, które rzucały świat na kolana. Jeśli ktoś jest ciekaw, skąd biorą się ciekawe dźwięki w środkowej części utworu – jest to Jimmy Page grający na gitarze smyczkiem. W tamtych czasach hard rock miał znacznie szersze horyzonty niż dzisiaj.

 

  1. King Crimson – 21st Century Schizoid Man (In The Court Of The Crimson King, 1969)

Co na tej liście robi utwór pioniera rocka progresywnego? Posłuchajcie mocarnego riffu granego jednocześnie przez gitarę i saksofon. To właśnie ten instrument dęty jest tutaj kluczem. To pierwszy wyraźny przykład hardrockowego motywu prowadzonego jednocześnie przez dwa instrumenty. Z czasem za sprawą Wishbone Ash saksofon zastąpiła druga gitara i tak zaczęły powstawać zespoły, które swój styl opierały na partiach granych unisono przez dwóch gitarzystów (wspomnę tylko o Iron Maiden i Judas Priest). Może nie jest to utwór, bez którego metal by nie powstał, ale na pewno wiele by stracił.

 

 

 

  1. Black Sabbath – Black Sabbath („Black Sabbath”, 1970)

13 lutego 1970 roku ukazał się album, który odmienił całą muzykę. Nikt nie grał tak ciężko, jak Sabbaci w utworze tytułowym tego albumu. Dzwony, odgłosy deszczu, ponury śpiew i powalający riff oparty na diabelskim trytonie – to był właśnie pierwszy utwór, dla którego nazwa „hard rock” nie była już adekwatna. Reszta albumu nie jest tak przerażająca, ale równie ciężka. Warto pamiętać, że Tony Iommi nie grałby tak mocno, gdyby nie stracił opuszków palców lewej ręki, pracując przy maszynie do cięcia blachy. Początkowo zrezygnowany, nie mogąc grać, po usłyszeniu muzyki pewnego gitarzysty jazzowego, postanowił spróbować jeszcze raz. Żeby zredukować ból, obniżył strojenie gitary do poziomu, jakiego gitarzyści wtedy nie mieli odwagi osiągać. Iommi był Isaaciem Newtonem ciężkiej muzyki gitarowej, a wspomniana maszyna jabłkiem, które spadło mu na głowę (a raczej na palce). Po takim debiucie zwyczajnie nie było już nikogo, kto mógłby coś zmienić. Były jedynie tysiące kapel chcących mniej lub bardziej brzmieć jak Black Sabbath. Nowe podgatunki powstawały, upadały, rozwijały się, ale ich korzenie są właśnie tutaj.

POZYCJE HONOROWE

Deep Purple

„Deep Purple In Rock” ukazał się po debiucie Black Sabbath, więc na liście zasadniczej znaleźć się nie może. Ale po prostu nie mogłem pominąć zespołu, który współtworzył wielką trójkę hard rocka (z Black Sabbath i Led Zeppelin). Choćby dlatego, że Deep Purple grało ciężko już wcześniej. Nie mówiąc o latach 1970–1972, kiedy pod tym względem nikt nie mógł się z nimi równać. Nawet Sabbaci nie osiągali na koncertach takiej mocy i wzajemnej interakcji.  Dla potwierdzenia: nagranie koncertowe najmocniejszego utworu z „Deep Purple In Rock”, płyty, która zainspirowała miliony.

Django Reinhardt

Django Reinhardt to właśnie ten gitarzysta jazzowy, który zainspirował Tony’ego Iommi, by znów sięgnął po gitarę. Miał zresztą podobną przypadłość – w wyniku pożaru miał sparaliżowaną większą część prawej ręki i mógł grać tylko palcem środkowym i wskazującym. Mimo to nie tylko bezbłędnie grał wszystkie akordy, ale też sam był pionierem wielu technik gry. Znając historię kogoś takiego, Iommi zwyczajnie nie mógł się poddać ze swoimi pociętymi palcami. Z tej racji Reinhardt zasługuje, by wspomnieć o nim w tekście dotyczącym heavy metalu. Mimo że jego muzyka nie miała z nim nic wspólnego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *