Przyroda nie lubi próżni. Dlatego gdy jedno zjawisko znika, zaraz jego miejsce zastępuje inne. Niestety, zazwyczaj jedna skrajność wypchnięta z obiegu zostaje zastąpiona inną.

Stereotypy tak mocno weszły w nasz sposób myślenia, że wielu ludzi posługuje się nimi bezwiednie, zupełnie nie mając zamiaru kogoś obrazić, ubliżyć mu czy okazać swoją wyższość, po prostu ich używa. Francuzi tak bardzo uwielbiają jeść mięczaki, że według niektórych sami się nimi stali i teraz są kojarzeni z tchórzostwem. Oczywiste jest też, że słysząc słowo „Norweg”, wyobrażamy sobie zarośniętego drwala w gumowcach i koszuli w kratę, który jeździ na niedźwiedziach, a na deser żuje pszczoły. Rosjanie są tak odporni na mróz, że zauważają go dopiero wtedy, gdy wódka im zamarza, a Polacy to wąsate Janusze, mające problem z językiem polskim, a na plaże wybierają strój złożony z klapeczków i bielizny w stylu „jajognioty”. Oczywiście to jedne z tych bardziej „sympatycznych”, które zakorzeniły się w naszym sposobie patrzenia na świat.

Za to absurdalność i powierzchowność stereotypów na temat czarnoskórych, Żydów, homoseksualistów czy duchownych, sprawiają, że są one idealnym materiałem na żarty z gatunku „naprawdę czarny humor” – a jak wiadomo ten rodzaj humoru jest jak…(dobra, daruję sobie). Nie każdemu musi odpowiadać, nie przy każdym i nie w każdej sytuacji można nimi rzucać. Niestety, wszyscy robią wielkie oczy, gdy tłumaczę im, że pomimo całego wachlarza odpychających i ohydnych żartów jestem osobą tolerancyjną i to, że opowiadam o kimś żarty nie znaczy, że ich bohaterami gardzę. Odpowiedni dystans do świata sprawia, że potrafię oddzielić szacunek do innych od takiego poczucia humoru. Jednak muszę przyznać rację tym, co wytrzeszczają oczy. Dla wielu osób wykorzystywanie stereotypów jest świetnym sposobem na manifestowanie swojej niechęci wobec inny narodowości, wierzeń, grup etnicznych czy subkultur. Nic więc dziwnego, że często można usłyszeć o próbach przeciwdziałania stereotypowemu myśleniu, stereotypizacji w życiu codziennym i zwykłemu, chamskiemu obrażaniu innych. Jednak ludzie bywają jak małe dzieci i chcą wszystkiego „już i teraz”. Wytwarzające się na przestrzeni lat stereotypy nie znikną od tak…ale czemu nie spróbować (ta śruba nie chce się ruszyć? Halina daj no mnie młotka!). Zamiast tłumaczyć i edukować społeczeństwo, postawmy elektrycznego pastucha i za każdym razem, gdy ktoś pomyśli w sposób stereotypowy, nazwijmy go rasistą. W tym momencie w uniformie SS-mana do akcji wkracza poprawność polityczna.

Z poprawnością polityczną jest tak jak ze stereotypami. Częściowo są one pozytywne, jak na przykład charakterystyczna uroda Skandynawek (bo wiadomo, że Wikingowie podczas najazdów brali to, co najlepsze), że rude są dzikie w łóżku (Jon Snow Approves), a Hiszpanie są najlepszymi kochankami (żeby nie było, że jestem szowinistyczną świnią). Tak samo jest z poprawnością. Główną ideą było promowanie takiego sposobu prowadzenia dyskusji, aby nie obrazić swojego rozmówcy, ani nie narazić się żadnej mniejszości…przynajmniej takie było założenie. Jedna ze „stron mocy” jednak przejęła sobie poprawność polityczną na wyłączność i na każdym kroku możemy być świadkami coraz to „lepszych” pomysłów (i już blondynka chodząca wokół komputera w poszukiwaniu wejścia do Internetu nie brzmi absurdalnie).

W przeważającej mierze poprawność polityczna stała się sposobem na wpychanie wszystkim swojego światopoglądu i swojej racji. Nie możesz mieć już swoich dziwnych (niekiedy naprawdę zabawnych) przekonań na temat innych, teraz musisz pogodzić się z tym, że na każdym kroku będziesz otrzymywał odpowiednio dużą dawkę czegoś, co cię nie obchodzi, czegoś, co cię nie dotyczy czy czegoś, z czym nie chcesz mieć do czynienia. Niedługo otwierając lodówkę będę miał tam przedstawiciela mniejszości, który uśmiechnięty od ucha do ucha poda mi mój ulubiony serek ze słowami: „pragnę Panu przypomnieć, że moja obecność jest czymś normalnym, dlatego od teraz będę z Panem zawsze i wszędzie” aż mnie korci, żeby zapytać o podawanie papieru toal…..Rasism Alert!).

W zamian za pozbycie się stereotypowego myślenia, które sprawia, że stawiamy siebie samych ponad mniejszość czy grupę społeczną, wpadamy w inną skrajność, w której z każdej strony pokazywane i wtykane nam jest coś, co wtykający uważają za normalne. Trzy grosze dorzucił do tego wszystkiego nawet Disney. Do swoich animacji nigdy nie musiał szczególnie nas przekonywać, od dawna niosły one ze sobą ponadczasowe przesłania, posiadały wpadające w ucho soundtracki i były pełne familijnego humoru. Jednak to chyba nie wystarcza, aby przyciągnąć do kin matki z dziećmi i ogólnie całą resztę. Lektor w zwiastunie wymieniający zalety filmu to za mało i głównym atutem promocyjnym filmu staje się fakt, że jedna z postaci jest homoseksualna, a główna bohaterka jest feministką, tak jak było w przypadku „Pięknej i Bestii”(chociaż ta produkcja musiała się jakoś ratować, bo morał o tym, że nie liczy się wygląd tylko wielkość twojego zamku jest dość kiepski). Zaraz dowiemy się, że Żwirek naprawdę kręcił z Muchomorkiem, a Śpiąca Królewna to silna i niezależna kobieta, otoczona przez transgenderowych karłów, która w lesie została zaatakowana przez przedstawiciela patriarchalnego modelu społeczeństwa.

Jakie to jednak ma znaczenie dla większości historii? Naprawdę niewiele obchodzi mnie, co w wolnych chwilach robią Power Rangersi, istotne jest dla mnie, czy mimo wszystko stawią się na wezwanie Zordona, by bronić Ziemi przed zagrożeniem z kosmosu. Jednak w tym momencie argumentem jest to, że twórcy filmów chcą pokazać, jak niektóre zjawiska są normalne (skoro takie są, to czemu wszystkich zaczepiać i im o tym mówić) umieśćmy je tam i tyle. Nie roztrząsajmy tego, skoro chcą tak ubarwiać postaci, ok, w końcu różne zjawiska mają miejsce od dawna (już Słowacki przecież miał swoje za uszami), a ocena ich normalności to już indywidualna sprawa każdego z odbiorców.

 

 

Mam również niepokojącą informację dla wszystkich młodych chłopców, którzy zamykali się w swoich pokojach, myśląc o dojrzewającej Hermionie Granger (a zaklęcie Wingardium Leviosa podnosiło nie tylko ich pewność siebie). Nie chodzi wcale o rolę feministycznej Belli, ale o nagrodę MTV, jaką otrzymała. Emma Watson była pierwszą osobą, która odebrała bezpłciową statuetkę (nie chodzi o to, że Oskar nie ma widocznych wypukłości), co oznacza, drodzy chłopcy, że najprawdopodobniej mieliśmy mokre sny z obojniakiem w roli głównej. Wychodzi na to, że nagrody dla najlepszego aktora i aktorki zostaną połączone w nagrodę dla najlepszego (…..), po to, by nikt nie czuł się hmm…pokrzywdzony? Zapewne wszystko będzie dobrze, dopóki statuetki nie zgarnie facet w ten sposób, pokazując poczucie wyższości swojej płci nad tą niebinarną (jak nie wiesz, czy wolisz sikać na stojąco czy siedząco to znaczy, że teraz jesteś niebinarny) Zastanawiam się jednak, co z naprawdę gender neutralnymi przedmiotami, które występują w filmach? Czy K.I.T.T. z „Nieustraszonego” albo Garbi Superbryka również mogą liczyć na nominację w kategorii?

Poprawność polityczna miała zapewnić takie prowadzenie dyskursu publicznego, aby nikt nie użył negatywnych określeń m. in. w stosunku do czarnoskórych. Jednak nawet za „naprawianie” świata można zabrać się zbyt zachłannie i obecnie postawą rasistowską jest nieobsadzanie w filmach czarnoskórych, co jest niezwykle dziwne, biorąc pod uwagę, że w kinie jest wielu świetnych aktorów: Will Smith, Eddie Murphy, Denzel Washington, Samuel L. Jackson czy Whoopi Goldberg, którzy dostają przecież główne role. Rzeczywiście, przez lata wykształcił się model „white male leadera”, ale nie widzę żadnego powodu, dlaczego by tego nie zmieniać (w końcu „Ja, Robot” czy „Jestem Legendą” były naprawdę dobre). Jednak można mieć coś przeciwko, gdy czarnoskórzy aktorzy pojawiają się tam, gdzie nie powinno ich być.

Przykładem może być nadchodzący film pokazujący na nowo historię Król Artura w którym jednym z Rycerzy Okrągłego Stołu jest czarnoskóry. Jasne, jest to tylko legenda, ale jednak osadzona w realiach średniowiecznej Anglii. Uparci mogą twierdzić, że w VII wieku w Hiszpanii byli już Maurowie, więc jednemu mogłoby się udać dopłynąć łódką na Wyspy. Jednak znając temperament tamtejszych, gdyby zobaczyli oni czarnoskórego człowieka. uznaliby go zapewne za wcielenie Szatana, więc jedyne przyjemności, jakie mogłyby go spotkać to palenie na stosie, dekapitacja, obdzieranie ze skóry czy łamanie kołem, a może nawet wszystko razem (ach, ta Inkwizycja). Można więc mieć pretensje, że coś jest nie tak, skoro historycznie nie powinno go tam być.

Fani książek takie same zastrzeżenia mają, gdy w kinowych ekranizacjach nagle zmienia się kolor skóry bohaterów Jest tak w przypadku również nadchodzącej „Mrocznej Wieży” na podstawie cyklu autorstwa Stephena Kinga. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko fikcja i taka zmiana niczemu nie szkodzi. Fani zauważają jednak, że Roland wielokrotnie był nazywany przez napotkane osoby „białasem”, a jego opis niejednokrotnie wskazywał duże podobieństwo do Clinta Eastwooda. Jednak rasizm wymierzony w białego bohatera byłby z pewnością rasistowskim atakiem na czarnoskórych i może dlatego w rolę ostatniego rewolwerowca wcielił się Idris Elba i chociaż jest on świetnym aktorem, to jednak Roland w książkach był biały. Spróbujmy sobie wyobrazić jak zareagowaliby np. fani 2paca, gdyby w filmie biograficznym zagrał go biały aktor.

 

Z identycznym problemem borykają się również twórcy gier. Zarzuty o zbyt małą różnorodność mogą wpłynąć na sprzedaż, a nawet przyczynić się do zablokowania projektu. Andrzej Sapkowski, pisząc książki o Wiedźminie stworzył świat, który bardzo przypomina środkową Europę u schyłku średniowiecza. CD Projekt, tworząc gry osadzone w tym uniwersum świetnie oddali charakterystyczny ludowy klimat. Jednak znaleźli się tacy, którym kolorystyka nie za bardzo odpowiadała, bo niby czemu wśród elfów, krasnoludów, driad i słowiańskich demonów nie mógł pojawić się śniady kupiec czy wędrowiec? Jest to autentyczny argument jednego z blogerów… co jest równoznaczne z wpychaniem czegoś na siłę. (chociaż zarówno książki jak i gry opierają się przede wszystkim na konflikcie na tle rasowym) To tak, jakby we „Władcy Pierścieni” umieścić czołgi, a jako jedynego argumentu używać: Przecież mogły tam być!

Z powodu przesadnej poprawności politycznej dochodzi do zaskakujących sugestii i zmian niemal wszędzie. O nominacji do nagród filmowych czy muzycznych nie decydują: talent, umiejętności, włożona praca czy to w jaki sposób odebrali nas widzowie i słuchacze. Wyznacznikiem talentu jest teraz kolor skóry (Michael Jackson udowodnił, że nie ma żadnego wpływu, bo był świetnym zarówno białym jak i czarnym wokalistą), więc jeżeli wśród nominowanych nie ma czarnoskórego, to z całą pewnością znajdzie się ktoś, kto nazwie imprezę zbyt białą i rasistowską. Będąc poprawnym politycznie, nie chcemy wyrządzić komuś przykrości, ale nie róbmy z mniejszości, których chcemy bronić ofiar losu i łajz, które na każdym kroku czują się dyskryminowane, bo nie dostały głównej nagrody. Jestem przekonany, że muzyk nie poczuje się ofiarą rasizmu, jeżeli statuetkę sprzed nosa sprzątnie mu biały wokalista. Był lepszy, sprzedał więcej płyt…nie zrobił tego przecież, żeby poniżyć kogoś (chyba że lubi wdeptywać wrogów w ziemię, ale wtedy kolor czy orientacja nie mają najmniejszego znaczenia). Skrajna poprawność doprowadza do tego, ze Miss Helsinek zostaje dziewczyna z Nigerii…a przeszkadzać mogłoby to tylko rasiście, prawda? (jednak raczej trudno uwierzyć, że naprawdę atrakcyjne Finki przegrały z posiadaczką nosa tak wielkiego, że nawet kobieta zaparkowałaby tam bez stłuczki).

Czy jeżeli ktoś z tym wszystkim się nie zgadza, to znaczy, że jest rasistą? Wychodzi na to, że tak. Poprawność polityczna odebrała nam nie tylko wolność wypowiedzi. Odebrała nam również prawo do tego, aby coś nas nie obchodziło. Szczerze? Nie obchodzi mnie to, jakie poglądy ma Watson czy Johansson, dopóki na ekranie dobrze odgrywają powierzone im role. Nie interesuję mnie czy członek Power Rangers, Avengersów, X-menów czy Ligi Sprawiedliwych jest w wolnych chwilach homoseksualistą, transseksualistą czy dendrofilem. Powiewa mi, czy Akademia Filmowa uzna za najlepszego aktora białego, czarnego, czy może fokę, która statystowała w „Uwolnić Orkę”. Ale czy to wszystko może mnie nie obchodzić? Niestety, wybierając repertuar kinowy, dowiaduję się, ze tu mamy pierwszą feministyczną postać, tu jest pierwszy homoseksualny związek, a tu koleś zmienia płeć, a tu białego gra czarny, a nadal nie wiem nic o filmie. Jeżeli jednak znajdę jakiś normalny zwiastun, to zaraz jakieś feministkozaury wytykają twórcom:jak to możliwe, że Amazonka ma tak gładkie i ogolone pachy” albo że Mystique jest duszona na plakacie nowych X-menów przez Apocalypse (nikomu nie przeszkadzało, że w pierwszych częściach skręciła ona kark ponad tuzinowi męskich postaci).

To wszystko nie może nas nie obchodzić, bo z każdej strony jesteśmy zalewani wyrównywaniem szans i pokazywaniem normalności. Jestem jednak przekonany, że wszyscy z mojego otoczenia wzięliby mnie za wariata, gdybym każdemu powtarzał: Zobacz jestem leworęczny, spójrz jakie to normalne. Czemu w grach nie mogę grać postacią leworęczną. Czuje się dyskryminowany”. Argumentu, że dzieję się tak, ponieważ mniejszości spotykają się z nietolerancją nie kupuję. Przekonując wszystkich na siłę jakie to jest normalne, jednych do siebie zniechęcacie, a drugich prowokujecie jeszcze bardziej. Jednak najbardziej poszkodowane są mniejszości, bo z wymyślnymi postulatami kojarzeni są bezpośrednio oni, a nie organizacje i ruchy szukające nie raz dziury w całym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *