Kolejne instytucje mają problem z wypowiedzeniem się na temat referendum w Katalonii. Jak to w końcu jest? Mury runą? Może wręcz przeciwnie – rosną?

 

„Wyrwij murom zęby krat!

Zerwij kajdany, połam bat!

A mury runą, runą, runą

 I pogrzebią stary świat!”

Kiedy patrzę na wydarzenia w północnej części Hiszpanii, jego słowa wydają mi się bardzo trafne. W kolejnych przekazach medialnych jesteśmy zasypywani brutalnymi obrazami. Wielkie tłumy, flagi Katalonii, ogromne manifestacje, które przerodziły się w protesty. Jeśli ktoś szuka informacji na własną rękę, to zobaczy jeszcze więcej. Ponad 800 ofiar brutalnych działań policji i sił porządkowych. Śmiało, poszukajcie zdjęć. Poszukajcie relacji z tamtych dni i amatorskich nagrań.

Ale o co chodzi z tym wszystkim? Tak w telegraficznym skrócie? Już spieszę z wyjaśnieniem. Chodzi o oderwanie się Katalonii od Hiszpanii i stworzenie nowego, niepodległego państwa. Mieszkańcy północno-wschodniego regionu mają dosyć obecnego stanu rzeczy i pragną zmiany. Dlaczego? Jak zawsze – są powody małe i duże. Jeden
z najpoważniejszych to historia samego regionu. Podczas dyktatury Franco Katalonia utraciła wszelką autonomię i samodzielność. Język kataloński wycofano ze szkół, urzędów oraz zmieniono nazwy ulic. Praktycznie do roku 1975 Hiszpania był jednorodnym państwem. Porządek przywrócono dopiero w 2006 roku. W tym momencie powinno być ok, prawda? Katalonia odzyskała autonomię, spór zażegnany.

Byłoby tak, gdyby nie pewne wydarzenie z 2010 roku. Otóż Trybunał Konstytucyjny Hiszpanii uznał, że nie ma legalnych podstaw, aby uznać Katalończyków za naród. Tutaj można dostrzec pewne podobieństwo do czasów stanu wojennego. Ludzie, którzy odzyskują wolność i autonomię po wielu latach walki o nią, stają się bardzo wrażliwi na każdy przejaw negowania czy ograniczania swoich praw. Tak też jest w przypadku Katalończyków.

Madryt mówi jasno, że o secesji nie ma mowy (wszak utrata jednej piątej PKB nie brzmi zachęcająco, prawda?). Unia Europejska jest zbyt zaaferowana kryzysem imigranckim i ratowaniem Włoch i Grecji, które toną w długach. Ewentualne odłączenie się Katalonii może stanowić solidne kopnięcie w okolice żeber dla skłóconej wewnętrznie UE. ONZ umywa ręce, bo mimo prawa do samostanowienia (które jest zawarte m.in. w Karcie Narodów Zjednoczonych oraz Rezolucjach Zgromadzenia Ogólnego ONZ), trudno znaleźć jednoznaczną definicję tych zapisów. Każdy interpretuje je na swoją korzyść.

Jedno jest pewne. Polacy i Katalończycy mają sporo wspólnego. Ostry temperament, pragnienie oraz umiłowanie wolności i niezależności. Historia kołem się toczy i być może, już niedługo okaże się, że Hiszpania będzie musiała pogodzić się z przegraną, zaś Katalonia rozpocznie intensywne działania w budowaniu nowej państwowości.

„Jeśli użyję siły przeciw niemu
I ty zrobisz to samo
Na pewno upadnie, upadnie, upadnie
I będziemy wolni”

Kaczmarski śpiewał o pragnieniu wolności i walce o nią. Mury, które miały upaść – rosły. (Tak samo podziały między Madrytem a Barceloną, mimo pozornego zmniejszania się – są coraz bardziej widoczne.)  Mało kto wie, że inspirował się właśnie Katalończykiem – Lluísem Llachem, którego „L’estaca” stała się pierwowzorem chyba najbardziej znanego utworu Kaczmarskiego. Co ciekawe, tekst ma bardzo podobny przekaz. Czy to znak? Czy to przypadek? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *