WAŻNE
  • #KazdyCzytaPolformance

About the author

8 Comments

  1. 1

    Adamus

    Facet albo mówimy o innym zespole albo jesteś głuchy a osoby z takim upośledzeniem nie powinny pisać recenzji, żadnych.

    Reply
    1. 1.1

      Paweł Kłodnicki

      Miło mi, że ktoś pofatygował się i napisał komentarz, ale jeśli można prosić, to pisz trochę konkretniej:) Obrona tudzież krytyka (bo nawet tego nie byłeś łaskaw sprecyzować) bez jakichkolwiek argumentów niewiele jest warta.

      Reply
  2. 2

    undertheskin

    A ile znasz jeszcze zespołów jednego przeboju? Ci, którzy bredzą o tym, że Europe takim jest pewnie usłyszeli to od kogoś innego i powtarzają. Europe to zespół wielu dobrych piosenek, co najmniej czterech przebojów i jednego przeboju wszechczasów. To ich błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Zespół jednego przeboju, który wraca po 12 latach z nowym materiałem i spokojnie radzi sobie na rynku mając w dyskografii łącznie 11 płyt? Coś tu nie pasuje. Równie dobrze można napisać, że Deep Purple nagrali tylko „Smoke on the Water”, a Metallica „Nothing else matters” i „Enter Sandman”. Podam Ci więc,synku przykłady wykonawców jednego przeboju: Tiffany, Vanessa Paradis, Fairground Attraction, Wszyscy z lat 80-tych. Ktoś o nich jeszcze pamięta? Tymczasem Ty recenzujesz płytę Europe z 2017, 31 lat po TFC. Pomyśl trochę, a potem dopiero recenzje pisz.

    Reply
  3. 3

    Paweł Kłodnicki

    1. Zespół jednego przeboju nie oznacza dosłownie „zespołu, który nagrał tylko jeden przebój”. Gdyby tak było, to żaden nie zasługiwałby na to miano, może poza panami od „Macareny”. Tu chodzi o zespoły, które z perspektywy czasu kojarzone są właściwie z jednym utworem, wielkim hitem, który kiedyś nagrali i nie mogą się na dobrą sprawę pochwalić niczym innym. Europe jest takim właśnie zespołem. Miewali jeszcze oczywiście inne przeboje, np. „Carrie”, ale wszystkie razem nawet w połowie nie są tak popularne, jak ten jeden. I Europe już zawsze zostanie zapamiętany głównie jako autorzy „The Final Countdown”. Bez tego utworu nikt by o nich dzisiaj nie pamiętał.
    2. Przyrównanie Deep Purple i Metallici do Europe to strzała w kolano 😉 Deep Purple to pionier i czołowy przedstawiciel hard rocka, a Metallica thrash metalu. Oba nagrały kilka albumów cenionych jako całość i uznawanych za klasykę muzyki. „Child In Time” wymienia się wśród arcydzieł muzyki rockowej, tak samo „Master Of Puppets”, choć rzadziej. Czy o Europe można którąkolwiek z tych rzeczy powiedzieć? To chyba pytanie retoryczne.
    3. Jakie ma znaczenie, że Europe nagrał 11 albumów? Saxon, powstały zaledwie trzy lata wcześniej, ma ich na koncie 22. Opeth, założony w 1990 roku, nagrał 12. Led Zeppelin nagrał „tylko” 9 albumów. Postawisz Europe nad Led Zeppelin?
    4. Pozycja na rynku – to samo. Co to ma do rzeczy? Sukces komercyjny i artystyczny nie są komplementarne. Czasem idą w parze, ale częściej, niestety, nie. A Europe tak sobie „radzi na rynku”, że od czasu albumu „The Final Countdown”, sprzedaż kolejnych sukcesywnie leciała w dół po równi pochyłej, z krótkim i niewielkim wzlotem. Obecnie mają trudności z dobiciem do złotej płyty, a i to, patrząc na cały rynek, jest kiepskim wynikiem.
    5. „The Final Countdown” przebojem wszech czasów? Daleko mu do tego. Większym przebojem był choćby „Stairway To Heaven” (zważywszy, że nie był wydany na singlu). Patrząc szerzej, dużo większym przebojem był cały „The Dark Side Of The Moon”, który przez 14 lat bez przerwy widniał na amerykańskiej Billboard 200.
    6. Zespół jednego przeboju wcale nie musi mieć na koncie tylko złych utworów. W przypadku Europe niczego takiego napisałem. Owszem, w latach 80. nagrywali samą żenadę, później też radzili sobie kiepsko. Ale zarówno na tym, jak i poprzednim albumie, są naprawdę dobre momenty i napisałem o tym w recenzji. Zwróciłem również uwagę, że od lat znacząco zmieniają swoją stylistykę i pochwaliłem (choć bez ochów i achów) kierunek, w którym podążyli. A że wpadli w pułapkę naśladownictwa i dołączyli do licznej listy epigonów Deep Purple? Cóż, pozostaje im tylko współczuć.

    Reply
    1. 3.1

      undertheskin

      Cyt.”Znana masom wyłącznie dzięki TFC”. Metallica jest znana masom wyłącznie dzięki dwóm, trzem utworom z „czarnej” płyty. Komercyjne radia jeśli już grają Metallikę to od lat te same dwa utwory. Podobnie Deep Purple. Zaczynasz od mas, a potem przeskakujesz na gusta rockowej publiczności. Argument chybiony, bo rockowa publiczność Europe obecnie ceni, media rockowe także są im raczej przychylne. Zdecyduj się więc o jakich odbiorcach piszesz. „Stairway to Heaven” słyszałem ostatnio wieki temu w radio. TFC regularnie grają od 30 lat, (ostatnio słyszałem utwór w pracy ze trzy tygodnie temu) więc który z utworów jest większym przebojem?
      Nie porównuję Europe z Led Zeppelin, Deep Purple czy Metalliką, bo Europe to nie ta liga (aczkolwiek Europe nie kopiują żywcem samych siebie, jak robi to Metallika od 10 lat).
      Zespół, o którym „nikt nie pamięta” nie znajdzie wydawców dla swoich utworów i publiczności na swoje koncerty, tymczasem spotkałem się nawet z opiniami, że mogliby w ogóle już nie grać starych kawałków, bo te z płyt po powrocie są znacznie lepsze.
      Opinia ” zespołu jednego przeboju” dla bardzo dobrego rockowego bandu z dużym dorobkiem jest zwyczajnie krzywdząca, dowodzi ignorancji i dla recenzenta jest właśnie strzałem w kolano. Jeśli już na starcie klasyfikujesz Europe w taki sposób cała recenzja nowej płyty jest niepotrzebna. Oceniaj nowy album, nie muzykę sprzed 30 lat. Nawiasem mówiąc też mi się on średnio podoba, trzy poprzednie były lepsze imho.
      P.S. Co zasługuje na większy szacunek: nagranie nowych kawałków z czołowym producentem w legendarnym studio czy odgrzewanie starych kotletów bazując na dawnej sławie (Guns n Roses)?

      Reply
  4. 4

    Paweł Kłodnicki

    Deep Purple i Metallica to zespoły rockowe, więc oczywiste, że zahaczyłem o rock. Jeśli mówić o masach (słuchaczach wszelakich), to w dużej mierze masz rację, że oba są znane też z jakichś pojedynczych przebojów. Ale nie zmienia to faktu, że są to bardzo ważne zespoły, które wywróciły muzykę do góry nogami – i jest to fakt niezaprzeczalny. Europe z kolei była w latach 80. jedną z setek kiczowatych, glamrockowych grup, różniących się od siebie chyba tylko markami używanych odżywek. Deep Purple i Metallica tworzyły (w określonym czasie) ambitną muzykę, nagrywaną z pasji, a Europe od zawsze produkowało popelinę obliczoną wyłącznie na zysk. Wyrażenia „Rockowa publiczność” nie użyłem ani razu, wspominałem o rocku, i to w kontekście wyłącznie wspomnianych dwóch wyżej grup, bez szerszego kontekstu, by ukazać bezsens porównania, jakiego użyłeś.

    Napisałem, że „Stairway To Heaven” BYŁO większym przebojem gdy zostało wydane, niż „The Final Countdown” w swoim czasie, bo napędzało ogromną sprzedaż całej płyty, nie będąc wydanym na singlu. Do dzisiaj sprzedaż „Czwórki” Zeppelinów bije na głowę sprzedaż albumu „The Final Countdown” i tego singla razem wziętych. Tym zdaniem chciałem głównie oddać absurdalność tezy: „The Final Countdown przebojem wszechczasów”, przynajmniej z mojej perspektywy

    Jedynym albumem, na którym Metallica kopiuje samą siebie, jest „Death Magnetic” i jest to płyta co najwyżej niezła (i tak lepsza od wszystkiego, co nagrało Europe). Ale już „Hardwired…” niewiele ma wspólnego z jej klasyczną twórczością. Za to Europe kopiuje przecież Deep Purple. W latach 80. kopiowało Bon Jovi, a w 90. rozdzieliło to po równo. Ta grupa nie może kopiować samej siebie, bo nie ma za grosz własnego stylu.’

    Gdzie napisałem, że o Europe dzisiaj „Nikt nie pamięta”?

    Wspominanie o gronach fanów danych grup jest bezcelowe w kontekście tego, co tu rozważamy. Każdy zespół ma/miał fanów, od Ramones po King Crimson. Dlatego właśnie zostają fanami, że lubią muzykę danej grupy, coś im się w niej podoba, będą tej grupy bronić i chodzić na koncerty. O „zespole jednego przeboju” pisałem w kontekście baaaaaaaaardzo szerokiej publiczności, która w dużej mierze nie interesuje się dogłębniej muzyką (zaznaczam, że nie kryje się za tym żaden negatywny komentarz).

    Europe nie jest rockowym bandem, tylko popowym, nieudolnie udającym rock. 😉

    To nie jest recenzja muzyki Europe sprzed 30 lat, ale tego konkretnego albumu. Szerszemu ujęciu tematu poświęciłem tylko lead i jeden akapit, w ramach wstępu do rozważań nad tą płytą. Być może to za dużo, jeśli tak uważasz, to jest to dla mnie cenna uwaga. Nie zapominaj jednak, że w gruncie rzeczy piszę o dawnym Europe w kontekście pozytywnym. Robię to, by wspomnieć o tym, że grupa konsekwentnie odchodzi od tej żenady i chwalę ten kierunek. A 3/4 recenzji dotyczy tylko i wyłącznie „Walk The Earth”

    Pytam ponownie, co ma do rzeczy, jak duży Europe ma dorobek? W muzyce nie liczy się (a przynajmniej nie powinna) ilość, tylko jakość (vide Jimi Hendrix, King Crimson, Cream). Odwrócenie tej zależności to jedna z najgorszych rzeczy, jaka spotyka muzykę na różnych etapach jej rozwoju. Ja mogę z kolei stwierdzić, że właśnie takie podejście świadczy o ignorancji, a przynajmniej lekceważącym stosunku do muzyki jako sztuki 😉

    To, czy dana muzyka jest dobra, czy nie, jest w dużej mierze kwestią subiektywną. I powinno taką pozostać, bo gdyby oceniać Europe obiektywnie i zestawić go z dziełami (nawet nie największymi) muzyki lat 60. i 70., to wypadnie jeszcze gorzej, niż ja oceniam ten zespół z własnego, subiektywnego punktu widzenia.

    Guns N Roses nie jest wybitną grupą, ale w porównaniu z Europe to prawdziwa perła. Obecnie grają wyłącznie dla kasy, ale są muzycy tworzący od 4 czy 5 dekad, bez żadnych przerw i nie robią tego „dla hajsu” np. Neil Young.

    Dave Cobb nie jest producentem ani czołowym, ani w jakikolwiek sposób ważnym. Wszyscy naprawdę czołowi producenci, (w szerszym myśleniu niż tylko, że najbardziej rozchwytywani) z Georgem Martinem i Philem Spectorem na czele albo nie żyją, albo nie są już aktywni, może poza Bobem Ezrinem.

    W Abbey Road Studios może sobie nagrywać nawet One Direction (i chyba nagrywało), o ile ma na to pieniądze.

    PS. Gdybym, jakimś cudem, był fanem Europe, też wolałbym, żeby nie grali niczego, co stworzyli przed, powiedzmy 2009 rokiem 😉

    Reply
    1. 4.1

      undertheskin

      Ok. Odpadam w walce z Twoimi uprzedzeniami. Napisałeś coś tam o obiektywnej ocenie, ale nie miałbyś o niej pojęcia nawet gdyby kopnęła Cię w dupę. No, ale każdy ma prawo udawać recenzenta w sieci. Na Twoim miejscu usilnie starałbym się skontaktować z gośćmi z Deep Purple i przekonać ich jakoś, żeby nie zabierali tej „popowej”, obciachowej, niczym nie wyróżniającej się kapeli we wspólną trasę i broń Boże nie wpuszczali ich na scenę, żeby zagrać razem, bo to straszny wstyd, panie 😁. No, ale co ci Purple mogą wiedzieć? „Recenzent” Kłodnicki to wie, ale nie oni. Przecież on nawet King Crimson słuchał, o Hendriksie nie wspominając.😌 A ja teraz posłucham sobie „Rock the Night”, Dla Ciebie żenada, dla wielu innych klasyk, który przetrwał wielu takich „recenzentów” i przetrwa również Ciebie. Gdybyś nie był głuchy, jak ktoś Ci to już napisał, usłyszałbyś, np, że „Spit out the bone” to kopia „Whiplash” czy „Dyers Eve”, ” Hallo on fire” to kolejna kalka „Unforgiven” i praktycznie wszystkie motywy z „Hardwired” zagrali już wcześniej, łącznie z solówkami ( to w kwestii Metalliki). Z kolei taki ” Wolves” z płyty Europe jest chyba najbardziej purplowym numerem na płycie, wbrew temu, co napisałeś. W muzyce rockowej, wbrew temu co Ci się wydaje, chodzi o to samo, co w całej muzyce rozrywkowej, o hity i show business. Wie o tym zarówno Europe, , jak i Slayer. Sztuka to tylko te kilka procent młodzieńczego buntu na początku kariery. Dorośnij, to przestaniesz brać cudze opinie za własne, bo gadkę o zespole jednego przeboju słyszałem już zanim Ty się pewnie urodziłeś. A oni nadal grają i są coraz lepsi.😝

      Reply
      1. 4.1.1

        undertheskin

        I jeszcze w kwestii wyjaśnienia: nie odbieram zasług The Doors, Pink Floyd czy Hendriksowi. To co zrobili to kamienie milowe muzyki w ogóle. Nie porównuję Europe z nimi, bo wyszedłbym na pewnego „recenzenta” z sieci. Ważny jest jednak kontekst historyczny. Zawsze ktoś w czymś jest pierwszy ( a właśnie, Roger Waters też okrył się „hańbą” siedząc na widowni, gdy ta obciachowa „popowa” grupa grała jego „In the flesh” :). Napisałem jedynie, że kiepski zespół z jednym hitem sprzed dekad mógłby dziś co najwyżej grać na potańcówkach w remizie, a nie nagrywać nowe utwory i jeździć w trasy z Deep Purple czy Whitesnake. Taki kiepski zespół zwyczajnie nie miałby racji bytu na rynku. Tak, to może jest również kwestia kasy, ale bez potencjału komercyjnego nikt jej nie wyłoży. Mam nadzieję, że zrozumiałeś, a jeśli nie przeczytaj kilka razy, bo ja już się z Tobą żegnam, „recenzencie”.

        Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polformance ⓒ 2012 - 2017 Studenckie Koło Dziennikarskie Wydziału Politologii UMCS