Ostatnio na Facebooku wyskoczyło mi wydarzenie „Jesienne depresyjne pijaństwo”. Oczywiście pełno ludzi zgłosiło swoje zainteresowanie, głównie po to, by ktoś inny na swojej tablicy mógł z nich pośmieszkować.

Tak to jest z dzisiejszym Internetem, że nie wiadomo, co jest na serio, a co nie. Codziennie moi znajomi dodają się do wydarzeń związanych z samotnością, smutkiem bądź depresją. Oczywiście — nie na poważnie. Głupio jednak musi czuć się osoba, która takie wydarzenie organizuje całkowicie na serio. Chce komuś pomóc, spotkać się, porozmawiać. Może nawet stworzyć koło wzajemnej pomocy i adoracji.

Ludzi samotnych i cierpiących na depresję jest całe mnóstwo. Jak wynika ze statystyk przedstawionych przez Komendę Główną Policji, w zeszłym roku ponad 5 tysięcy Polaków popełniło samobójstwo. Pod względem samobójstw Polska zajmuje trzecie miejsce w UE. Dlaczego? Czy ci ludzie nie chcieli odnaleźć pomocy? Czy może takie bagatelizowanie ich problemów przez otoczenie sprawiło, że nie potrafili jej znaleźć? Internety szumią, ludzie próbują uświadomić innym, że depresja i jej podobne zjawiska to poważne zaburzenia realnie zagrażające życiu. Każdego dnia zapada na nie ktoś nowy. To nie jest jesienna chandra, która przychodzi i odchodzi. Ci ludzie nie chcą się zapić lub zabić tylko dlatego, że na zewnątrz jest mniej słońca.  Ostatnio czytałam artykuł, gdzie depresja i chandra były używane jako synonimy, a na innej stronie internetowej ktoś podawał przepis na herbatkę, która rzekomo pomoże podczas jesiennej depresji. Nie wiem, czy ciepła herbata w dłoniach ma ogrzać tę pustkę, którą czują smutne i samotne osobniki? Przyjemny zapach dziurawca niby sprawi, że ich życie nabierze sensu? Wiem, że od picia herbaty jeszcze nikt nie zginął, ale takie zabiegi na dłuższą metę są bezcelowe. Skoro codziennie wlewasz w siebie hektolitry gorących napoi, by rozgrzać swoją „martwą” duszę, to chyba już podświadomie wiesz, że coś jest z tobą nie tak.

Internet w dzisiejszych czasach jest „bardzo pomocny”. Kiedy masz katar, powie ci, że to początek raka płuc. Jednak, gdy powiesz, że dzisiaj rano chciałeś utopić się podczas kąpieli, nadal będziesz przewrażliwiony i usłyszysz, że musisz wyluzować. Nieśmiało przyznasz się, że coś może być z tobą nie tak na poziomie emocjonalnym – nagle staniesz się trudną osobą i nikt nie wie, jak z tobą rozmawiać. Potrafią jedynie powiedzieć: „Nie przejmuj się”. Tak, na pewno te słowa sprawią, że osoba magicznie zostanie uleczona! Przecież wystarczy się nie przejmować, jak ten ktoś mógł wcześniej na to nie wpaść!?

Kolejną cudowną rzeczą są memy. Wszyscy lubimy zabawne obrazki, nawet jeśli wyśmiewają papieża albo dotykają innych tematów, z których – przyznaję – nie powinno się śmiać. Jakimś cudem, pod popularnymi memami o śmierci, nieszczęściu, marności i pijaństwie często oznaczamy znajomych. Dodajemy komentarze: „To my” bądź „Takie prawdziwe”. I tyle. Dajemy wszystkim wokół do zrozumienia, że uosabiamy się z czymś niepokojącym, ale nikt nie reaguje. Oznaczamy znajomych, o których wiemy, że jest z nimi źle, ale nie rozmawiamy o tym.

Żyjemy w społeczności bardzo wypranej z uczuć. To paradoks, że nic nas nie rusza, a jednocześnie głęboko cierpimy. Wszystko jest dla nas śmieszne. Drwiny w Internecie? Dręczenie słabszego kolegi? Tworzenie fejkowych kont i wrzucanie obraźliwych zdjęć? Spoko. Dopóki ten mniejszy kolega nie zostanie znaleziony powieszony w swoim pokoju. Wtedy nikt nie wie, dlaczego to zrobił.

 

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w swoim raporcie poświęconym wyłącznie kwestii samobójstw z 2014 roku – Preventing Suicide. A global imperative – przedstawia statystyki: „co 40 sekund gdzieś na świecie ktoś popełnia samobójstwo”. Nie wierzę, że nie objawiali symptomów. Aski, Facebooki, Twittery albo Instagramy  dzisiaj ludzie dzielą się tam ze sobą każdą myślą. Ktoś musiał coś wiedzieć, zauważyć. Jesteśmy tak zglobalizowani, że codziennie możemy rozmawiać z ludźmi mieszkającymi za granicą. To im czasem się zwierzamy, bo obcym łatwiej jest powiedzieć o dręczących nas myślach. Ale oni, będąc tysiące kilometrów od nas, niewiele zrobią. Czemu nie przyznamy się do myśli samobójczych ludziom, którzy są codziennie obok? Bo będą oceniać? Bo wyśmieją? Pewnie właśnie dlatego. Wolimy zacisnąć zęby i udawać, że to wszystko nas bawi, bo skoro nikt nie zauważa, co się z nami dzieje, to naprawdę nic poważnego.

Przypomina mi się teraz historia trzynastoletniego (!) chłopaka z USA, Ryana Halligana, którego „znajomi” wyśmiewali w Internecie. Dzień przed popełnieniem samobójstwa napisał swojemu koledze, że chce skończyć ze sobą. Otrzymał na to bardzo wymowną odpowiedź: „Pffff.., dawno już trzeba było to zrobić”. Następnego dnia siostra znalazła go martwego w łazience. To był rok 2003. Łatwo sobie wyobrazić, że dzisiaj zjawisko prześladowania nadal istnieje i to w o wiele gorszych postaciach. Najgorsze jednak jest to, że w Polsce się o tym nie mówi. Dla nas takie problemy nie istnieją. Każdy o nich gdzieś tam coś słyszał, ale nigdy się z tym nie spotkał. Tutaj ludzie nadal boją się zaburzeń umysłowych, emocjonalnych bądź osobowościowych. Nie rozumieją ich i nawet nie chcą spróbować. A codziennie mijamy chociaż jedną osobę, która zmaga się z tego rodzaju problemem. Każdego dnia rzucamy komentarzami, które dla nas nic nie znaczą, ale dla innych będą kolejnym klockiem Jengi wyciągniętym z ich już i tak niskiej samooceny, przez który się zawalą. Niezależnie od tego, czy rzucamy nimi na żywo, czy w Internecie.

Istotnie, następnym razem, zanim dodamy się jedynie dla „beki” do wydarzenia skierowanego dla osób cierpiących, pomyślmy, jak one się czują. Wiadomo,  nie każde z tych wydarzeń jest na  serio. To też powinno się zmienić, bo przez takie rzeczy ci ludzie nie szukają pomocy, widząc, że nie są traktowani poważnie. Depresja już staje się powoli chorobą cywilizacyjną, jakim więc cudem nadal jej nie zauważamy? Może nie chcemy? Z pewnością nie lawiruje pomiędzy nami niezauważalna. To nasza decyzja, czy otworzymy oczy szerzej, by ją dostrzec.
Może zamiast pić depresyjnie pijmy zwyczajnie – po studencku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *