Felieton

Siewcy nienawiści

„On jest z Ukrainy, musisz go nienawidzić, bo oni mordowali Polaków” – takie słowa usłyszałam kilka dni temu na naszym wydziale czekając na kolejne zajęcia. Do tej pory nie wierzyłam, że ludzie o tak ograniczonej mentalności istnieją naprawdę.

To był zwykły dzień. Siedziałam w holu Wydziału Politologii wraz z moimi znajomymi. Mieliśmy okienko i czekaliśmy na koleje zajęcia. Za oknem było już ciemno. Czas nam się dłużył niemiłosiernie, ale żadne z nas nie spodziewało się takiej rozrywki. Do tej pory mianem „prawdziwego Polaka” określiłabym typowego nosacza, Janusza biznesu szurającego sandałami (oczywiście nie zapominajmy o białych skarpetkach) po szarych ulicach miasta w poszukiwaniu przygód i okazji. O naiwności, ależ byłam głupia! Prawdziwy Polak musi nienawidzić, bo oni nam robili źle, oni nas zabijali, ale w sumie, to co, my Polacy jesteśmy jakąś wyrocznią, która może oceniać, bo może my robimy wszystkim dobrze?

Nic mnie tak nie irytuje jak generalizowanie problemów i określanie wszystkiego jako czarne bądź białe. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Większości problemów nie da się sklasyfikować w tak oczywisty sposób, są bardziej skomplikowane i złożone. Tak samo jest z kwestiami narodowymi. Cenimy sobie patriotyzm stawiając go dość wysoko w systemie wartości, ale w dzisiejszych czasach pogubiliśmy się z rozumieniem tego słowa. Pomijając kwestie polityczne, na przykład sprawę uchodźców i niuanse z tym związane, chciałabym jedynie spojrzeć na problem tolerancji z perspektywy zwykłego człowieka jakim jestem, z naszej lokalnej perspektywy.

XVI wiek był dla Polski okresem, kiedy to szczyciliśmy się jacy my nie jesteśmy tolerancyjni. Fakt, nie robiliśmy tego osobiście, ale nasi przodkowie na pewno. Rzeczpospolita Obojga Narodów wpisała się w mentalności Polaków jako okres, w którym inne narodowości  znajdowały w naszym państwie azyl. Był to powód do dumy, bo inne narodowości niekoniecznie wykazywały się takim podejściem. Te czasy już dawno za nami, ale mam wrażenie że pełno w nas obłudy. Z jednej strony chcemy być postrzegani jako tacy tolerancyjni i uświadomieni, choć może bardziej narzuca nam to sfera polityczna, a z drugiej słoma z butów nam wystaje i zaściankowość wyziera z nas skąd tylko może. Bo skoro on jest inny, nie urodził się tutaj, to won z tego kraju, przecież jest obcy – wydaje się, że w ten sposób myśli niestety spora część osób. A przecież i my sami emigrujemy do innych krajów w poszukiwaniu lepszego życia.

Wracając do mojej niedawnej przygody, na wydział wtargnęło dwóch mocno podchmielonych Sebixów. Najpierw podeszli do jakiejś dziewczyny, po czym jeden z nich, mocno narwany, wykonujący ostre i szybkie ruchy swoimi przypakowanymi ramionami i nerwowo chodzący w kółko, zaczął nienawistnie spozierać w stronę chłopaka stojącego na schodach. Wtedy ja i moi znajomi zrozumieliśmy, że szykuje się zadyma. Po chwili, mężczyzna podszedł do nas i zapytał czy w budynku są kamery. Żeby zapobiec awanturze, zapewniliśmy go, że tak. Grzecznie poprosiłam również o opuszczenie przez nich tego budynku, bo to nie jest odpowiednie miejsce do załatwiania takich spraw. Intruzi pytali o to kiedy kończą się zajęcia, chcąc się zaczaić na tego chłopaka. Jeden z nich pożalił się, że ów Ukrainiec uderzył go w twarz i teraz on go dorwie i tamten popamięta. Jeszcze nigdy nie widziałam tyle wrogości wypisanej na twarzy.

To jednak nie wszystko. Gdyby historia kończyła się na tym etapie, pewnie nawet nie pisałabym tego tekstu. Ot, jakieś tam porachunki ulicznych rozbójników, nie znam szerszego kontekstu, nie powinnam się mieszać. Jednak gdy Ci dwaj zaczęli nas pytać czy my też coś mamy do Ukraińców, bo przecież oni mordowali nas Polaków, miarka się przebrała. Sebixów udało się wyprosić z wydziału, strasząc ich ochroną, której notabene przecież wcale u nas nie ma. Co smutniejsze, ta sytuacja miała miejsce w środku miasta, na wydziale szanującej się uczelni. A co by było, gdyby nie uwierzyli w istnienie kamer i rzeczywiście rozpętali bójkę?

To aż dziwne, że tak ograniczeni  ludzie naprawdę chodzą ulicami naszego miasta, które przecież miało być takie otwarte na obcokrajowców. Planowało edukować licealistów na temat tolerancji, żeby nie dochodziło do takich aktów nienawiści. Rozumiałabym ich argumenty, gdyby żalili się, że Ukraińcy zabierają im stanowiska pracy lub coś w ten deseń, bo problem niechęci do obcokrajowców nie jest taki przejrzysty i zero-jedynkowy. Druga strona także ma sporo za uszami. Przybysze za wschodniej granicy nie zawsze potrafią się odpowiednio zachować i dostosować do naszych obyczajów. Ale nienawiść dla samej nienawiści, temu mówię stanowcze nie! Teraz przynajmniej już wiem jak wygląda „prawdziwy Polak”. Nie wiem jednak czy następnym razem będę miała odwagę mu się sprzeciwić, bo przecież wkrótce mogę oberwać za to, że jestem piegowata, a może piegowaci są gorsi, kto wie…

1 KOMENTARZ

  1. Ryba psuje się od głowy. Obecnie rządzą Polską ludzie, którzy specjalizują się w dzieleniu narodu i stosują zero-jedynkową narrację właśnie. Czasem mam wrażenie, że nie rozumieją i nie chcą zrozumieć, iż to co nazywają patriotyzmem i co usiłują narzucić narodowi jest idealną pożywką dla uprzedzeń, ciemnoty, nietolerancji i zwykłej tępoty. Kiedyś cymbał szukał towarzystwa innych cymbałów i był jaki taki spokój. Teraz cymbał czuję się uprawniony do decydowania kto może żyć w tym kraju.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *