Historia zatoczyła koło. Kamil Stoch po fantastycznych czterech konkursach prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni ponownie sięgnął po Złotego Orła.

Początki bywają… całkiem proste

Polska ekipa Stefana Horngachera wydawała się być jedną z tych nacji, które mogą podbić Turniej Czterech Skoczni. I to po raz drugi. Ubiegłoroczna edycja prestiżowego turnieju należała do Kamila Stocha, a Piotr Żyła znalazł się tuż za nim. Mało brakowało, a do tego grona dołączyłby Maciej Kot. Po dobrym początku sezonu 2017/2018 nadzieje polskich kibiców były uzasadnione.

Wszystko zaczyna się w Oberstdorfie

Niemiecki Oberstdorf to trudny teren szczególnie dla polskich skoczków. Do tej pory sztuka wygrania na Schattenbergschanze nie udała się nawet Adamowi Małyszowi, jednak wielki mistrz wierzył w swojego następcę. Stoch w parze KO trafił na Manuela Fettnera, którego z łatwością pokonał, jednak po pierwszej serii zajmował piąte miejsce. Trzeci był Dawid Kubacki, który stanął przed życiową szansą stanięcia na podium. Lider polskiej kadry w drugiej serii poszybował na 137. metr i wygrał z Niemcem, Richardem Freitagiem. Kubacki utrzymał trzecią lokatę, dzięki czemu Oberstdorf był tego dnia w biało-czerwonych barwach.

Nowy Rok, „stary” Kamil Stoch

Kolejnym przystankiem było Garmisch-Partenkirchen. Dobrze było już podczas kwalifikacji, gdzie Kamil Stoch był szósty i w noworocznym konkursie stanął do walki o awans do drugiej serii z Niemcem Andreasem Wankiem. Z dobrej strony zaprezentowali się Stefan Hula i Dawid Kubacki, którzy skakali jako trzeci i drudzy od końca. Stoch nie pozostawił żadnych złudzeń rywalom, lądując na 135,5. metrze. Druga seria wiązała się z dużymi nerwami, ponieważ na dwóch zawodników przed końcem konkursu wiatr zaczął rozdawać karty. Skoczek z Zębu wytrzymał presję i wygrał kolejny konkurs. Cały czas po piętach deptał mu Richard Freitag, który znalazł się na drugim miejscu. Trzeci był Norweg Anders Fannemel. Gross Olympiaschanze okazała się szczęśliwa.

Innsbruck i wszystko staje się jasne

Rywalizacja przeniosła się do austriackiego Innsbrucka. Już wtedy Kamil Stoch miał prawie 12 punktów przewagi nad drugim Freitagiem, jednak wszystko mogło się wydarzyć. I stało się coś, czego Niemiec z pewnością nie oczekiwał. Po swoim skoku upadł na zmrożony śnieg tak niefortunnie, że musiał wycofać się z drugiej części konkursu. Stoch w strugach deszczu skoczył 130 metrów i prowadził na półmetku. W drugiej serii tylko potwierdził wysoką dyspozycję i skacząc 128,5 metra przypieczętował trzecie zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni. Największy rywal Polaka musiał wycofać się z turnieju.

Chwilo trwaj, czyli drugi Orzeł dla Stocha

Napięcie wzrastało, komentarzy odnośnie triumfatora TCS było coraz więcej, a do pełnej satysfakcji brakowało tylko jednego zwycięstwa. Dlaczego satysfakcji? Ponieważ sam zainteresowany w licznych rozmowach twierdził, że sama dobrze wykonana praca już daje radość. Wieloletnie doświadczenie i silna psychika sprawiła, że Stoch po raz czwarty w ciągu całego turnieju prowadził po pierwszej serii konkursu w Bischofshofen. Drugi był Dawid Kubacki. Trener przed drugimi skokami Polaków postanowił obniżyć belkę, ponieważ rywale nie dawali za wygraną, przeskakując się o kilka metrów. Kubacki uzyskał 127,5 metra, a z tej samej belki Stoch skoczył 137 metrów. I wtedy wybuchła wielka radość. „Rakieta z Zębu”, jak zwykli mawiać polscy kibice, niesiona na ramionach Piotra Żyły oraz Stefana Huli mogła odetchnąć z ulgą. Po raz drugi dokonał czegoś wielkiego. Jednak ten triumf smakował podwójnie. Wygranie dwóch Turniejów Czterech Skoczni do tej pory udało się tylko Niemcowi Svenowi Hannawaldowi. Aż do dnia 6 stycznia 2018 r.

Foto: Gettyimages.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *