. Sport

66. edycja Turnieju Czterech Skoczni dla Kamila Stocha!

Historia zatoczyła koło. Kamil Stoch po fantastycznych czterech konkursach prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni ponownie sięgnął po Złotego Orła.

Początki bywają… całkiem proste

Polska ekipa Stefana Horngachera wydawała się być jedną z tych nacji, które mogą podbić Turniej Czterech Skoczni. I to po raz drugi. Ubiegłoroczna edycja prestiżowego turnieju należała do Kamila Stocha, a Piotr Żyła znalazł się tuż za nim. Mało brakowało, a do tego grona dołączyłby Maciej Kot. Po dobrym początku sezonu 2017/2018 nadzieje polskich kibiców były uzasadnione.

Wszystko zaczyna się w Oberstdorfie

Niemiecki Oberstdorf to trudny teren szczególnie dla polskich skoczków. Do tej pory sztuka wygrania na Schattenbergschanze nie udała się nawet Adamowi Małyszowi, jednak wielki mistrz wierzył w swojego następcę. Stoch w parze KO trafił na Manuela Fettnera, którego z łatwością pokonał, jednak po pierwszej serii zajmował piąte miejsce. Trzeci był Dawid Kubacki, który stanął przed życiową szansą stanięcia na podium. Lider polskiej kadry w drugiej serii poszybował na 137. metr i wygrał z Niemcem, Richardem Freitagiem. Kubacki utrzymał trzecią lokatę, dzięki czemu Oberstdorf był tego dnia w biało-czerwonych barwach.

Nowy Rok, „stary” Kamil Stoch

Kolejnym przystankiem było Garmisch-Partenkirchen. Dobrze było już podczas kwalifikacji, gdzie Kamil Stoch był szósty i w noworocznym konkursie stanął do walki o awans do drugiej serii z Niemcem Andreasem Wankiem. Z dobrej strony zaprezentowali się Stefan Hula i Dawid Kubacki, którzy skakali jako trzeci i drudzy od końca. Stoch nie pozostawił żadnych złudzeń rywalom, lądując na 135,5. metrze. Druga seria wiązała się z dużymi nerwami, ponieważ na dwóch zawodników przed końcem konkursu wiatr zaczął rozdawać karty. Skoczek z Zębu wytrzymał presję i wygrał kolejny konkurs. Cały czas po piętach deptał mu Richard Freitag, który znalazł się na drugim miejscu. Trzeci był Norweg Anders Fannemel. Gross Olympiaschanze okazała się szczęśliwa.

Innsbruck i wszystko staje się jasne

Rywalizacja przeniosła się do austriackiego Innsbrucka. Już wtedy Kamil Stoch miał prawie 12 punktów przewagi nad drugim Freitagiem, jednak wszystko mogło się wydarzyć. I stało się coś, czego Niemiec z pewnością nie oczekiwał. Po swoim skoku upadł na zmrożony śnieg tak niefortunnie, że musiał wycofać się z drugiej części konkursu. Stoch w strugach deszczu skoczył 130 metrów i prowadził na półmetku. W drugiej serii tylko potwierdził wysoką dyspozycję i skacząc 128,5 metra przypieczętował trzecie zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni. Największy rywal Polaka musiał wycofać się z turnieju.

Chwilo trwaj, czyli drugi Orzeł dla Stocha

Napięcie wzrastało, komentarzy odnośnie triumfatora TCS było coraz więcej, a do pełnej satysfakcji brakowało tylko jednego zwycięstwa. Dlaczego satysfakcji? Ponieważ sam zainteresowany w licznych rozmowach twierdził, że sama dobrze wykonana praca już daje radość. Wieloletnie doświadczenie i silna psychika sprawiła, że Stoch po raz czwarty w ciągu całego turnieju prowadził po pierwszej serii konkursu w Bischofshofen. Drugi był Dawid Kubacki. Trener przed drugimi skokami Polaków postanowił obniżyć belkę, ponieważ rywale nie dawali za wygraną, przeskakując się o kilka metrów. Kubacki uzyskał 127,5 metra, a z tej samej belki Stoch skoczył 137 metrów. I wtedy wybuchła wielka radość. „Rakieta z Zębu”, jak zwykli mawiać polscy kibice, niesiona na ramionach Piotra Żyły oraz Stefana Huli mogła odetchnąć z ulgą. Po raz drugi dokonał czegoś wielkiego. Jednak ten triumf smakował podwójnie. Wygranie dwóch Turniejów Czterech Skoczni do tej pory udało się tylko Niemcowi Svenowi Hannawaldowi. Aż do dnia 6 stycznia 2018 r.

Foto: Gettyimages.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *