Reżyser skutecznie pomniejszył nie tylko głównego bohatera, ale wszystko, co film mógł mieć w sobie dobrego, pozostawiając pozbawioną błyskotliwości, nijaką i na domiar złego rozciągniętą relację z życia amerykańskiego przeciętniaka.

Pomniejszanie głównych bohaterów bawiło mnie już od czasów dzieciństwa. Nie potrafię zliczyć ile razy wspólnie z rodzicami zasiadaliśmy przed telewizorem i śmialiśmy się z życiowej nieporadności Wayne’a Szalińskiego oraz tego, że swoimi wynalazkami naraził na niebezpieczeństwo swoje dzieci. Co prawda teraz „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki” bardziej niż w dobry humor wprawiałoby mnie pewnie w zażenowanie, ale dobre wspomnienia pozostały. Nie lubię za to rozpamiętywać tych chwil, w których podczas oglądania filmu w oczach zbierają mi się łzy wzruszenia (wiecie, chłopaki nie płaczą, trzeba być twardym itp.). Zanim świat usłyszał o Minionkach, Luc Besson za pomocą pomniejszenia przeniósł mnie do świata Minimków. Zabawna i wzruszająca historia Artura sprawiła, że za światem małych stworzeń zatęskniłem zaraz po napisach końcowych.

Dobrze rozegrane pomniejszenie głównego bohatera daje więc cały wachlarz możliwości. Nie trzeba się specjalnie wysilać, by rozbawić widza, bo jeżeli zestawienie małych bohaterów z przedmiotami codziennego użytku i abstrakcyjne ich wykorzystanie nie wystarczą, zawsze pozostają żarty z rozmiaru i jego znaczenia. Jeżeli jednak miałby do nas dotrzeć głębokie przesłanie to zmaganie maluczkich z pozornie błahymi problemami też leży jak na tacy. Przez całą moją wizytę w kinie zastanawiałem się, co takiego miało mi przekazać „Pomniejszenie”. Film łączyć miał w sobie komedię i dramat, więc wszelki czarny humor oraz spora dawka ironii byłaby mile widziana. Jednak wraz z pozbawionym szczególnego wyrazu twarzy Mattem Damonem pomniejszone zostają również wszelkie aspiracje i pomysły, a błyskotliwości od początku musiało być niewiele, bo po zabiegu nie pozostał po niej nawet ślad.

 

Chęć opowiedzenia o wielkich problemach w mały sposób kończy się w momencie, gdy trzeba wybrać, na czym właściwie się skupić. Film coś w międzyczasie wspomina o globalnym ociepleniu, przeludnieniu, nielegalnej imigracji, wschodnioeuropejskim cwaniactwie i wyzyskiwaniu taniej siły roboczej o innym odcieniu skóry. Przy ponad dwóch godzinach do wykorzystania na wszystko znalazłaby się chwila. Na ekranie jednak dominują nijakie perypetie głównego bohatera, z którym musimy błąkać się w świecie, po którym nawet nie widać pomniejszenia. Przeciwwagą dla nudnego i zupełnie nieciekawego Paula staje się wietnamska sprzątaczka. Nadzieja na przeniesienie za jej sprawą filmu w inne rejony szybko się jednak wypala, a nowa postać bardziej niż zabawna staje się irytująca i drażniąca. Jeżeli z kina nie chcemy wyjść przed czasem i przekonać się, czy „Pomniejszenie” niesie ze sobą jakąś głęboką puentę, będziemy musieli się do jej obecności przyzwyczaić. Co nie będzie wcale łatwe, gdyż jedyne elementy, które najprawdopodobniej miały być w filmie zabawne, opierały się na kulejącym angielskim bohaterki. Pełno więc będzie „zabawnych” dialogów na poziomie „Kali jeść, Kali pić”, a wytrzymałość widza wystawiona zostanie na próbę m.in. za sprawą 5-minutowego dialogu o 7 rodzajach dymanka (naprawdę, przez 5 minut słowo „dymanko” w napisach pojawia się 30 razy).

O czym jest więc „Pomniejszenie”? Chciałbym napisać, że to wzruszająca opowieść o tym, że wybranie życia w pomniejszeniu jest nadzieją dla planety, ale dla ludzi jest jedynie krótką ucieczką od problemów, które zaraz powrócą, tyle że w innym rozmiarze. Chciałbym napisać, że było tu dużo głębokich analogii do naszego życia, że była miłość i przyjaźni. Niestety przez 2 godziny jest nudno i nieciekawie. Po kolejnych upływających minutach, gdy ciągle liczyłem, że jednak coś się wydarzy, zmieniało się nieco otoczenie bohatera, lecz nic poza tym. Możliwe, że smutny żywot bohatera w końcu by nas dobił, jednak pomysł na zmianę klimatu na bardziej zabawny za sprawą humoru Made In Vietnam stawia kropkę nad i w słowie nijakość. I to jedyne słowo, jakie przychodzi mi do głowy i żałuję, że wraz z bohaterem, pomniejszeniu nie uległ czas trwania filmu.

Ocena: 4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *