Recenzja

Wszystko idzie z duchem czasu

Unowocześnione „Jumanji” zupełnie jak odmłodzone gry traci wiele ze swojego charakteru, klimatu i niezwykłości. Mimo braku ducha film nadrabia humorem oraz lekkością, i może nie gwarantuje niezapomnianych przeżyć, ale za to zapewnia sporo rozrywki.  

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun nowej wersji Jumanji, w mojej głowie zabrzmiało wielkie i stanowcze „Nie. To nie może się udać”. Jeden rzut oka wystarczył, żeby zdać sobie sprawę, że albo ktoś nie oglądał oryginalnego filmu z 1995 roku, albo z pełną premedytacją postanowił przy użyciu naprężonych mięśni Johnsona wyrwać z tytułu cały klimat, charakter i duszę. Niestety tego typu zabiegi artystyczne wywołują u mnie objawy podobne do napadu malarii. I jeżeli tylko mam możliwość tytuł taki omijam szerokim łukiem. Z ogromną dokładnością i samozadowoleniem nową wersję Jumanji ignorowałem przez niemal miesiąc, do czasu, gdy dowiedziałem się o trwającym w najlepsze finansowym sukcesie filmu. Zupełnie jak u każdego, kto miał do czynienia z niebezpieczną grą planszową, tak i u mnie wygrała w końcu ciekawość. I analogicznie do losów filmowych bohaterów okazało się, że i na mnie czekała świetna przygoda. Nie obyło się jednak bez paru niedogodności.

Od początku jasne jest, że film pozbawiony jest charakterystycznego klimatu i pomysłów z wersji sprzed ponad dwudziestu lat. Chociaż pojawiają się drobne nawiązania, to wspólna jest jedynie nazwa oraz koncepcja, chociaż ta druga została mocno zmieniona. Gra planszowa chcące przystosować się do potrzeb współczesnej młodzieży i wymogów rynku rozrywkowego zmienia się nie od poznania. Na dodatek mimo swojego wieku nie ma problemu z dostosowaniem się do nowych standardów. Dzięki czemu mamy do czynienia m.in. z humorem zaserwowanym tym, którzy wiele wolnych chwil spędzili, ciesząc się grami wideo. Jumanji robi sobie pożywkę z absurdów i idiotyzmów, z którymi każdy gracz na pewno nie raz spotkał się na swojej drodze. Niepisane prawo jasno mówi, że przy odpowiedniej ilości uporu możesz wjechać konno czy dowolnym pojazdem nawet po pionowej ścianie, a przerywniki filmowe przenoszą nas, do którego miejsca postać z gry nie powinna móc zobaczyć. No ale przecież to tylko gra.

Na szczęście nie jest to jedyny rodzaj humoru, na jaki stawia Jumanji. Największym zaskoczeniem i zarazem najmocniejszą stroną filmu są postaci. Jako że z gier poza rozrywką powinna płynąć również jakaś nauka, dzieciaki trafiając do wirtualnej rzeczywistości, mają możliwość zmierzenia się z własnymi słabościami i największymi wadami. Niczym w powieści o „Księciu i żebraku” komputerowe awatary, w które się wcielają, są ich kompletnymi przeciwieństwami. Nieśmiały i skryty nerd staje się napakowanym i niepokonanym Dwaynem Johsonem, a zawodnik drużyny futbolowej traci połowę swojego wzrostu i ląduje w ciele ciapowatego Kevina Harta. Dzięki temu każde z nich ma szanse spojrzeć na świat z innej perspektywy i wyciągnąć z tego ważną życiową lekcję. Jest to też świetna okazja do pojawiania się mnóstwa lepszych i gorszysz gagów. Chociaż kinowe żarty dotyczące męskich narządów, wyciśnięte do ostatniej kropli, już dawno przestały być śmieszne, to Black, który z manierą narcystycznej blondynki cieszy się z kilku dodatkowych centymetrów, wywoła u każdego przynajmniej lekki uśmiech na twarzy (lub przynajmniej wypuści szybciej powietrze nosem).

Szybka akcja oraz przeważające lekkie i zabawne dialogi tworzą film czysto rozrywkowy. Przyjemny humor pozbawiony niestrawnych i przygłupich żartów sprawia, że łatwo zapomnieć m.in. o tym, że do naszej dyspozycji w kinach oddana była jedynie wersja dubbingowa (która w filmach aktorskich powinna być prawnie zakazana). Jednak dobra zabawa nie jest w stanie ukryć wszystkiego. Chociaż hasanie po dżungli i spotykanie jej niebezpiecznych mieszkańców w aranżacji Kasdana nudzić raczej nie powinno, to cierpi na brak pomysłowości i niezwykłości. Nowe Jumanji stawiając na elementy przygodowe, postanawia odsunąć od siebie niemal całkowicie fantastyczny klimat. Rozczarowuje to tym bardziej, jeżeli weźmie się pod uwagę, że świat wirtualnej rozgrywki pozostawiał ogromne pole do popisu. Pasjonujący gameplay, zamiast zaskakiwać z poziomu na poziom, coraz bardziej niezwykłymi dodatkami, zamienia się w dość przeciętne safari. Na szczęście duża dawka dobrego humoru znajduje się w podstawowej wersji gry.

Ocena 7/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *