WAŻNE
  • #KazdyCzytaPolformance

About the author

22 Comments

  1. 1

    John

    Szanownemu recenzentowi słoń raczył nadepnąć na ucho… Naprawdę nie słyszy dwugłosu w „Predator”? A nawet jeśli, to tak trudno było choćby ze zdziwienia i ciekawości sprawdzić że gościnnie growluje tam Johan Hegg z Amon Amarth? Już tylko ten fragment jest dyskwalifikujący, ale autor w każdym niemal zdaniu dowodzi swojej ignorancji. Byford najsłabszym ogniwem Saxon? Wolne żarty. Owszem, jego głos się zestarzał, ale dużo lepiej niż np. Bruce’a Dickinsona czy Roba Halforda. Jego chrypka nadaje nowszym utworom głębi i szlachetności. A co najważniejsze, cały czas daje radę na koncertach, w przeciwieństwie choćby do dwóch ww. panów. Nie będę się dalej pastwił, bo to częściowo kwestia gustu, ale najnowszy album Saxon to ich najlepsza rzecz od lat. Równa, różnorodna a zarazem spójna, i bardzo przyjemna w odsłuchu od początku do końca.

    Reply
    1. 1.1

      Paweł Kłodnicki

      Fragment z growlem to faktycznie moja ogromna wpadka. Przeczytałem o tym gościnnym występie, ale już po napisaniu tekstu i nie edytowałem odpowiednio tego fragmentu. Natomiast resztę tego, o czym wspomniałeś, podtrzymuję. Śpiew Byforda jest momentami bezsilny i przykry w odsłuchu. Fakt, wokal DIckinsona i Halforda również okrutnie się zestarzał, ale wciąż dają radę o niebo lepiej od Byforda. Nie mówiąc o tym, że obaj dysponują i zawsze dysponowali znacznie ciekawszymi barwami głosu i większymi umiejętnościami od Byforda, który kiedyś był wokalistą co najwyżej niezłym, a obecnie wypada raz średnio raz bardzo słabo

      Reply
      1. 1.1.1

        agrius

        Ja akurat uważam, że barwę głosu Byford miał i ma dużo bardziej ciekawą i śpiewa wyśmienicie na całej płycie. Mi się podoba:) Co do umiejętności nie porównuję z innymi, których też lubię bo nie ma to najmniejszego sensu!Nie mam też najmniejszego zamiaru kogokolwiek przekonywać do tej płyty! Opinia nt słabego growlu (a nie tylko zbędnego) jest jednak bezpodstawna bo Hegg jest świetny (w końcu to świetny wokalista) w utworze Predator do którego wyśmienicie pasuje ryk lwa!Tak lwa bo utwór jest nie o filmie, a o dużych drapieżnikach!Jeśli ktoś ocenia dobry growling jako słabo wychodzący to jak tu wierzyć w ocenę śpiewu weterana heavy metalu!

        Reply
        1. 1.1.1.1

          Paweł Kłodnicki

          Cóż, u każdego jest to kwestia indywidualna 🙂 Śpiew Byforda nigdy nie był dla mnie wyjątkowo dobry, a growlu w ogóle nie lubię. Uważam, że akurat Hegg jest jednym z niewielu wokalistów, którzy wykonują go dobrze. To nie znaczy, że lubię jego „wokal”, po prostu u niego nie brzmi to głupio i infantylnie, jak w większości przypadków. Ale akurat tutaj sobie nie poradził. Ten dwugłos jeszcze daje radę, ale sam growl po prostu się z tym utworem nie klei. A jeśli uważasz inaczej, to w porządku. Jeśli wciąż postrzegasz muzykę Saxon jako bardzo dobrą, a tego typu smaczki Ci się podobają , to nie ma powodu, byś zmieniał swoje zdanie tylko dlatego, że przeczytałeś recenzję, to oczywiste 🙂 Zaznaczam nawet, że fani Saxon będą tu się czuć jak u siebie, ale że nim nie jestem, to patrzę na tę muzykę z innej perspektywy. Staram się, by moje recenzje były tym, czym przede wszystkim jest recenzja – obrazem skrajnie subiektywnych odczuć, słowem dyskusji. Obiektywnie oceniam jedynie wartość historyczną (wpływ na gatunek albo nawet całą muzykę), wyraźnie dostrzegalne umiejętności wykonawcze itp. I nie należy się spodziewać czegokolwiek innego. Nie rozumiem więc, dlaczego mam nie oceniać wokalu tak, jak chcę i czuję. Jeśli coś mi się nie podoba, to mówię, że mi się to nie podoba. Nie mówiąc o tym, że sprawę pierwszorzędną, czyli muzykę, oceniam jako porządną, solidną robotę metalowych wyjadaczy, której brakuje przede wszystkim porządnych kompozycji. 🙂

          Reply
          1. 1.1.1.1.1

            agrius

            No tak ale jak ktoś zna się i ocenia wykonawstwo jak to określasz to potrafi dobry growling ocenić choć nie koniecznie go lubi! A skoro nie potrafi to potrafi ocenić kunszt weterana i jakość kompozycji?:) Ok nie lubi zgadzam się nie wszystko trzeba lubić. Ja lubię Saxon, Ty wolisz Maiden ok pełna akceptacja!:) Ale na wyspach Saxon historycznie uważany jest czasem za ważniejszy niż Judas więc i tu polecam sięgnąć czytelnikom głębiej do dziennikarstwa zagranicznego!

          2. Paweł Kłodnicki

            To, że Saxon historycznie uważa się za zespół ważniejszy od Judasów, to tylko pewien stan rzeczy(według mnie to bzdura, ale jeśli faktycznie ktoś tak uważa, to ma do tego prawo), który nie przekłada się w żaden sposób na wartość muzyki tej grupy (rozpatrywanej tak subiektywnie jak i, ewentualnie, obiektywnie). Spotykałem opinie, że The Smiths to zespół historycznie ważniejszy od The Beatles, jednak jest zapewne mnóstwo osób (w tym ja), które się z tym kompletnie nie zgodzą 🙂 Umieszczona w odpowiednim kontekście, tego typu informacja ma jakąś wartość, ale sama w sobie jest tylko informacją. Nie mówiąc o tym, że Judas Priest byli jedną z większych inspiracji całego nurtu NWOTBHM, co samo w sobie stawia ich historycznie wyżej niż Saxon.

            Growl według mnie w ogóle nie jest czymś dobrym. To porcja bezsensownej agresji, która zazwyczaj pozbawia śpiew jakiejkolwiek melodyjności, często narzucając też utworom równie bezsensowną, nieprzemyślaną galopadę (w sensie granie „byle szybciej i agresywniej”) Jest paru muzyków którzy potrafią to wykonywać dobrze (Hegg, Chuck Shuldiner), ale większość, robiąc to, brzmi po prostu infantylnie i głupio. Nie widzę w tym większej wartości i tym samym oceniam to przede wszystkim subiektywnie. Tego typu ekspresja jest w stanie wypaść dobrze w przypadku zespołów grających ekstremalną muzykę, ale nie pasuje do twórczości grupy wywodzącej się z nurtu zainspirowanym klasycznym metalem z lat 70.

  2. 2

    agrius

    Czy czasem ten growling to nie Johan Hegg?:) Odnośnie śpiewu lidera Saxon i całej płyty Thunderbolt niech słuchacz lepiej poczyta inne recenzje, szczególnie zagraniczne, gdzie nie ma takich podstawowych błędów!

    Reply
    1. 2.1

      Paweł Kłodnicki

      Fakt, fragment z growlem to moja wpadka. Wiedziałem o gościnnym występie Hega, jednak przeczytałem o tym już po napisaniu i nie edytowałem tego, mój błąd, dziękuję. Co nie zmienia faktu, że ten gościnny występ był kompletnie niepotrzebny. Amon Amarth jest niezłym zespołem, a Hegg growlować potrafi, ale tu był to tylko zbędny dodatek.

      Reply
  3. 3

    Sadek

    Najwyraźniej słuchaliśmy dwóch różnych albumów pod tym samym tytułem, przez przypadek wydanych przez zespoły o tej samej nazwie. W mojej wersji Thunderbolt jest genialną zarówno kompozycyjnie, jak i wykonaniowo płytą, która potwierdza kunszt tego zespołu. Byfford jest z kolei jednym z najmocniejszych ogniw Saxonów, chociaż słabych próżno się doszukiwać. A co do chórów, growlingu i organów, to uważam, że są ciekawym dodatkiem. Miniaturka na początku jest za to elementem o tyle fajnym, że łączącym Thunderbolt z innymi płytami, co absolutnie nie działa na jej niekorzyść. Wręcz przeciwnie – nakreśla ona ogólny zarys tematyczny i pokazuje co inspirowało muzyków podczas tworzenia krążka. Jak dla mnie jeden z najlepszych albumów Saxon, którzy (idąc tropem oklepanego porównania) są jak wino – im starsi tym lepsi!

    Reply
    1. 3.1

      Paweł Kłodnicki

      Słuchaliśmy tego samego albumu, tylko nasze odczucia (i być może oczekiwania) były zupełnie inne 🙂 O to między innymi chodzi w muzyce, o to chodzi w recenzjach i to chodzi w dyskusjach na temat muzyki 🙂 Tym bardziej cieszy fakt, że ktoś, jak widać, jest w stanie skomentować recenzję, wyrażając niezgodność swojej opinii z cudzą bez czepiania się, że ktoś ma odmienne zdanie 🙂 Co do Saxon, to zgodzę się , że są jednym z tych zespołów metalowych, które wciąż potrafią wykonać solidną robotę, ale najlepszy okres to mają już daawno za sobą.

      Reply
      1. 3.1.1

        agrius

        Sadek ma ucho a recenzent, cóż Jana nie będę powtarzał!Brnie niczym ślepy komentując obrazy!Predator zły bo pojawił się growling, że zbędny ale organy oklepane!Albo oczekujemy normy albo nowatorstwa, albo się zwyczajnie czepiamy ale niespecjalnie słuchamy, a jak nie słuchamy to piszmy recenzje tego co przesłuchaliśmy i znamy a nie wszystkiego!

        Reply
        1. 3.1.1.1

          Paweł Kłodnicki

          A w którym momencie napisałem, że spodziewm się po Saxon nowatorstwa? Coś takiego byłoby co najmniej głupotą 😉 Od Saxon oczekuję porządnych kompozycji i dobrego wykonania i tego samego oczekuję od każdego zespołu. Nowatorstwa winno się raczej oczekiwać od młodych zespołów, a nie weteranów.

          Reply
          1. 3.1.1.1.1

            agrius

            Banał, pośrednio skoro coś jest oklepane to znaczy, że oczekujemy czegoś nowego?A jeśli nie to nie zarzucamy oklepania, a tylko ograniczamy się do oceny tych elementów, na które liczymy?:)

          2. Paweł Kłodnicki

            Jeśli coś jest oklepane, to jest oklepane, nic poza tym. Nowy album Saxon, niestety, jest w całości sztampowy. Wykonawczo dobry, ale kompozytorsko średniawy i oparty na ogranych metalowych schematach. Czasem razi to bardziej, czasem mniej. „The Grinding Wheel” Overkill z zeszłego roku również jest sztampowym metalem, ale dużo lepszym pod względem samego poziomu utworów. Riffy i melodie są dużo lepsze. „Thunderbolt” natomiast jest gorszą wersją swojego poprzednika. To jednak naprawdę nie znaczy, że mieszam ten album z błotem i uważam go za totalny szajs. Naprawdę nie ma potrzeby tak gorliwie walczyć z moją opinią, bo nie jest ona miażdżąca, a jedynie wyrażająca pewną dozę rozczarowania. Gdybym wystawiał oceny liczbowe, „Thunderbolt” otrzymałby 6/10 🙂

  4. 4

    agrius

    Ale nikt nie walczy o opinię tylko dyskutuje! Akurat uwielbiam Overkill ale jak wiele zespołów na swój sposób jest sztampowy!Podobnie jak Maiden, Priest (wyjątek Nostradamus) itp. Muza albo się podoba albo nie i tyle!:) Ale od recenzenta, profesjonalnego dziennikarza wymagam ciut więcej!Dlaczego?Bo czytam recenzje po to by zobaczyć czy warto sięgnąć po płytę, może nawet kupić…:)

    Reply
    1. 4.1

      Paweł Kłodnicki

      Myślałem, że końcowy fragment stanowi w jakimś stopniu odpowiedź na to pytanie 😉 Nie lubię wydawać takich absolutnych osądów „Kupuj”/”Nie kupuj”. Robię to tylko wtedy, gdy naprawdę uważam, że jakiś album koniecznie należy przesłuchać lub też unikać go szerokim łukiem (jak w przypadku „Katharsis” Machine Head). Zaznaczyłem natomiast, że fani Saxon powinni poczuć się jak u siebie w domu, a reszta może go sprawdzić, ale wielu się nim nie zadowoli. Można to czytać jako wskazówkę typu: „Jeśli jesteś wielkim fanem Saxon, to możesz spokojnie kupować, jeśli nie, to sprawdź, ale kupuj już niekoniecznie”. Jeśli nie jestem zbyt jasny w tego typu osądach, a powinienem być, to będę to miał na uwadze, tego typu uwagi zawsze są dla mnie cenne 🙂 Zawsze Jednak prym dla mnie wiedzie kwestia moich własnych odczuć i traktowanie recenzji jako słowa dyskusji. Z podejściem „czy kupować, czy nie” wiąże się pewna pułapka – za to, co jedna osoba kupiłaby już w dniu premiery, inna nie dałaby złamanego grosza. Osobiście poleciłbym kupno „Thunderbolt” tylko najwierniejszym fanom Saxon, ale, jak już mówiłem, unikam tego typu absolutów, jeśli uważam, że nie są one niezbędne.

      Reply
      1. 4.1.1

        agrius

        Ok ale czy w takim razie wykonawstwo i wkład w historię muzyki nie można traktować jako coś co skłania do co najmniej odsłuchania a nawet może kupna?:)Co innego odczucia, gust itp. Tu nie dyskutuję, każdy ma swoje:)

        Reply
        1. 4.1.1.1

          Paweł Kłodnicki

          Ależ oczywiście, że obie te rzeczy można tak traktować, a wręcz się powinno:) Tylko że „Thunderbolt” jednak bardzo daleko do naprawdę porywającego, wirtuozerskiego wykonania, a tym bardziej, rzecz jasna, wpływu na historię muzyki. Saxon wydał może dwa, może trzy jakoś tam ważne albumy w latach 80. Od ok. 20 lat praktycznie nie ukazują się już naprawdę ważne, wpływowe dla muzyki wydawnictwa, niemal wszyscy powtarzają to, co już zrobiono 40, 50 lat temu. Czasem tworzą dobrą muzykę, czasem złą, ale pod względem nowości rock, a tym bardziej metal, stoją w miejscu od wielu, wielu lat. Być może kiedyś rozpocznę serię, w której będę pisał o starszych albumach i wtedy dopiero będę mógł pisać o płytach naprawdę ważnych dla historii muzyki. Na ten moment na tej stronie recenzuję nowe rzeczy, przez co kwestia nowatorskości, świeżości czy wpływu na muzykę niemal zawsze, niestety, odpada. O wykonawców dorównujących poziomem wielkim muzykom z lat 60. i 70. też obecnie jest bardzo trudno.

          Reply
  5. 5

    agrius

    Nie Saxon się uważa tylko dziennikarze muzyczni Panie Pawle! Ale widocznie lepiej zna Pan tamte czasy na wyspach, te strajki, o któych traktowały niektóre kawałki Saxon itp. No i to raczej lata 80!A growling jako dodatek właśnie może dodać smaku kompozycji bo faktycznie sam wypada zbyt mrocznie ale może jednak ktoś to po prostu lubi…:)

    Reply
    1. 5.1

      Paweł Kłodnicki

      Ależ ja nie mam absolutnie nic przeciwko temu, że ktoś lubi growl 🙂 W recenzji i komentarzach piszę o tym, co mi się nie podoba, a nie, co komuś ma się nie podobać. Wszelkie wnioski, że ja każę komuś coś znielubić, albo polubić, są wynikiem albo nadintepretacji albo niejasności.

      Mówiąc „Saxon się uważa” miałem na myśli, że jest uważany (tak samo jak „robi się” może oznaczać, że coś jest robione przez grupę ludzi), a nie że sam zespół przedstawia siebie jako takiego 😉

      Teksty u mnie odgrywają rolę drugorzędną. Muzyka to nie wiersze. Teksty często odgrywają istotną rolę, ale na albumie muzycznym najważniejsza jest sama muzyka(przynajmniej według mnie), która musi się obronić sama. Teksty, tematyka, okładka to otoczka. Są one integralną częścią całości, ale na sam poziom muzyki nie wpływają.

      Reply
  6. 6

    agrius

    Ano trochę jednak wpływają bo muzyka coś odzwierciedla i tekst powinien iść w parze z muzyką, jak w Predator:) Czy Motorcycle Man:) A jak nie to pozostaje muzyka instrumentalna:)

    Reply
    1. 6.1

      Paweł Kłodnicki

      To również kwestia indywidualnego podejścia 🙂 Jeśli teksty są naprawdę dobre (choć u wielu muzyków są co najwyżej przeciętne) lub naprawdę złe, to zdarza mi się zwrócić na to uwagę. Jeśli jednak muzyka nie potrafi się sama obronić i trzeba zasłaniać ją tekstami, to nie widzę powodu, by taki album pozytywnie oceniać. Są zespoły ze świetnymi tekstami, które odgrywają bardzo ważną rolę, ale sama muzyka jest u nich równie wspaniała i wartościowa – żeby wymienić tylko Pink Floyd (z ery Rogera Watersa), Neila Younga czy Boba Dylana. Jeśli świetny tekst idzie w parze ze świetną muzyką, to bardzo dobrze. Ale poziom pierwszego nie może być zasłoną dla poziomu drugiego. Zwłaszcza, że często muzyka powstaje pierwsza i to pod nią pisany jest tekst i wtedy takie kryterium oceny przestaje mieć sens.

      Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polformance ⓒ 2012 - 2017 Studenckie Koło Dziennikarskie Wydziału Politologii UMCS