Co jest trudniejsze: ogarnąć cały semestr studiów w jedną noc, czy zrecenzować współczesne dzieło kinowe w 4 akapitach? Najtrudniejsze jest pociąć wodę nożyczkami. Jeden pan próbował to zrobić przez 10 godzin i chyba mu się nie udało. A ja postaram się roztrzaskać najnowsze produkcje filmowe jedynie w kilku krótkich zdaniach.

Pierwszy „Deadpool” był filmem, który próbował w żartach pokazać ważne rzeczy. Był to film cyniczny i romantyczny, błahy, ale wciąż z konkretnym przekazem. Dwójka idzie nieco innym tropem. Próbuje nadmiar żartów przedstawić w poważnym opakowaniu. Ironicznie nazywany jest kinem familijnym i usiłuje przedstawić smutną historie oczyma nieśmiertelnego śmieszka. I Ryanowi Reynoldsowi tym razem chyba się nie udało.

Aktor jeszcze rok temu zapowiadał, że niemal w każdej scenie drugiego „Deadpoola” można będzie doszukać się odniesień i Easter eggów, więc fani całego świata cieszyli się jak małe dzieci. Ja też się cieszyłem, bo lubię takie rzeczy. Natomiast nie spodziewałem się, że po obejrzeniu filmu będę zmęczony tak dużą ilością „odnośników” do kultury popularnej i innych tego typu rzeczy. Jest to w mojej skromnej opinii jeden z największych minusów produkcji.

Do przodu posunął się film i z żartami. Zrozumiała jest chęć Fox wypuścić wszystkie zaplanowane filmy jak najszybciej, bowiem Disney nigdy w życiu nie pozwoli w swoich produkcjach pokazać… penisa. Tak, tak, dokładnie taka scena tu się pojawi i Marvel musi się uczyć u najlepszych, jak żartować na takie tematy – w filmach „Thor: Ragnarok” i „Strażnicy Galaktyki 2” „pojawienie się” męskich narządów płciowych nie było tak eleganckie. Nie oznacza to jednak, że ogólny poziom żartów trzyma się tak równo. Powtórzę swój poprzedni zarzut – przekombinowane, było tego za dużo jak na dwie godziny czasu kinowego.

Nie spisały się również tak świetnie efekty specjalne. SGI o niebo lepiej wypada w jedynce, a marketingowy zabieg z surowym zwiastunem już nie wydaje się chwytem reklamowym, lecz strzałem w kolano. Nie działają i rzeczy, które się powtarzają z poprzedniej części. To, co bawiło nas wtedy, w „Deadpool 2” możemy oglądać z kamienną twarzą. Jedynie do obsady nie mam żadnych większych uwag. Josh Brolin to niewątpliwie jedno z największych odkryć świata superbohaterów, a pozostała ekipa trzyma się na równi. Reasumując, film ten nie jest ani nudny, ani zły, ani jakościowo słaby. Po prostu nie wypada na tle jedynki aż tak dobrze, co – chyba – dla większości nie będzie większym zaskoczeniem. „Deadpool 2” jest dostojnym przeciwnikiem nowych „Avengersów” w kinach na całym świecie.

A żebyście nie musieli wierzyć mi na słowo, zapraszam na obejrzenia „Deadpool 2” a.k.a. X-Force w Cinema City.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *