Recenzja

Monumentalne odczłowieczenie

Późną nocą zakamarki hotelu obnażają wiele skrywanych za dnia tajemnic. Czas jest względny, wydarzenia zapętlają się, a bohaterowie stają się coraz mniej ludzcy.

„Monument” w reżyserii Jagody Szelc w ramach festiwalu Splat! Nights w Centrum Kultury w Lublinie to film, który nie może być rozumiany dosłownie. Chociaż z pozoru wydaje się zapisem pewnej historii, okazuje się, że ma drugie dno, którego niestety – przez większą część seansu – trudno się dopatrzeć.

Studenci hotelarstwa przyjeżdżają na praktyki do hotelu, w którym rządzi władcza menadżerka. Wszystkie zadania muszą być wykonane do perfekcji, a zachowania będące odstępstwem od wyznaczonej normy są natychmiast tępione. Pozbawieni własnych imion, nieludzko traktowani bohaterowie przestają być sobą i zaczynają wchodzić w głębsze zakamarki własnego „ja”, które nierzadko przerażają. Dni zlewają się w jeden długi ciąg męczącej pracy, by w końcu doprowadzić do rytualnego kręgu, w którym… No właśnie, do tego widz musi dojść sam.

 Jak na aktorów z PWSFTiT, którzy w czasie kręcenia filmu byli studentami – a obecnie są już absolwentami szkoły – „Monument” bardzo dobrze broni się aktorsko. I chociaż w trakcie seansu pojawia się wiele pytań z nutką niezrozumienia, zakończenie filmu może przynosić odpowiedzi, ale może także wciąż pozostawiać całą gamę niedopowiedzeń. Dzieło Jagody Szelc ma zatem swój specyficzny klimat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jestem optymistką zakręconą na punkcie teatru, pisania i podróży – najchętniej w nowe, nieznane miejsca, które mogę poznawać „od podszewki”. Chętnie chodzę na długie spacery – szczególnie lubię przechadzki przy pierwszym wiosennym deszczu, gdy mogę poczuć jego intensywny zapach. Zazwyczaj otaczam się pozytywnymi ludźmi, dużo mówię i uśmiecham się do każdego dnia.