.

„Dostałem 60 złotych, które od razu przepiłem”. Dziś Dzień Trzeźwości

Zaczyna się niewinnie. Wódka przy stole rodzinnym, jedno piwo wieczorem po stresującym dniu pracy. Jeśli nie powie się „stop”, te działania mogą doprowadzić do tragedii.

Alkoholizm to wciąż jeden z największych problemów, który spotyka Polaków. Doprowadza do wielu nieszczęść – rozbija rodziny, powoduje wypadki samochodowe, kończy się samobójstwem. Tomasza Laskowskiego zaprowadził na ulicę. Został bezdomnym.

– Gdyby ktoś mnie spotkał wtedy na Mazurach, powiedziałby – stracony człowiek. Spałem
w różnych miejscach, między innymi na kutrze czy w przyczepie kempingowej. W końcu powiedziałem: „dość”. Spotkałem człowieka, który powiedział, żebym przyjechał do Warszawy. Wysłał mi 60 złotych, a ja przepiłem te pieniądze. Cały czas myślałem, że ten człowiek chciał mi dać szansę. – opowiada.

Tomaszowi udało się pokonać nałóg. Trafił do domu św. Łazarza, gdzie odbudował swoje życie. Jednak każdy dzień walki z alkoholizmem dla takiej osoby jest bardzo trudny.

– To tak jakbym wchodził na ring. Dostaję w głowę i padam na deski. Teraz rzuciłem rękawice i mówię głośno: „Jesteś silniejszy, nie pokonam cię”, więc nie walczę. Zaakceptowałem się takim, jakim jestem. Alkohol jest dla innych, ale nie dla mnie – dodaje.

Wyjście z nałogu pozwala Tomaszowi pomagać innym. Dzięki swojej historii, doświadczeniu oraz tej niezłomnej walce jest w stanie podać rękę tym, którzy są dopiero na początku tej drogi. Jak twierdzi Tomasz, najlepszym terapeutą w uzależnieniach i bezdomności jest drugi człowiek. To on może dać komuś napęd do działania. Pomagając innym, pomaga również sobie. Dziś jest szczęśliwym człowiekiem i wierzy, że jego postawa wyjścia z otchłani wesprze chociaż jedną osobę.

Z problemem alkoholizmu coraz częściej spotykają się młode osoby, których chęć sięgnięcia po ten trunek jest ogromna. Zaczyna się od piwa ze znajomymi gdzieś potajemnie, by nikt nie zauważył. Podobną historię opowiedział mi Marcin, 22-letni mężczyzna, który dziś już nie pije od prawie roku.

– Pierwszy raz mocno się upiłem w wieku 13 lat na weselu kuzyna. Piłem gdzieś w ukryciu. Zawsze ciekawiło mnie działanie alkoholu. Mój problem rozpoczął się już w wieku 17 lat. Bardzo lubiłem imprezy, towarzystwo, dziewczyny. Na myśl o zabawie i piciu robiło mi się gorąco. W tamtym okresie nie byłem jeszcze świadomy swojego problemu i tego, że moje życie sypie się małymi krokami – wspomina.

Podczas tego okresu jego życie było wegetacją. Rozwiązywał wszystkie problemy za pomocą alkoholu. Trafił do dwóch szpitali psychiatrycznych. Uczęszczał również na terapię stacjonarną, czyli taką, na którą przychodzi się codziennie z domu. Niestety jej nie ukończył, ponieważ wolał wrócić do picia. Na swoim koncie miał także ośrodek odwykowy, w którym wytrzymał trzy tygodnie, po czym nałóg znów wygrał. Alkoholizm doprowadził go niemal do śmierci.

– Miałem trzy próby samobójcze w tym jedną w szpitalu psychiatrycznym. Wszystkie dzięki Bogu nieudane. Nie widziałem żadnego sensu życia, a uzależnienie krok po kroku zabierało mi człowieczeństwo. Narobiłem sobie długów, miałem drobne konflikty z prawem. Zdarzała się też napaść na niewinnych ludzi. W pewnym okresie mojego pijaństwa zostałem sam ze sobą w melinie, która kiedyś była moim mieszkaniem – dodaje.

Do walki zmotywowało go to, że osiągnął już dno.  Stracił wszystko.

– Postawiłem wszystko na jedną kartę. Życie albo śmierć. Pewnego dnia postanowiłem kolejny raz zacząć od nowa. Bałem się, że po prostu już umrę z zapicia albo gdy trafię trzeci raz do szpitala psychiatrycznego, to już nigdy z niego nie wyjdę – wspomina.

Marcin szczerze mówi, że nałogu tak naprawdę nie pokonał. Pokonuje go każdego dnia. Swoją drogę trzeźwienia najpierw rozpoczął od całkowitego zaprzestania picia alkoholu, potem udał się do psychiatry. Wielką rolę odegrała również wiara w Boga. Marcin zwrócił się w Jego stronę i uświadomił sobie, że Bóg potrafi wyciągnąć ze wszystkiego.

Bycie trzeźwym nie oznacza tylko pokonania nałogu. Wielu ludzi zdecydowało się na wstrzemięźliwość od alkoholu, ponieważ go kiedyś spróbowało. Są jednak tacy, którzy postanowili nigdy się nie napić. Jedną z nich jest Agata, 21-letnia studentka. Studenci dobrze wiedzą, że okazji do spożycia alkoholu podczas tego okresu jest mnóstwo. Ona jednak potrafi się powstrzymać.

– Nie piję, ponieważ w mojej rodzinie alkohol był nadużywany. Mój tata borykał się z tym problemem, kiedy byłam bardzo mała. Po prostu mam takie poczucie, że alkohol może mnie uzależnić, jak niektóre osoby z mojej rodziny. Tego bym na pewno nie chciała, wiedząc jakie skutki to ze sobą niesie. W przypadku mojej rodziny problem alkoholowy zawsze zaczynał się tylko od „jednego kieliszka na odstresowanie” czy „kieliszka na odwagę”, więc od pozornie nieszkodliwych sytuacji. Nigdy nie chciałam i nie chcę próbować alkoholu, bo wydaje mi się, że jest podobnie jak z każdą inną używką, np. papierosami – mówi Agata.

Wielu osobom wydaje się, że prawdziwe szaleństwo zaczyna się wraz z wypitym alkoholem. Agata potwierdza, że bez niego można się równie świetnie bawić.

– Razem z moim narzeczonym jesteśmy abstynentami. Kiedy uczestniczyliśmy w jakichś imprezach, na przykład na studniówce, weselu czy po prostu w jakimś spotkaniu towarzyskim to czuliśmy się zupełnie naturalnie. Nawet powiedziałabym, że bawimy się lepiej, bo widzimy osoby pod wpływem alkoholu, które nie są świadome tego, jak głupie rzeczy mówią lub robią, których potem się wstydzą. Następnego dnia czujemy się świetnie, podczas gdy inni zmagają się z trudami poprzedniej nocy. Ponadto nie mamy żadnych wyrzutów sumienia. Jako trzeźwa osoba nie potrzebuję żadnego procentowego wsparcia, żeby się dobrze bawić, a jeżeli jestem w towarzystwie, które nie akceptuje tego, że nie piję, to jest to dla mnie znak, że muszę zmienić towarzystwo, a nie siebie, żeby udawać kogoś, kim nie jestem – dodaje.

Trzeźwość nie oznacza całkowitego rezygnowania z alkoholu. Można spożywać ten trunek, jednak trzeba to robić z głową, być świadomym konsekwencji, które ze sobą niesie. Nie wszyscy jednak są w stanie zaprzestać pić w odpowiednim momencie. Gdy pojawia się problem alkoholizmu, warto zgłosić się po profesjonalną pomoc.

– Nie ważne ile macie lat, na jakiej jesteście pozycji i w co wierzycie. Jest bardzo cienka granica między towarzyskim piciem a uzależnieniem. Człowiek czasem nie zdaje sobie sprawy, że uzależnienie jest obecne w jego życiu. Bądźcie uważni i obserwujcie, co się dzieje dookoła. W szczególności kieruję te słowa do osób młodych, bo wiem, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Kiedyś myślałem sobie: „Jak to ja taki młody i mam nie pić alkoholu do końca życia?” To nierealne. Jednak jak się okazało – można, tylko trzeba zmienić priorytety
i myślenie – podsumowuje i apeluje Marcin.

Pamiętajmy o tym nie tylko dziś w Dniu Trzeźwości. Wyciągnijmy pomocną dłoń do tych, którzy jej potrzebują.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dobra muzyka, humor i długi spacer. Kontakt: anna.marek.jk@gmail.com