Felieton

„Nienawiść zwycięży, Europa się rozpadnie”

Nie, to nie żadne hasło przepowiadające przyszłość. To fragment utworu grupy, która najbardziej zapadnie w pamięć po Eurowizji 2019.

Muszę przyznać, że pierwszy raz od kilku lat nie przyglądałam się tym zmaganiom tak jak zawsze, gdy już przed półfinałami znałam dobrze wszystkie utwory. Może i lepiej, że w tym roku poświęciłam czas tylko na finał. Przynajmniej nie czułam smutku z powodu pozycji Polski. W sumie Europa doceniła nas tylko pod względem tanecznym oraz w konkursie juniorów. Nie możemy więc oczekiwać, że zaczniemy wygrywać, nawet jeśli wysłalibyśmy Marylę Rodowicz. Chociaż może to nie najlepszy przykład.

Wróćmy jednak do tegorocznej Eurowizji. Po zeszłorocznym zwycięstwie Netty (przypomniałam sobie o jej triumfie, gdy zobaczyłam ją na scenie, co chyba świadczy o tym, że jak najszybciej chciałam zapomnieć Eurowizję 2018) zmagania rozgrywały się w Izraelu.

Najpierw jednak kilka słów o samej muzyce. Oj, była różnorodna. Zresztą jak co roku. Były ballady, hity klubowe, bardziej i mniej udane występy. Eurowizja widziała już wszystko, więc z roku na rok jest coraz trudniej zaskoczyć widownię. Mimo wszystko niektórym się udało.

Zaskakujące występy sceniczne, nietypowe stroje jednak nie wystarczyły do zwycięstwa. Wygrał Holender – Duncan Laurence z utworem „Arcade”. Po 44 latach Holendrzy znów mogli cieszyć się triumfem. 22 marca 1975 świętowali zwycięstwo Teach-In w Sztokholmie. Wyobrażam sobie, że taki sukces smakuje jeszcze bardziej. Duncan zasiadł przy instrumencie, zaśpiewał o złamanym serduszku i wygrał. Trudno mi było znaleźć jakieś negatywne komentarze na jego temat. Cieszę się, że wygrała muzyka, a nie wymyślne stroje. Trochę ten tegoroczny konkurs zadośćuczynił porażce Holandii z 2014 roku.

Kto jeszcze zachwycił? Na pewno Włochy i Rosja, które zajęły kolejno 2. i 3. miejsce. O ile w przypadku tych pierwszych mogę przyznać, że to miejsce się należało, to utwór Sergeya do mnie nie przemówił. Trochę szkoda Włoch, bo jak ktoś napisał, stały się one Leonardem DiCaprio Eurowizji. Coś w tym jest. Wspomnę jeszcze o Szwecji. Co roku wystawiają kandydatów, którzy walczą o czołowe miejsce. I co roku im kibicuję. Może nie zawsze podoba mi się ich muzyka, ale nigdy nie zapomnę Eurowizji prowadzonej przez Månsa i Petrę. Jeśli Szwecja ponownie wygra, możemy być pewni świetnej oprawy imprezy. W tym roku tylko widzieliśmy smutnego Szweda, który liczył na zwycięstwo, a ostatecznie wylądował na 6. miejscu. Takie nieprzewidywalne to głosowanie.

Jak co roku, nie zabrakło nawiązania do kultury państw, którą dani przedstawiciele reprezentowali. Najzgrabniej wyszło to chyba Norwegii, co spodobało się widzom, którzy przyznali im 1. miejsce. Niektórzy też pokusili się o zaśpiewanie we własnym języku. I tutaj moje serce skradł duet ze Słowenii. Przez moment przypominali mi trochę nasz polski węgiel (zespół Coals dla niewtajemniczonych). Pięknie zaśpiewali o miłości, pokazując to również na scenie. Od polskich jurorów otrzymali 10 punktów. Chyba czas zwrócić trochę honoru Rafałowi Brzozowskiemu, Polsko.

Czym byłby tekst o Eurowizji 2019 bez wspomnienia grupy z Islandii? Gdy pierwszy raz zobaczyłam ich w finale, byłam na „nie”. Mam już dość dziwactw, chcę posłuchać dobrej muzyki – tak wtedy pomyślałam. I z tym przekonaniem też poszłam spać, zapominając o Hatari. Dzisiaj jednak przesłuchałam ich piosenki drugi raz, potem trzeci, czwarty… I tak słucham teraz w zapętleniu. Z ciekawości sprawdziłam tłumaczenie tekstu. Oj, jakie to smutne, ale jakże prawdziwe. W refrenie powtarzają, że nienawiść zwycięży. W jednym wersie padają nawet słowa o upadku Europy. Bardzo odważnie śpiewać to na najpopularniejszym wydarzeniu muzycznym właśnie w Europie. Grupa jednak niczego się nie boi. Pokazali nawet flagę Palestyny na Eurowizji, która przypominam – odbyła się w Tel Awiwie, znajdującym się w Izraelu.

Na koniec jeszcze kilka słów o Polsce. Widziałam fragment wykonania Tulii. Nie jestem fanką tego zespołu, ale cieszę się, że pokazaliśmy piękne stroje oraz ciekawą i wyróżniającą się muzykę. Liczę jednak, że w przyszłym roku wyślemy kogoś, kto naprawdę powalczy. Może kogoś z nurtu alternatywnego? Podobno połówka Linii Nocnej przyczyniła się do 11. miejsca Czech, więc może warto spróbować sięgnąć po coś nieco innego.

Kolejna Eurowizja przeszła do historii. Pewnie za rok znów będziemy mówić o upolitycznieniu tego konkursu, o przewadze dziwactwa nad normalnością, ale i tak zasiądziemy przed telewizorami, by ją obejrzeć. Chyba że ktoś, tak jak ja, wybiera opcję oficjalnego streamu na YouTube.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dobra muzyka, humor i długi spacer. Kontakt: anna.marek.jk@gmail.com