Relacja

Emocje w najczystszej postaci, czyli nothing, nowhere. w Proximie

12-go czerwca po wyprzedanym zeszłorocznym koncercie Warszawa miała przyjemność ponownie ugościć wyjątkowego artystę, jakim jest nothing, nowhere.


Biorąc pod uwagę specyficzny rodzaj muzyki, dla wielu osób jest to nadal niszowa i nieznana nazwa, więc warto skupić się na krótkim przybliżeniu sylwetki artysty. Pod pseudonimem artystycznym kryje się 27-letni Joseph Mulherin. Mimo samodzielnego zaangażowania w produkcję muzyki oraz pisanie tekstów, podczas występów towarzyszą mu zaprzyjaźnieni muzycy.

Na czym więc opiera się wyjątkowość jego twórczości? Przede wszystkim nie mamy tu do czynienia z żadnym konkretnym nurtem muzyczym. Mulherin bywa szufladkowany jako emo raper, z czym sam artysta nie do końca się zgadza. W wywiadzie dla magazynu „The Fader” podkreślił, że nie zamierza wrzucać swojej muzyki do żadnej konkretnej szufladki. Nie miałoby to większego sensu, ponieważ jego utwory to połączenie gitarowych brzmień, śpiewanej prozy, rapu i trapu.

Co więcej, w przeciwieństwie do panującej u wielu muzyków mody na imprezowy styl życia, Mulherin otwarcie mówi o swojej abstynencji i braku pociągu do jakichkolwiek substancji odurzających. Koneser jego twórczości ma do czynienia z młodym, świadomym artystą, który nie ulega panującym wokół trendom.

Wielogatunkowość muzyki spotyka się z osobistym bagażem emocjonalnym artysty i otwartością w tematyce zaburzeń osobowości, ataków paniki, czy depresji. I to na koncercie można było dostrzec gołym okiem: Mulherin pozwolił czytać z siebie jak z otwartej księgi, a w wyśpiewywane słowa włożył całe serce.

Przy żwawych utworach z najnowszej płyty Joe szalał na scenie, a publika wiernie dotrzymywała mu kroku. I to do takiego stopnia, że ze sceny rzucano butelkami wody. Natomiast podczas przepełnionych emocjami, ale spokojniejszych piosenek wcześniejszej twórczości nothing, nowhere., całe pomieszczenie wypełniało się światełkami z telefonów i wspólnym odśpiewywaniem jego prozy.

Dzięki wystawieniu na światło dzienne tak poważnej, a jednocześnie tak często marginalizowanej tematyki, Joe zyskał rzeszę wiernych fanów, odnajdujących w jego twórczości poczucie bezpieczeństwa. Podczas wydarzenia, już po raz kolejny, publiczność usłyszała, że nie są pozostawieni sami ze swoimi problemami i mogą poczuć się zrozumieni.

Zarówno na koncercie, jak i podczas późniejszych rozmów z fanami, artysta wciąż podreślał wyjątkowość swoich fanów i okazywał im wdzięczność za przybycie. Nikomu nie odmówił zdjęcia, rozmowy, autografu, czy zwykłego uścisku. Podczas całego eventu odczuwalna była ciepła i rodzinna atmosfera.

Każdy koneser dowolnego rodzaju sztuki czuje się usatysfakcjonowany, gdy szanowany przez niego artysta okazuje się być nie tylko znakomitym twórcą, ale też człowiekiem, którego kreuje umysł odbiorcy. Właśnie dlatego koncert i spotkanie z nothing, nowhere. można zaliczyć do zdecydowanie udanych i oczekiwać przyszłorocznej, obiecanej dawki jego nowej muzyki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, zafascynowana sportami siłowymi oraz sztukami walki. Prywatnie mól książkowy i entuzjastka kuchni roślinnej.