Koncert w Ergo Arenie

Fot. Marcin Iskierko

Długie miesiące wyczekiwania. Stres, czy wszystko zagra tak, jak powinno. I wreszcie przyszedł turniej kwalifikacyjny, a z nim najważniejszy pojedynek tego roku: Polska vs Francja, po którym niemalże jesteśmy pewni występu naszej reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.

Fot. Marcin Iskierko

  Gdy w lutym 2018 roku Vital Heynen obejmował stanowiska trenera reprezentacji Polski, powiedział, że jego głównym celem jest medal olimpiady, rozgrywanej w Japonii. To właśnie pod nią ułożył cały plan, który realizuje z… wpadkami. Nie zakładał przecież złota Mistrzostw Świata rozgrywanych na parkietach w Bułgarii i we Włoszech oraz brązowego medalu Final Six Ligi Narodów w Chicago.

Mistrzostwo Świata, dosyć nieoczekiwane, nie gwarantowało jednak udziału w najważniejszej imprezie czterolecia. Od początku było więc wiadome, że Polaków czeka turniej kwalifikacyjny, czyli czwarty  przystanek na tej szalonej trasie koncertowej Heynena. Pech chciał, że na scenie usytuowanej w Gdańskiej Ergo Arenie przyszło im się mierzyć z Francją, czyli rywalem, z którym mamy bardzo niekorzystny bilans…

Najpierw jednak biało-czerwona orkiestra musiała odbyć dzień wcześniej próbę, by w najważniejszym dla nich dniu wszystko obyło się bez wpadki. Piątkowy mecz z Tunezją był więc sprawdzianem idealnym. Niezbyt wymagający rywal pozwolił dyrygentowi Heynenowi przetestować wszystkich zawodników, którzy nie zawiedli i zostawili po sobie dobre wrażenie. Szczególnie, ku uciesze ekspertów oraz kibiców, dobrze zaprezentował się kapitan Michał Kubiak, który tydzień wcześniej w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera był cieniem samego siebie. Biało-czerwoni wygrali 3:0 i mogli już przygotować się na kolejne spotkanie.

Mecz rozpoczął się dla nich idealnie. Wychodziło wszystko to, co dzień wcześniej, jak i przez cały okres przygotowawczy, było ćwiczone. Na rozegraniu imponował Fabian Drzyzga, który rozgrywał zamiennie piłki w każde możliwe miejsce do atakowania, a jego koledzy bombardowali nimi bezradnych Francuzów. Dobrze funkcjonował blok, który notorycznie powstrzymywał głównego wokalistę rywali, Earvina Ngapetha. W przyjęciu imponował natomiast Wilfredo Leon, a także obaj libero, Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek. Pierwsza partia skończyła się wynikiem 25:21 dla gospodarzy.

Druga odsłona zaczęła się dosyć wyrównanie. Gra punkt za punkt toczyła się do pierwszej przerwy technicznej. Po niej jednak Polacy ponownie odskoczyli na kilka punktów i utrzymali taki stan do końca. Trzeci set miał identyczny przebieg, jak drugi i Polska mogła wreszcie zacząć świętować.

To jednak nie koniec przygody w turnieju kwalifikacyjnym. W niedziele podopiecznych Heynena czeka kolejny sprawdzian, tym razem z reprezentacją Słowenii. Główny koncert wypadł tak dobrze, że kibice już oczekują bisu. Presja na siatkarzach jest jednak mniejsza, bo do awansu potrzebny jest zaledwie jeden set, a to w przypadku formy biało-czerwonych powinno być formalnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *