.

Prawdziwe kobiety mafii. Bezwzględne. Mściwe. Delikatne.

Lata 20 i 30 XX. wieku to w Stanach Zjednoczonych czas prohibicji. Ze względu na wzrost przestępczościpod wpływem alkoholu, rząd zakazał jego dystrybucji, co spotkało się z szerokim niezadowoleniem społeczeństwa. Dobre intencje władz nie odniosły zamierzonego celu, a zamiast tego dały początek prężnej działalności gangsterskiego półświatka.

Nielegalna sprzedaż procentowych napojów rozwijała się w błyskawicznym tempie, a kolejne mafie wyrastały jak grzyby po deszczu, szczególnie w Chicago, które w tamtym czasie było miastem przejętym przez włoskich i irlandzkich imigrantów. Obie te nacje toczyły ze sobą nieustającą wojnę, która przekładała się na życie wszystkich mieszkańców.

Przede wszystkim żona i matka

W Chicago przez długie lata królował Al Capone, który przez wielu uważany jest za gangstera wszech czasów. Stał na czele gangu Outfit i zajmował się nie tylko przemytem alkoholu, ale również innymi przekrętami, przez które wiele razy otarł się o śmierć, nie tylko z ręki policji, ale również konkurencyjnych mafii. Odbył także kilka odsiadek w więzieniach, m.in. w owianym złą sławą Alcatraz.

30 grudnia 1918 roku ożenił się z Mae Josephine Coughlin, która za wszelką cenę starała się nie zauważać, czym zajmuje się jej mąż. Nie zadawała pytań. Capone był dobrym mężem oraz troskliwym ojcem. Mieli bowiem syna – Alberta Francisa, do którego wszyscy mówili „Sonny”. Chłopiec był niestety wątłego zdrowia i wymagał specjalistycznego, i kosztownego leczenia, jednak gangster był w stanie zapłacić każdą sumę, by dziecko miało zapewnioną najlepszą opiekę. Dlaczego więc Mae miałaby zwracać uwagę na wszechobecną broń, czy to, skądmążbierzetakniebagatelnepieniądze?

Mae była z pochodzenia Irlandką, więc z punktu widzenia tamtych czasów wychodząc za Włocha, popełniła mezalians. Z natury delikatna i cicha kobieta nie miała łatwego życia jako pani domu, ponieważ głośna, włoska familia Capone skutecznie tłamsiła jej ambicje. Odsuwała się więc w cień, całą swą uwagę zwracając ku chorowitemu dziecku, podczas gdy matka i siostra Ala wiodły prym w domu.

Mae kochała swojego męża, dlatego każde zatrzymanie czy odsiadka w więzieniu niezwykle mocno odciskały piętno na jej zdrowiu. W wieku dwudziestu ośmiu lat ta szczupła blondynka wśród jasnych pasm miała już widoczne siwe włosy. Szczególnie emocjonalnie przeżyła pobyt Capone w Alcatraz, gdzie nie mogła go odwiedzać, a on miał prawo wysyłać jedynie dwa listy miesięcznie. Zaczęła coraz częściej dostawać również wiadomości, że Capone ma napady szału, co nie wróżyło niczego dobrego. Gangster zza krat został odsunięty od kryminalnej władzy i stracił na znaczeniu w przestępczych kręgach. W końcu zmarł w 1947 roku po przebytym udarze mózgu, a wierna Mae pochowała go na cmentarzu Mount Olivet
w Chicago, gdzie również spoczęli jego brat i ojciec.

Idealna narzeczona, o ile spieszy Ci się na drugą stronę

Margaret Collins niezwykle często bywała na cmentarzach w czarnej sukni,opłakując kolejnego ukochanego. Wśród mafijnego towarzystwa okrzyknięto ją mianem Pocałunku Śmierci, ponieważ każdy, kto się z nią związał, mógł być pewny, że dostanie kulkę szybciej, niż zdąży się obejrzeć. Co ciekawe, Margaret po każdym z takich pogrzebów zmieniała kolor włosów i od nowa szukała szczęścia w ramionach kolejnego śmiałka, który kończył jak jego poprzednik, gdy tylko ośmielił się pomyśleć, że zdołał przechytrzyć fatum.

Co sprawiało, że związek z tą kobietą zawsze kończył się tragicznie dla mężczyzn? Cóż, Margaret lubiła wystawiać swoich ukochanych na próby i żądać od nich najróżniejszych dowodów bezgranicznej miłości, dlatego nie cofała się przed żadnymi kaprysami. Na swoje nieszczęście jej partnerzy robili wszystko, by sprostać wymaganiom i spełnić jej próżne,
a nieraz i dziwaczne zachcianki.

W grudniu 1923 roku pojawiła się ze swoim nowym gangsterskim chłopakiem – Johnem Sheehy’em w klubie Rendez-Vous przy Diversey Parkway 626. Tam szybko oddała się jednej ze swoich ulubionych rozrywek – piciu na umór. Już dobrze podchmielona poprosiła kelnera o wiaderko z kostkami lodu, jednak ten ją zignorował, co nie skończyło się dla niego dobrze. Margaret kazała bowiem swojemu towarzyszowi, by wymierzył karę kelnerowi za to, że tak ją potraktował. Sheehy co prawda zabił mężczyznę, jednak sam również zginął od policyjnych kul, gdy w lokalu wybuchła awantura. I tak oto Pocałunek Śmierci odprowadził na miejsce wiecznego spoczynku swoją pierwszą ofiarę.

Potem w jej życiu pojawił się niejaki John Phillips, który bardzo szybko w podobny sposób, bo również przy barze i również podziurawiony przez kulki, podzielił los swojego poprzednika.

Następny w kolejce był Dean O’Banion – głowa gangu North Side, który trząsł całym Chicago. Tym razem jednak Margaret musiała zadowolić się mianem „przyjaciółki” O’Baniona, ponieważ ten był oddanym mężem. Mimo takiego układu, jemu również nie udało się uciec przed kostuchą.

Pod koniec 1924 roku Margaret wybrała się z gangsterem, jego żoną oraz drugim powiązanym z nim przestępcą – Mikiem Carozzo i jego partnerką na kolację. Podczas wieczoru wszystkie trzy kobiety niestety nie przypadły sobie do gustu, a wybuchowy charakter lubiącej alkohol Collins wcale nie pomógł w zażegnaniu konfliktu, który szybko przeniósł się na panów, stojących w obronie swoich partnerek.

Afera miała ciąg dalszy poza restauracją, dlatego gangsterskie porachunki pomiędzy obecnymi na tym feralnym spotkaniu zaczęły pojawiać się na porządku dziennym. Finał tego wszystkiego był taki, że 10 listopada 1924 roku O’Banion został znaleziony martwy ze śladami postrzałowymi m.in. w głowę.

Wtedy pojawił się Irving Schling, który naśmiewał się z domniemanej klątwy swojej partnerki, do czasu aż sam zaliczył kulkę, a Margaret musiała wyprawić pogrzeb swojego kolejnego ukochanego.

Kobieta nieoczekiwanie trafiła na partnera, który oszukał przeznaczenie. Nazywał się Sol Feldman i jako jedyny z wielu mężczyzn Collins nie dał się dopaść. Co prawda otarł się
o śmierć, jednak ostatecznie wyszedł z tego cały i zdrowy, po czym zakończył swój związek
z Czarną Wdową.

Policja, której wyczyny Margaret Collins nie były obce, nigdy nie zdołała udowodnić kobiecie żadnej winy. Mimo że pojawiało się wiele głosów, że to właśnie ona stoi za każdym z morderstw na byłych ukochanych, nie znaleziono żadnych śladów, które mogłyby ją obciążyć przed sądem.

Blondynka z alibi na wszystko

Miała zrobić karierę aktorki, jednak sen o Hollywood nigdy się nie ziścił. Zamiast tego Louise Rolfe została gwiazdą… kabaretu w chicagowskich pubach. Nie trudno się domyślić, że dla dziewczyny, która swoim marzeniom poświęciła wszystko, nawet edukację, taka rzeczywistość przynosiła codzienne prawdziwe rozgoryczenie.

Może właśnie dlatego często piła i równie często siadała w takim stanie za kółko, co miewało tragiczny skutek. Ta drobna blondynka, zanim jeszcze poznała swojego gangsterskiego partnera, miała więc na sumieniu już kilka ludzkich istnień.

Jack McGrun – bo tak nazywał się jej wybranek, nie był pierwszym lepszym drobnym złodziejaszkiem. McGun zwany „Rozpylaczem” był jednym z najbliższych wspólników króla chicagowskiej mafii – Ala Capone. Z takim towarzystwem Rolfe szybko mogła wspiąć się na drabinie społecznej gangsterskiego półświatka, by zająć tam niczego sobie miejsce.

Nowa dziewczyna McGuna miała niezwykle przydatny talent do kokieterii i manipulacji płcią przeciwną, co pewnego razu zapewniło mu alibi i uchroniło od wielu lat odsiadki. Ani policjanci, ani sędziowie nie potrafili oprzeć się jej urokowi, który na każdym kroku bronił ją oraz jej ukochanego przed wymiarem sprawiedliwości.

Blond Alibi – bo taki przydomek szybko przylgnął do Louise –kryła go m.in. po krwawej masakrze na gangsterach z konkurencyjnej grupy, których „zlikwidowali” ludzie Capone. Wśród nich najprawdopodobniej znalazł się właśnie „Rozpylacz”. To wydarzenie z 1929 roku przeszło do kryminalnej historii Chicago, jako dzień św. Walentego, czyli jak się nie trudno domyślić 14 lutego.

Niestety dla McGuna związek z tą kobietą nie skończył się szczęśliwie. Został zastrzelony
w kręgielni. Co ciekawe, to zatroskana Louise wcześniej tego dnia zadzwoniła do swojego ukochanego, by przypomnieć mu o tym wyjściu. W mafijnym środowisku byłby to naprawdę niezwykle niefortunny zbieg okoliczności…

Ikona mafii, która marzyła o Hollywood

Bonnie Elizabeth Parker zapisała się na kartach gangsterskiej historii jako nieodłączna partnerka w zbrodni Clyde’a Barrowa. Nim jednak w wieku dwudziestu czterech lat zginęła podziurawiona jak sito przez policyjne kule, jak wiele kobiet przed nią, również marzyła
o karierze w Hollywood.

Od dziecka uwielbiała występy przed publicznością, jednak dużo bardziej lubiła improwizować, niż trzymać się scenariusza. Gdy więc kilkuletnia Bonnie razem z innymi dziećmi miała zaśpiewać pieśń religijną, postanowiła zmienić repertuar i wykonać… balladę country, pt.: „To jest diabeł w swoim własnym mieście”. Zebrani długo nie mogli zapomnieć takiego wydarzenia.

Gdy poznała Clyde’a początkowo wraz z nim dopuszczała się drobnych wykroczeń czy kradzieży, jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego para szybko pozbyła się jakichkolwiek hamulców, mordując z zimną krwią kilkanaście osób.

Kryli się długo, jednak w końcu dopadła ich policyjna obława. Podczas pościgu w ich samochód w ciągu szesnastu sekund zostało wystrzelonych sto pięćdziesiąt kul, które dosięgły celu. Clyde zginął prawdopodobnie od razu, od jednego strzału w skroń, jednak jego partnerka nie miała tyle szczęścia, ponieważ w jej ciele utknęło ponad czterdzieści pocisków.

Każda z tych kobiet miała swoją własną historię. Każda z nich kochała i była kochana. Diamenty, futra, sportowe samochody – to wszystko było ich własnością, do momentu aż nie trafiły do więzienia lub nie dosięgła ich śmiertelna kulka. Żyły każdą chwilą zawsze z bronią w dłoni. Takie były prawdziwe kobiety mafii. Bezlitosne, mordercze, ale wciąż delikatne
i wrażliwe, jak każda z nas.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *