Jest studentką drugiego roku Finansów i Rachunkowości na UMCS-ie. Studia łączy z prężnie rozwijającą się karierą i pracą barmanki w klubie.  Liczne obowiązki nie przeszkadzają jej w byciu wartościowym człowiekiem. O wyzwaniach w konkursach piękności rozmawiamy z Klaudią Krzesiak vel Czyżewską, ćwierćfinalistką Miss Polski i finalistką Miss Lubelszczyzny oraz prestiżowego konkursu „Queen of Poland”.

Kamil Wroński

Archiwum własne

Wchodząc na twój profil na Facebooku, można przeczytać „Klaudia Krzesiak vel Czyżewska”. Rozumiem, że „vel Czyżewska” to twój pseudonim artystyczny

Nie, to nie jest żaden pseudonim. (Śmiech) To całe moje nazwisko. Tak mam w dowodzie i we wszystkich dokumentach. Nie mogę się podpisać inaczej, bo jest nie jedna „Klaudia Krzesiak”. Nawet organizatorzy konkursów Miss wielokrotnie mnie o to pytali. Odpowiadam więc jeszcze raz, to jest całe nazwisko wyłącznie po tacie. Dobrze, że nie mam jeszcze jednego po mamie. (śmiech)

Brałaś udział w konkursach Miss Lubelszczyzny i Miss Polski. Jak porównałabyś oba te wydarzenia?

Trudno mi porównać oba te wydarzenia, bo w Miss Lubelszczyzny dotarłam do samego końca, natomiast udział w Miss Polski zakończyłam na ćwierćfinale. Ćwierćfinał to kolejny etap, z którego można awansować do półfinału i dopiero wtedy uczestniczyć w zgrupowaniach. Dlatego bardzo trudno porównać mi oba te miejsca, bo w zgrupowaniach Miss Polski po prostu nie uczestniczyłam. Jedyne co mogę powiedzieć to, że zmienia się Jury. Widzi się na żywo prawdziwe gwiazdy: piękną Kamilę Świerc, czy Klaudię Kucharską, pana Geralda i wielu innych, o których słyszy się na gali finałowej w Polsacie. Na Miss Lubelszczyzny, można spotkać naszych blogerów Boforgo, czy byłe uczestniczki, finalistki Miss Lubelszczyzny na przykład Anię Jakubik, Blankę Tichoruk, która jest też menadżerką Happy Perform Team.

Co najbardziej zapamiętałaś ze zgrupowań Miss Lubelszczyzny, w których uczestniczyłaś?

Najlepiej zapamiętałam dziewczyny. Miałyśmy naprawdę świetny kontakt. Nie chciałyśmy się nawet rozstawać po tej gali finałowej. Zbliżyły nas wszystkie te konkursy, w których wspólnie uczestniczyłyśmy. Przykładowo miałyśmy godzinę na zrobienie sobie takiej małej sesji zdjęciowej Chodziłyśmy takimi grupkami, nawzajem sobie doradzając. To jest naprawdę miłe wspomnienie, szczególnie samo przygotowanie do gali, choreografie. Przed samym finałem same śmiałyśmy się ze siebie, że tyle razy to ćwiczymy, a nadal popełniamy te same błędy. Jest to wspaniałe wspomnienie.

Powiedziałaś, że zdarzały się wam błędy. Były jakieś wpadki organizatorów albo uczestniczek w trakcie konkursu?

Wydaje mi się, że nie było żadnych typowych wpadek organizatorów. Pamiętam jednak inną bardzo zabawną sytuację, z której śmiałyśmy się z dziewczynami do łez. Jedna z organizatorek Gosia z Borforgo wybrała do swojego pokazu piosenkę „Party Maker”. (śmiech)

 

Archiwum własne

A w jaki sposób dostałaś się na konkurs Miss Polski? Nie każda finalistka Miss Lubelszczyzny ma taki zaszczyt.

Do ćwierćfinału Miss Polski przechodzi Miss, wicemiss i dziewczyny, które dostaną zieloną kartę. Zostały wręczone takie trzy. Dzięki panu Gerardowi ja również dostałam taką kartę.

Przygotowywałaś się do udziału w tych konkursach? Czy wyszło to tak bardziej spontanicznie?

Do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy pójść na casting, ale zaryzykowałam. Co do przygotowań, to do tego nie da się przygotować. Trzeba po prostu być sobą. Na przykład rozmowa z jury, sprawdza, czy umiemy się spontanicznie wypowiadać i być w miarę elokwentne.

Jaka atmosfera panuje na takich wydarzeniach? Ile jest prawdy w opowieściach o niezdrowej rywalizacji.

To wszystko jest trochę przerysowane. My z dziewczynami naprawdę się zakolegowałyśmy. Czułyśmy się jak taka wielka grupka znajomych. Pamiętam, że jedna z dziewczyn miała urodziny. Jako że nie miałyśmy dostępu do żadnej ekskluzywnej cukierni, to kupiłyśmy jej pączka, w którego włożyłyśmy 19 zapałek. Nie było żadnej rywalizacji.

Prawie jak jedna wielka rodzina?

(Śmiech) Może nie aż tak, ale naprawdę zaprzyjaźniłyśmy się z dziewczynami.

Archiwum własne

A teraz wróćmy do samego początku… Co Cię skłoniło do spróbowania swoich sił w takim konkursie?

Zawsze uważałam, że takie konkursy są nie dla mnie. Jak tak patrzyłam na te dziewczyny, to myślałam: „Ona jest wyższa ode mnie, ładniejsza”. Nie można się tak do kogoś porównywać, bo każda z nas jest inna i ma w sobie charakterystyczne piękno. Właśnie dlatego postanowiłam wziąć udział w takim konkursie. Uznałam, że warto spróbować.

Powiedziałaś, że zawsze patrząc na dziewczyny, które osiągały sukcesy w modelingu, myślałaś: „Ona jest wyższa”.  A ile Ty masz wzrostu?

170 cm.

Pytam, bo podobno, aby wybić się w tym zawodzie trzeba mieć powyżej 175….

Jeśli chodzi o miss, to wzrost nie jest aż taki ważny. 175 jest minimalny, ale dla modelek wybiegowych. W przypadku miss nie musimy być aż tak wysokie, ale z drugiej strony, nie możemy być również za niskie.

Co w takim razie trzeba mieć, aby przechodzić kolejne etapy. Liczy się przecież nie tylko wygląd zewnętrzny.

Po prostu trzeba mieć to coś, być pewnym siebie i angażować się w to, co robimy. Ja zawsze starałam się być przede wszystkim sobą. Nie ma się czego bać, nawet jeśli nie umie się pozować. Wszystkim zależy, by każda z nas wypadła jak najlepiej. Jesteśmy wizytówką miasta, które reprezentujemy.

Miss Polski, to nie jedyny konkurs piękności w którym brałaś udział, prawda?

KKvCz: Tak, brałam udział w Queen of Poland. Jest to konkurs piękności, w którym do ścisłego finału wybierane jest 14 kandydatek. Bardzo miło wspominam to wydarzenie. Pierwsze zgrupowanie miałyśmy w Jastrzębiej Górze, aby przygotować choreografię na galę finałową. Drugie odbyło się w Grecji na wyspie Kos, gdzie miałyśmy zapewnione wspaniałe atrakcje, takie jak: rejsy statkiem, wycieczki, spotkanie z burmistrzem wyspy, przejażdżka konno o zachodzie słońca, sesje zdjęciowe czy wywiady. Najlepiej jednak wspominam próby, które miały pomóc nam w opanowaniu choreografii do gali, przymiarki sukien wieczorowych, koktajlowych i wreszcie samą galę finałową. Poza tym wszystko było nagrywane przez telewizję Polsat, a już 30 listopada będzie transmisja naszego wyjazdu. Podobało mi się, że byłyśmy punktem zainteresowania dla lokalnych mediów i ludzi, którzy dokładnie obserwowali każdy nasz ruch. Spotkałyśmy się również z miłym przyjęciem przez właścicieli lokali, którzy zapraszali nas na darmowe napoje. Udział w Queen of Poland był dla mnie prawdziwą przygodą życia.

Na zakończenie chciałbym Cię poprosić, abyś wybrała 3 najważniejsze rzeczy potrzebne, by osiągnąć sukces w konkursach piękności? W końcu nie każdej dziewczynie się to udaje, a dla wielu nawet udział pozostaje to szczytem marzeń.

Przede wszystkim byś sobą, nie bać się i próbować. To są moim zdaniem 3 najważniejsze rzeczy. Jeśli będziemy sobą, to świat i ludzie to docenią.

 

Archiwum własne

 

 

By Kamil Wroński

Jestem studentem Dziennikarstwa i komunikacji społecznej oraz Politologii na UMCS. Uwielbiam kontakt z drugim człowiekiem, bo uważam, że każdy można nas zainspirować do wielkich rzeczy. Od dobrych kilku lat działam w Polformance, i w kołach naukowych: Politologicznym i Dziennikarskim. Kiedyś wiązałem swoją przyszłość z dziennikarstwem (zdarzało mi się pisywać dla Dziennika Wschodniego). Najczęściej zajmowałem się tematami sportowymi i politycznymi. Teraz sam chciałbym stać się częścią świata polityki. Tworzenie nowej rzeczywistości jest znacznie bardziej intrygujące od jej komentowania. Hobbystycznie zajmuje się pisaniem wierszy. Nie mam marzeń. Mam cele, które sukcesywnie realizuję. No dobra jedno marzenie mam. Chciałbym postawić sobie Exegi Monumentum - na zawsze zapisać się w ludzkich sercach i umysłach. Wtedy będę mógł śmiało powiedzieć, że moje życie było naprawdę spełnione

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *