Felieton Sport

Reprezentacja w mediach, czyli wyniki same się nie bronią

Swego czasu, gdy polska piłka przeżywała swoiste wieki ciemne, najlepsi kibice na świecie śpiewali: „Nic się nie stało!”. Dziś, gdy na dwa mecze przed końcem eliminacji, narodowa reprezentacja może już spokojnie szykować się na Euro 2020, słychać jedynie: „Brzęczek out”, „Brzeksit” i tym podobne. Dlaczego więc cała otoczka, która na co dzień przytula się do kadry, w takich chwilach zamienia się w malkontenta?

Jako student dziennikarstwa muszę spojrzeć na reprezentację Polski okiem medioznawcy. Nie od dziś wiemy, że to media najsilniej wpływają na pogląd danej sytuacji przez odbiorcę, gdyż kreują pewien wizerunek powielany przez nieświadomego widza, czy słuchacza. Tak też od roku dzieje się z Jerzym Brzęczkiem i jego zawodnikami, którzy z każdym kolejnym okresem reprezentacyjnym muszą intensyfikować swoje reakcje względem takich zachowań.

Od samego wyboru przez Zbigniewa Bońka, aktualnego Prezesa PZPN, następcy Adama Nawałki na stanowisko trenera kadry, każde słowo wypowiadane przez Bońka czy też przez Brzęczka jest traktowane jako żart. Początkowo można było to traktować jako próbę pogodzenia się przez niektórych dziennikarzy i ekspertów z nową sytuacją w reprezentacji. Każdy przyzwyczaił się chyba do widoku Nawałki przy linii bocznej boiska jako dyrygenta biało-czerwonej orkiestry. W tamtym czasie zmienił się jednak kapelmistrz, kilku muzyków wypadło z formy, a na sześć pierwszych występów znaleźliśmy tylko dwa akty, po których można było niemrawo bić brawo.

Jerzy Brzęczek selekcjonerem jest od roku. Przez ten czas większość osób, które uważają się za ekspertów, patrzy na jego ręce i ruchy bardziej, niż na drogę przed sobą. Każda wypowiedź Brzęczka, zawodnika lub innej osoby ze sztabu jest tak przekazywana, że jako odbiorca mam wrażenie, że naszym dobrem narodowym kieruje jakiś amator. Do kanonu „brzęczkowej krytyki” przeszedł już tekst sprzed meczu Polska kontra Austria, którego trener użył w stronę wchodzącego zawodnika. „Krystian, próbuj” było odmieniane przez wszystkie przypadki i… mało którym portalom chciało się zagłębić w jego dalszą część. W tamtej chwili liczyło się tylko, by odpowiednio sprzedać tekst, który na pewno będzie „klikalny”.

Od krytyki uciekają dziennikarze telewizyjni, którzy pracują przy kadrze już wiele lat. Wynika to z faktu, że oni najlepiej wiedzą, jak wyglądają zgrupowania, a także, że Jerzy Brzęczek próbuje zawodnikom przełożyć swoje założenia taktyczne. Oni tez najlepiej pamiętają o tym, że reprezentacja to nie jest klub i tutaj ma się tylko kilka dni na przećwiczenie paru schematów. Niestety polski kibic o tym zapomina i stawia przede wszystkim przed samym sobą zbyt wysokie oczekiwania.

Suchej nitki po Jurku nie zostawia Jan Tomaszewski, bramkarz, który „zatrzymał Anglików na Wembley”. Z nim związane jest dosyć ciekawe zjawisko, gdyż do tej pory jego wypowiedzi o charakterze piłkarskim, szczególnie jeśli odnosił się do Adama Nawałki, spotykały się z krytyką. Gdy jednak Tomaszewski nie oszczędzał w słowach mówiąc o Brzęczku, można było usłyszeć komentarze: „Panie Janku, w końcu mogę się z Panem zgodzić”. Dlaczego osoba jego pokroju domaga się zwolnienia selekcjonera, skoro awansowaliśmy na Euro?

Tomaszewski uważa również, że na mistrzostwa z Brzęczkiem pojedziemy jako „chłopcy do bicia”. Czytając tego typu komentarze pozostaje mi niesmak, gdyż podobnie było w 2014 roku, kiedy przed meczem z Niemcami z góry skazywani byliśmy na porażkę. Można tez cofnąć się jeszcze wstecz, do pamiętnego spotkania na Wembley z Anglią, gdzie też byliśmy na straconej pozycji, a do dziś kojarzymy ten mecz ze „zwycięskim remisem”.

Dlaczego nasza kadra musi skupiać się na reakcjach na hejt i przesadzoną krytykę? Zarówno media jak
i eksperci nie ułatwiają takim zachowaniem pracy zawodnikom i trenerowi. Tworzą cały czas swoją własną rzeczywistość, aby było o nich głośno lub po prostu chcą stać się rozpoznawalni. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzeniem, że słaby występ na Euro 2020 nie będzie winą piłkarzy w stu procentach, ale mediów, które szukają dziury w całym. Spójrzmy na to z innej strony, jedziemy na imprezę przyszłego roku z utalentowanym zespołem i poczekajmy… Jeżeli tam się nie uda to czy stanie się coś wielkiego? W końcu nawet Nawałka trzeci mecz grał o honor.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *