Recenzja

Album niespodzianka

What in the world are we going to do?

Look at what everybody’s going through

What kind of world do you want it to be?

Am I the future or the history?

22 listopada był świętem dla wszystkich fanów zespołu Coldplay, a to za sprawą premiery nowej płyty Everyday life. Jest dosyć… ciepła –
w sam raz wpisuje się w tę chłodną, jesienną pogodę.

Krążek różni się od poprzednich, a w szczególności od poprzedzającego go – wydanego cztery lata wcześniej – albumu, A Head Full of Dreams. Choć według mnie, momentami można wyraźnie usłyszeć „stary Coldplay”.

Dzieło składa się z dwóch części: „Sunrise” oraz „Sunset”. Znajdziemy tam 16 kawałków. Powiedziałabym, że jest to raczej mieszanka stylów, gatunków i nastrojów. Słyszymy na przemian nostalgię i radość. Spójność przechodzenia utworu do kolejnego nadają wstawione dźwięki ulicy.

Nie wiem czy to dobre określenie, ale piosenki wydają się być „swobodne”, ponieważ jak mówi nam sam tytuł, dotyczą jakby codziennego życia. W klimat wprowadza poruszające „Sunrise”, na który składają się skrzypce w towarzystwie orkiestry. Gdy zamkniemy oczy, znajdziemy się w zupełnie innej, powiedziałabym dramatycznej przestrzeni. „Church” przypomina już wesoły, radiowy kawałek – zupełny kontrast do poprzedniej. Kolejno, „Trouble In Town” to uspokajający, przyjemny utwór. Później wesoły utwór w towarzystwie chóru, „Daddy” – piosenka w bardzo ich stylu.

Nie zapominajmy o tekstach. Cały album jest jak zawsze liryczny, a przede wszystkim dojrzały. Ich teksty nie bywają banalne. To ważny aspekt dzisiejszej muzyki.

Ku niespodziance (może niekoniecznie miłej) wobec fanów, zespół zrezygnował z trasy koncertowej promującej płytę ze względu na… dbałość o ekologię. Przez długi czas nikt nie wiedział, że zespół szykuje nową płytę. Premierę poprzedziła kampania, mająca miejsce dopiero
w październiku. Okładka albumu została pokazana na tajemniczych plakatach w różnych miejscach na całym świecie, nawet
w Warszawie. Oparta jest na zdjęciu z 1919 roku zespołu pradziadka gitarzysty Jonny’ego Bucklanda. Lista utworów pojawiła się już kilka dni później… jako ogłoszenie w brytyjskiej prasie.

Jak to zawsze bywa, opinie są skrajne. Niektórzy fani piszą, że jest to dosyć ryzykowna płyta, „fajnie, że chłopaki eksperymentują. To w muzyce jest potrzebne, a nawet konieczne (…)”, „najsłabszy jak dotąd album od nich” — możemy przeczytać na facebook’owej grupie Coldplay Poland Grupa-Oficjalny Fanklub.

Foto. źródło: https://www.cgm.pl/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Studentka II roku I stopnia Produkcji medialnej na UMCS-ie. Związana z Telewizją Akademicką TV UMCS. Zainteresowania: plastyka, sport, muzyka.