Kultura Relacja

O śmierci na żywo

Przełom października i listopada to przede wszystkim śmierć: obumiera przyroda, psują nam się humorki, przebrani w prześcieradła straszymy się nawzajem w Halloween, by następnego dnia podejść do sprawy poważniej i celebrować Wszystkich Świętych. Jakby tego ponuractwa było mało, na ten czas przypadła także trasa zespołu Nagrobki.

 W skład zespołu nie wchodzą ani grabarze, ani kostuchy, tylko Maciej Salamon (gitara, wokal) i Adam Witkowski (perkusja, wokal), artyści znani wcześniej m.in. z punkowej formacji Gówno. Jak można dowiedzieć się z bandcampa Nagrobków oraz bardzo ładnej ulotki skradzionej przeze mnie z miejsca koncertu – swoją muzykę określają jako autorską mieszankę gitarowego noizu, zimnej fali, big beatu oraz wczesnego black metalu. Choć muzycznie jest to bardzo udane połączenie, to największą siłą grupy są przede wszystkim teksty, które łączy koncept śmierci i przemijania. Raz jest to śmierć bliska i powszednia – ot, kogoś właśnie pochowano – innym razem przybierająca postać choroby toczącej sąsiadów albo tajemniczego miejsca, z którego nie ma powrotu. Powiedzieć, że sporo u Nagrobków czarnego humoru, to jak nie powiedzieć nic. Tylko oni mogli wydać tak fantastyczną piosenkę o kremacji:

 

Spalam się i już mnie tu nie ma

Roznosi mnie wiatr po nowych terenach

To, co masz dziś w nosie, to właśnie ja!

Byłem H2O, jestem CO2!

Nagrobki – Spalam się

 

Od mniej więcej trzech lat obiecywałam sobie zobaczyć ich na żywo, ale zawsze wypadało coś, co skutecznie odwodziło mnie od tych planów. W końcu jednak dotarłam na koncert, który odbył się 19 października w DDK Węglin. Tam w niewielkiej salce zgromadzili się fani i najwięksi fani, wiernie wspierający Nagrobki w szaliczkach i koszulkach zespołu. Co jak co, ale merch mają świetny.

 

To tylko jeden z wielu przykładów humoru á la Nagrobki. (źródło: facebook.com/zespolnagrobki)

 

Większą część setlisty wypełniły piosenki z nowego albumu Pod ziemią. Do każdej z nich przygotowano specjalne wizualizacje – odręcznie pisane teksty (z zastrzeżeniem, że to nie jest tak, że oni znają swoje teksty najlepiej na świecie, więc mogła pojawić się pewna nieścisłość), ozdobione często prostymi rysunkami. Ale jakimi! Jeśli chcecie zobaczyć jedyne w swoim rodzaju uśmiechnięte czaszki i trumienkę w dziecięcej czapeczce ze śmigłem (powaga), to serdecznie zapraszam was do sprawdzenia playlisty z najnowszą płytą:

 

 

Prócz świeżynek, Nagrobki zaprezentowali też ulubione bangery publiczności: Zarazę, Kolejny rok w urnie i bardzo przeze mnie wyczekiwaną Matkę jedyną, mglistą kołysankę opowiadającą o tytułowej matce i jej zaginionym synu. Ta ostatnia większością głosów przestała być uznawana za balladę, niewielu z nas bowiem zapaliła się w serduszkach wewnętrzna zapalniczka, tak pożądana podczas wysłuchiwania rzewnych pieśni. Setkę dopełniły dwa utwory powstałe we współpracy z Mikołajem Trzaską, pochodzące ze ścieżki dźwiękowej spektaklu Koniec Wielkiej Wojny, czyli To już chyba koniec (przewrotnie zagrany na samym początku) oraz Smutno mi Boże. Zabrakło niestety Na śmierć zapomniałem z debiutanckiej epki Pańskie wersety. Nie było to może ambitne wydawnictwo, żeby nie powiedzieć słabe, ale jak na żartobliwy eksperyment, dość skutecznie zainteresowało słuchaczy sceny niezależnej tym właśnie utworem.

 

 

Zaraźliwe poczucie humoru Maćka i Adama zabawnie kontrastowało z posępnymi tekstami piosenek, przez co mam jeszcze większe trudności z rozróżnieniem, co w Nagrobkach jest żartem, a co na serio – i chyba właśnie w tej zacierającej się granicy tkwi cała ich wyjątkowość.

Jak wiadomo, nieodłącznym elementem każdego dobrego koncertu jest rytualne skandowanie NAPIER****Ć, gdy zespół opuszcza scenę na minutę lub dwie, by „niespodziewanie” na nią powrócić. Ale Nagrobki postanowili nauczyć nas kultury i wypromowali wśród fanów nowe hasło: GRAJ UTWORY, BAR-DZO-PROSZĘ!

 

Cieszę się kochanie, że od wczoraj nie żyję

Nie ma w trumnie radia, od jedzenia nie tyję

Dużo mnie omija, ale mało dobrego

Zostań tam, gdzie jesteś aż do dnia ostatniego

Nagrobki – Spowiedź umarłego

 

Tak też poprosiliśmy, ale hitowa Spowiedź umarłego z nowej płyty okazała się zbyt trudna do przeniesienia jej na żywo. Trochę kręcę na to nosem, bo kawałek pochodzi z repertuaru Gówna, a wcześniejsza, surowsza wersja tej piosenki byłaby w sam raz. Cóż, jednak to zespół dyktuje warunki i w zamian dostaliśmy na koniec świetne, głośne i bardzo żywe wykonanie Martwych.

 

 

Pod ziemią i występ w DDK Węglin tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto dalej śledzić poczynania Nagrobków, które z każdą kolejną płytą oddalają się od marnych Pańskich wersetów z początku 2014 roku i przekształcają w prawdziwie ambitny projekt. Niecierpliwie zacieram więc łapki na kolejną trasę. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi na nią długo czekać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *