Gra The Sims od ElectronicArts i wytwórni Maxis to najbardziej znany i najlepiej sprzedający się symulator życia. Cała seria zdobyła mnóstwo fanów na całym świecie, którzy pewnymi modyfikacjami próbowali udoskonalić rozgrywkę, tak by przekładała ona realia w skali niemalże jeden do jednego. Czy wyszło to na dobre?

Oczywiście, nie mam obiekcji przeciwko samej grze, ale mody (przeróbki w plikach package wykonane przez społeczność, które można pobrać i wprowadzić w sekwencję oprogramowania, posiadając legalną kopię) – tu już można polemizować. O ile jakieś graficznie lepiej przedstawiające się włosy dla naszej Simki czy kolejny model tatuażu dodany do sekcji „Stwórz Sima”, nie jest niczym złym – tak animacje i interakcje przywołujące na myśl najgorsze lub najdziwniejsze, a nawet mroczne scenariusze pozostawiają wiele do życzenia.

The Sims pierwotnie miało być pomocą dla architektów w projektowaniu domów i wnętrz, jednak ostatecznie wprowadzono elementy prowadzenia życia, co przypadło młodzieży do gustu i tak od stycznia 2000 roku aż po dziś dzień możemy cieszyć się grą. Obecnie, najnowszą wersją jest czwarta część, wydana w 2014 roku. Teraz EA stawia na jak najlepsze oddanie realiów, na tyle na ile może sobie pozwolić, bo ograniczenie wiekowe jest tylko dla osób do lat dwunastu.

Jednak w to nie grywają tylko nastolatkowie, ale też i dorośli, którzy wprowadzają swoją własną rzeczywistość za pomocą najdziwniejszych i najokropniejszych modyfikacji, jakie w życiu widziałam. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć niewinne obiekty, ubrania czy nawet wersję z apokalipsą zombie, ale są takie rzeczy, które powinny być poddane głębokim refleksjom nad samym sobą przed ich użyciem.Zacznę może wymieniać od tych mniej skandalicznych, które było mi dane gdziekolwiek zobaczyć, czy nawet (przyznaję się) doświadczyć na własnej skórze.

„Basemental drugs” to, jak nazwa wskazuje, mod zawierający narkotyki i wszelkiego rodzaju otumaniające używki. Można hodować tam marihuanę, upić Sima, wciągać amfę i koks oraz brać tabletki MDMA. Mało tego, można zadzwonić po szamana, który poda bliżej niezidentyfikowaną substancję, po której nasz ludek będzie miał najróżniejsze stany emocjonalne. Tak jak w prawdziwym życiu, tak i tutaj – od tego można się uzależnić, więc Simowie bez kontroli mogą sami zażywać jakieś medykamenty czy dopalacze.

Są także życiowe nieszczęścia i „Extreme violence”, gdzie z kolei sterowane przez nas postaci mogą wstąpić do gangu, dusić się wzajemnie, strzelać z pistoletu, dźgać przypadkowych ludzi nożem, porywać kogoś, bić, prześladować, popełniać samobójstwa, chorować na śmiertelne zakażenia i… twerkować za pieniądze. Wokół wszędzie leje się krew, a zadowoleni  Simowie biegają wokół z piłą łańcuchową, nucąc sobie wesołą melodię. Ot, zwyczajny dzień z bycia psychopatą!

To jednak ma się nijak w porównaniu do modyfikacji, w której można zmusić ludków do kanibalizmu i jedzenia własnych dzieci! Tak, wkraczamy w chore, zwyrodniałe oraz zboczone pomysły graczy na „udoskonalenie” The Sims. Niestety tutaj nazwa mi gdzieś uciekła, ale tak – można po urodzeniu małego Sima go zjeść. Dopóki oczywiście nie stanie się starsze, bo przyrządzić na grillu da się jedynie noworodka (lub osobę dorosłą w przypadku standardowej wersji). Co do brzdąców uczących się chodzić, mówić itd. to mogą one z kolei za pomocą „Deadly toddlers” zabijać. Niech nie zmylą te słodkie buźki i niewinne oczęta, z tym modem dzieci stają się naprawdę niebezpieczne.

No i teraz, skoro rozlew krwi się zakończył można otworzyć sekcję rodem z porno. „Hoe me Up” po zainstalowaniu sprawia, że istnieje dodatkowa szansa na zarobek – zostanie prostytutką. Oprócz sprzedawania własnego ciała, można jeszcze uprawiać erotyczny pole dance czy tańczyć przed kimś używając kanapy (lapdance). Mimo wszystko grupa WickedWhims przebiła każdą z wcześniej wymienianych modyfikacji. Forumowicze stworzyli serię animacji imitujących realny seks. Nie ma już niewinnego, simowego „Bara-bara”, ale zupełnie realistyczne sceny, niezakryte kołderką, niczym nieocenzurowane. Ba, nawet z tego, co wyczytałam jest możliwość doboru potencjalnie interesujących animacji czy poszczególnych „body parts”, więc można sobie odwalić więcej niż „50 twarzy Grey’a” w Simsach!

Analizując sens istnienia takich modów i rozdzielając minusy od plusów, dochodzę do wniosku, że coś jest nie tak. Pomijając, że paru degeneratów ma teraz się z czego cieszyć, to jednak większość społeczeństwa zmieniła swoje nastawienie do poszczególnych rozszerzeń. Nawet wprowadza mnie to w pewnego rodzaju dyskomfort, kiedy włączam jakiś durny filmik z gry, a tam szerzy się entuzjazm odnośnie tej patologii. Zastanawiam się, co ma w głowie osoba, której rozrywka ze zwykłego prowadzenia życia Simów zmieniła się w kwestie moralne typu: „Ej co będzie jak mój Sim zje niemowlaka?”. Pomimo śmiechu, emocji i adrenaliny z oglądanych co poniektórych animacji, trzeba poważnie przemyśleć, w którą stronę kierować oddawaną rzeczywistość i czy faktycznie mroczne sfery życia są czymś, co powinno zewsząd otaczać.

By Patrycja Dajos

https://open.spotify.com/user/995mn48iq3ym7iwpaa2r2o6ox?si=xG9YFZRfQCSLRDd-GAPBBA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *