Felieton Kultura

Nominacje do Złotych Globów 2020 – zasłużone czy naciągane?

Jak co roku Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej, jako swego rodzaju podsumowanie działalności artystycznej w zakresie filmowym i serialowym, w okolicach grudnia wystawia listę nominacji do nagród, które określa się mianem „tych przed Oscarem”. Kto się na niej znalazł, a kogo nie powinno na niej być?

Przede wszystkim, co może być  małym zaskoczeniem, platforma Netflix ma największe szanse na zdobycie chociażby jednej statuetki ze względu na ogólną ilość nominacji, bo jest ich aż siedemnaście. Trzeba przyznać, że nie próżnowali. Poza tym doceniono również wiele zasługujących na wyróżnienie produkcji, m.in. „Jokera” czy „Irlandczyka”. Jednak to tylko jedna kategoria, a jest ich dużo więcej.

Jako najlepszy film dramatyczny nominacje otrzymali twórcy poszczególnych dzieł: „1917”, „Historia małżeńska”, „Dwóch papieży” oraz wcześniej wspomniane przeze mnie „Joker” i „Irlandczyk”. Czy to dobry skład? Według mnie, jak najbardziej. Chociaż wszystkich filmów z tej listy nie znam, to przeczytałam o nich i wiem, że ten wybór ma sens i rację bytu. Tak samo z komediami i musicalami, gdzie z kolei pojawiają się takie tytuły jak: „Pewnego razu… w Hollywood” Quentina Tarantino, „Rocketman” – historia Eltona Johna, gdzie podążono za popularnością „Bohemian Rhapsody” i w podobnym stylu przedstawiono drogę na szczyt tegoż artysty, „Jojo Rabbit”, „Nazywam się Dolemite” oraz „Na noże”. Te pozycje są dobre, ale równocześnie oczywiste. Można się było spodziewać, że pojawią się akurat produkcje pochodzące od takich, a nie innych nazwisk. Szczególnego szoku również nie doznaje się, przeglądając kategorię filmów animowanych. Od razu nasuwają się komukolwiek takie banały jak: „Kraina Lodu 2”, „Toy Story 4”, „Król lew”, czy „Jak wytresować smoka 3”.

Co jedynie budzi kontrowersję wśród Polaków, to nominacje do filmu zagranicznego. Liczono, że pojawi się tam „Boże ciało” Jana Komasy, tymczasem można znaleźć tam 2 pozycje od Francuzów („Nędznicy”, „Portret kobiety w ogniu”), hiszpański „Ból i blask”, amerykańsko-chińskie „Kłamstewko” i pochodzący z Korei Południowej „Parasite”. No cóż… Nie w tym roku, to może się uda w następnym.

Jeśli chodzi o seriale wyróżnione przez HSPZ, to tutaj jest pole do pomarudzenia. O ile wybór seriali jest jak najbardziej trafny (klasyczne „The Crown”, porywające „Wielkie kłamstewka”, „Obsesja Eve”, „Sukcesja” i debiutujące w tym roku nie tylko nowym sezonem „The Morning Show”), tak nie potrafię zrozumieć, co było czynnikiem, dzięki któremu za rok 2019 nominowany został Kit Harrington za wykreowanie postaci, uwaga, Jona Snow z „Gry o tron”. Może uznano, że wcześniej go właściwie niedoceniono, a może to czysto leniwe posunięcie? W każdym razie, to tutaj mocno nie pasuje. Pochwalić za to mogę, że zauważono przecudowną kreację aktorską Helen Mirren w „Katarzynie Wielkiej”, bo widziałam oddany charakter i specyficzność tytułowej bohaterki.

Podsumowując, Złote Globy to nie taki chaos jak Grammy, aczkolwiek nieścisłości znajdą się wszędzie. Nominacje roku 2020 nie są najgorsze, wręcz przeciwnie, są nawet dobre, ale liczę, że te w 2021 zwrócą uwagę na mniej znane, ale wartościowe kreacje srebrnego ekranu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

https://open.spotify.com/user/995mn48iq3ym7iwpaa2r2o6ox?si=xG9YFZRfQCSLRDd-GAPBBA