Kultura Lublin Wywiad

Wywiad z Natalią Przybysz

Trzeba być uczciwym w tym, co się robi.”

Lublin to 8 miejsce na mapie z trasy promującej płytę „Jak Malować Ogień”. Artystka opowiedziała m.in. o odwadze, podejściu do ekologii i praktykowaniu jogi.

Aleksandra Żmudzińska: Lubisz opowiadać o swojej muzyce? A może wolisz zostawić przestrzeń dla Twoich słuchaczy do własnej interpretacji, zrozumienia tekstu?

Natalia Przybysz: Staram się pisać tak, żeby ten kierunek, intencja, emocja były czytelne i żeby było to otwarte. Chcę, żeby Słuchacz mógł sam do tego podejść, zinterpretować to na swoje potrzeby, ale żeby miało to swój kierunek. Właśnie ten kierunek jest dla mnie ważny, w stronę wyrażenia emocji, wyzwolenia, wypuszczenia. Natomiast historie, o których opowiadam w piosence, rzeczywiście składają się z prawdziwych przeżyć, ale wolę ich nie zdradzać do końca. Dbam o ich uniwersalność. To jest tak, że każdy człowiek ma prawo do własnej interpretacji i jeżeli jest mu z tym dobrze, to jest dla mnie najważniejsze.

Czy kiedykolwiek malowałaś ogień? W tekście jednej z piosenek mówisz, że wręcz musisz to zrobić, masz taką wewnętrzną potrzebę.

Dosłownie nie malowałam. Robiłam to abstrakcyjnie, rysowałam pastelami, czasami dużo. W tym sformułowaniu chodzi mi o jakąś przenośnie. Jednak faktycznie to jest ciekawe, że może powinnam sobie namalować dosłownie (uśmiech).

Jak przygotowujesz się do koncertów? Wiem, że praktykujesz jogę, która w moim rozumieniu daje spokój, stan poukładania myśli. Praktykujesz to przed koncertem? Co daje ci ta praktyka?

Rzeczywiście jogę stosuję, zwłaszcza przed koncertem. Pomaga mi ona opanować trochę stres, trochę takie emocje ekscytacji. To nie jest dla mnie wcale takie łatwe, bo rzeczywiście czasami potrafię się stremować. Joga właśnie mi w tym pomaga. Zwłaszcza „Pranajama”, czyli metody oddechu, które pomagają w tym, żeby uspokoić swoją głowę. No i potrzebuję mieć na koncercie swoje ciało do dyspozycji, tak żebym mogła opowiadać historie też ruchem. Joga mi w tym pomaga.

Nawiązując do piosenki „Krakowski Spleen” zespołu Maanam, którą wykonujesz na najnowszej płycie, nasuwa mi się pytanie, czy będąc na scenie, czujesz tam obecność Kory? Czy Ona jest z Tobą?

Możliwe. Kiedyś jak się pomyliłam w tekście podczas śpiewania na scenie, to poczułam, że nie mogę tego kontynuować, że muszę się do tego przyznać. W Łodzi zatrzymałam piosenkę i powiedziałam, że jeszcze raz od początku musimy zaśpiewać, bo jeżeli jest tutaj duch Kory, to nie byłaby zadowolona. Musieliśmy zaśpiewać jeszcze raz od początku – tym razem dobrze (uśmiech). Tak jak na Jamajce grają ludzie reggae i coś jest nie tak w piosence z groov’em i coś nie płynie, to wtedy trzeba zrobić, tak zwany „pull up”, zatrzymać piosenkę dlatego, że Jah mógłby mieć coś naprzeciwko. Trzeba być uczciwym, w tym co się robi i lepiej przyznać się do błędu niż udawać.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że po tym, jak nagrałaś płytę z piosenkami legendarnej artystki Janis Joplin, jesteś gotowa zmierzyć się z utworami innych legend i opiniami ich fanów. Skąd czerpiesz tę odwagę?

To, co Kora mówiła o Polakach, to żebyśmy przestali się bać różnych rzeczy. Ona była dla mnie takim trochę wyznawcą odwagi, też jakiejś wolności. Nie sądzę, aby chciała, żebym się bała. Z drugiej strony myślę sobie, że piosenka powinna żyć. Że to jest jakiś rodzaj hymnu i że Ona pisząc ten tekst o stanie wojennym, miała konkretną misję i konkretną myśl. Również przed śmiercią lubiła nawiązywać do swoich piosenek, odnosząc się do rzeczywistości, która jest dziś. Dobrze jest przypominać Ją i Jej ducha, wskrzeszać na koncertach i mieć ze sobą dobrą postać, jako takiego patrona.

Chciałabym również poruszyć temat ekologii. Twoje płyty CD i winylowe są stworzone właśnie w taki sposób, wykorzystując ścinki starych płyt. Czy dla Ciebie dbanie o środowisko to jest obowiązek, czy przyjemność a może można to połączyć?

Myślę, że tak, jak najbardziej można to połączyć. Mam taką koleżankę, która jest nauczycielką jogi i ona nie lubi niezdrowego jedzenia. Dosłownie nie lubi go smakowo. Ja jej trochę zazdroszczę (uśmiech), ale myślę sobie, że jest w tym coś niesamowitego, aby naprawdę zastanowić się głębiej nad każdym naszym ruchem i osiągnąć jakąś możliwie największą czystość i spójność. Tego, co uważamy, w co wierzymy, co robimy i jak się zachowujemy. Na przykład jedzenie mięsa przez ludzi, którzy kochają zwierzęta, jest ignorancją. Moim zdaniem trzeba tych ignorancji jak najwięcej z siebie wyrzucić i żeby nie odpuszczać sobie na różnych etapach.

W jaki sposób?

Na przykład, żeby przeczytać książkę na temat cierpienia zwierząt, należy przestać jeść mięso, chociaż na czas czytania tej książki. Jeżeli będziemy ją czytać, jedząc mięso, to nie dopuścimy do siebie tak naprawdę tej treści, która tam jest. Moim zdaniem, aby stać się spójnym, trzeba patrzeć na różne rzeczy, które robimy.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *