Po pięciu latach możemy na nowo zanurzyć się w syntezatorowo- psychodelicznym świecie Kevina Parkera. 14 lutego 2020 miała miejsce premiera nowej płyty Tame Impala The Slow Rush.

Fani długo czekali na nowy krążek australijskiej grupy. Album Currents wydany w 2015 roku rozbudził oczekiwania miłośników muzyki alternatywnej, psychodelicznej, lo-fi. Jednak Kevin Parker nie zniknął przez ten czas. Współpracował z wieloma artystami, takimi jak ZHU, Theophilus London czy Travis Scott (Kevin był jednym z producentów jego płyty ASTROWORLD). Tame Impala można było posłuchać na żywo na wielu festiwalach muzycznych, między innymi na Coachelii czy Glastonbury.

Wydanie albumu The Slow Rush poprzedziły “listening parties”, które odbywały się w wielu miastach w Europie, USA i Australii. Wejście było darmowe, co przyciągnęło wielu fanów, którzy mogli przedpremierowo zapoznać się z nowymi piosenkami.

Płytę zapowiadały cztery single- Borderline, It Might Be Time, Posthumous Forgiveness, Lost In Yesterday. Dodatkowo w marcu 2019 została wydana piosenka Patience, która ostatecznie nie znalazłą się na krążku. Jest czymś w rodzaju żartu, “puszczenia oczka” do fanów, którzy nie mogli doczekać się nowej muzyki od Tame Impala.

Na The Slow Rush znajduje się dwanaście piosenek, dopracowanych, z zachowanym charakterystycznym brzmieniem australijskiej grupy. Jest zaskakująco, inaczej, czuć zabawę muzyką. Kevin opowiadał o tworzeniu piosenki One More Year– za każdym razem miała inną długość, tekst to były przypadkowe zdania. Słyszymy sample, fragmenty rozmów i podcastów ( Tomorrow’s Dust kończy się rozmową dwóch dziewczyn, na tle tej piosenki; Glimmer rozpoczyna się od fragmentu podcastu). Tak jak w przypadku płyty Currents, teksty Kevina w większości są autobiograficzne i odnoszą się do wydarzeń z jego życia.

Cały krążek wydaje się po prostu płynąć, piosenka po piosence. Kevin miksuje, dodaje, eksperymentuje. Nawet jeśli są konkretne plany na daną piosenkę, to część rozwiązań wychodzi samo. Czuć, że nic nie jest wymuszone, wszystko jest wynikiem kreatywnego procesu tworzenia muzyki.

Jednym z utworów, od którego nie mogę się uwolnić od dnia premiery, jest piosenka On Track. Została napisana przez Kevina na pianinie, ale ostatecznie, jak to w przypadku Tame Impala, nie słyszymy czystego, gładkiego instrumentu, pojawia się pogłos, dźwięk jakby taśma puszczana była od tyłu, charakterystyczny syntezator. Jest to współczesna wersja wzruszającej, mocnej, rockowej ballady z lat 70. Ma świetny tekst i czuć, że została stworzona pod występy na żywo. W warstwie tekstowej jest to optymistyczny utwór o marzeniach i trzymaniu się ich, mimo przeciwności losu i o tym, jak trudno jest czasem nie zboczyć z obranej ścieżki.

Piosenkę Lost In Yesterday trudno zapomnieć. Poznaliśmy ją wcześniej, dlatego że jest to czwarty singiel z płyty. Jest nostalgiczna, ale nie przygnębiająca, znowu z dobrym tekstem i genialnie brzmiącym refrenem. Kevin śpiewa o tym, że czasem trzeba coś zostawić w przeszłości (“If they hold you, erase them”). Nie można kurczowo trzymać się wspomnień, trzeba pozwolić im odejść. Od pierwszych sekund wciąga nas przyjemny rytm, od razu można zacząć się kołysać. Jest melodyjna, dobrze się do niej tańczy. Kevin w jednym z wywiadów ubolewał, że jego piosenki nie są puszczane w klubach. Może teraz się to zmieni. Słychać, że wiele utworów z tego albumu zostało napisanych nie tylko do słuchania, ale mają rytm idealny do tańca. Wyczuwalne to było również w przypadku płyty Currents.

Is It True nagrana została w domu Kevina w Malibu, który spłonął w pożarze w 2018 roku. Piosenkarz na początku nie sądził, że Is It True nie pasuje do albumu Tame Impala, ale teraz nie wyobraża go sobie bez niej. Piosenka jest z perspektywy osoby, która zamyka się przed miłością, bo obawia się przyszłości. Pierwszy raz słyszymy saksofon w muzyce Tame Impala. Perfekcyjna linia basu, która wchodzi już od pierwszych sekund, to coś niesamowitego. Utwór wyjątkowo wpada w ucho, a po jego przesłuchaniu nie uwolnicie się od mimowolnego śpiewania “ Is it true… is it true…”. 😉

The Slow Rush zaskoczyło nas również drugą wersją singla Borderline. Pierwszą otrzymaliśmy w kwietniu 2019 roku. Borderline 2.0. (jak nazwał ją Kevin w “story line” na Spotify) jest odświeżona, mocniejsza, głębsza. Słyszalnie mocniejsze basy i syntezator sprawiają, że dla mnie to jedna z najlepszych piosenek Tame Impala w całej ich dyskografii. Starszą wersję od jej premiery w marcu 2019 słuchałam wielokrotnie. Genialnie się do niej wraca. Plusem jest świetny tekst, opowiadający o staniu na krawędzi i zadawaniu sobie wielu kluczowych pytań (“Will I be known and loved? Is there one that I trust?”).

Absolutnie osobista, poruszająca, przesycona emocjami jest autobiograficzna piosenka Posthumous Forgiveness. Kevin śpiewa o swoim zmarłym ojcu, z którym nie miał zażyłej relacji, przez rozwód jego rodziców. Tak naprawdę otrzymaliśmy dwie piosenki w jednej. Utwór jest wyraźnie podzielony na dwa fragmenty- pierwsza część przypomina utwory z płyty Innerspeaker, druga jest bardziej w stylu Currents. Przejście między częściami sygnalizuje zmiana tępa i muzyki, tak jak zmieniają się uczucia Kevina względem ojca- na początku opowiadał o ich trudnej relacji, o niechęci z jego strony. Druga “piosenka” jest bardziej nostalgiczna i cieplejsza- Kevin wspomina dobre momenty; chciałby, aby ojciec był z niego dumny. Fragment, który jest dla mnie poruszający i wzrusza mnie za każdym razem:

“Wanna tell you ‘bout the time

Wanna tell you ‘bout my life

Wanna play you all my songs

And hear your voice sing along”

Nie muszę dodawać, że pod względem muzyki nie mam tej piosence nic do zarzucenia. Jest po prostu świetnie.

The Slow Rush to spójny, dopracowany album. W pewnym sensie podobny jest do Currents, który przez wielu określany jest jako przełom w muzyce popularnej (z tym się w zupełności zgadzam). The Slow Rush rozwija ten charakterystyczny styl, wyczuwalne są klimaty muzyki tanecznej, którą Kevin świadomie przemyca do swoich utworów.

Tame Impala tą płytą absolutnie nie zawodzi. Syntezatorowe brzmienia, sample, zmiany tempa, różnorodne instrumenty. Genialne połączenie muzyki elektronicznej i wykorzystanie różnych instrumentów. Słyszalne są nawiązania do różnych gatunków, do epok- do modnych teraz lat 70., 80. Usatysfakcjonowani będą nie tylko fani, ale także ci, dla których ten album będzie pierwszym zetknięciem się z muzyką Kevina Parkera. I tu mam jedno “ale”. Kevin eksperymentuje, ale mam wrażenie, że są to bezpieczne eksperymenty. To jest album do szerokiego grona odbiorców, to nie jest płyta tylko dla fanów, co oczywiście nie jest niczym złym.

Liczę też na to, że tak jak w przypadku płyty Currents zostanie wydany album z dodatkowymi piosenkami i remixami, które nie znalazły się na The Slow Rush, bo nowej muzyki od Kevina nigdy za wiele i za każdym razem zaskakuje mnie jego kreatywność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *