for. Bartosz Proll
. Lublin News UMCS Wywiad

Marzenia stały się sposobem na jej życie!

W 1991 roku swoje pierwsze kroki stawiała w Radiu Legnica. Z biegiem lat radiowy mikrofon zamieniła na telewizyjne studio. W TVN i TVP była twarzą czołowych programów informacyjnych. Autorka książek, zdobywczyni tytułu Mistrza Mowy Polskiej oraz Kryształowej Kuli Tańca z Gwiazdami. Jest wykładowcą na kilku uczelniach, jak i specjalistką do spraw kształcenia głosu i mowy. Dodatkowo prowadzi swoje programy w Radiu Zet. Jakie były jej początki? Dlaczego weszła w świat mediów? Co pozostanie w jej pamięci do końca swoich dni? I dlaczego tak bardzo uwielbia ludzi? Przed państwem i dla państwa- Beata Tadla.

Rozmawiał: Maciej Cieciora

– Co było impulsem do tego, aby jako 16-latka pójść do Radia Legnica? To od tego miejsca rozpoczęła się Pani przygoda z dziennikarstwem, która trwa do dziś.

– Pieniądze.

– Tak mam napisać?

– Szczerze? Naprawdę tak było! To był czas, kiedy chodziłam do I Liceum Ogólnokształcącego w Legnicy i dorabiałam sobie do kieszonkowego, roznosząc gazety. W jednej z tych gazet natrafiłam na ogłoszenie o castingu do powstającego wtedy Radia Legnica. Pomyślałam sobie: Na pewno w radiu zapłacą mi więcej niż przy tych gazetach. To była taka moja pierwsza motywacja. Potem się tego koszmarnie wstydziłam. Jak się okazało, jak już w to weszłam i dostałam się do radia, to wiedziałam, że to jest całe moje życie. To jest coś, co właśnie chcę robić, coś, co kocham. Połknęłam bakcyla. To były jeszcze takie czasy tuż po transformacji, kiedy powstawały rozgłośnie lokalne, regionalne, że można było być tak blisko człowieka, jak Chris o Poranku ze słynnego serialu Przystanek Alaska. Naprawdę zafascynowała mnie ta praca. Jeżeli mam teraz myśleć o tym, co mnie motywuje, żeby tam być cały czas, bo to już prawie trzy dekady, to myślę sobie, że motywuje mnie to, że spotykam tam ludzi. Po prostu. Myślę, że to co robię, jest dla ludzi. Od ludzi, którzy mnie słuchają, czytają czy oglądają, dostaję informację zwrotną, że to, co robię, ma sens, że im się to podoba.

– Zdarzają się też niemiłe wiadomości?

– Oczywiście, że otrzymuję mnóstwo nieprzychylnych komentarzy, ale takie jest życie, że jednym się podobam, a drugim nie. Jeżeli zdamy sobie z tego sprawę, to będzie nam po prostu łatwiej.

– Jakie było pierwsze zadanie w radiu, jakie otrzymała Pani po castingu już jako członek ekipy radiowej?

– Musiałam przeczytać serwis informacyjny, wtedy kiedy radio startowało. Jak ja się wtedy bałam. Czułam, że mi głos drży, ponieważ my graliśmy na sucho już jakiś czas, więc się tak wdrażaliśmy. Jednak ta świadomość, że mówimy do prawdziwych ludzi, że to idzie w eter, że tam po drugiej stronie głośnika ktoś jest i nas słucha, to oczywiście paraliżowało. Tak samo, jak  myśl, że ja oczywiście mówię do kamery albo do mikrofonu i po drugiej stronie są ludzie, którzy mają jakąś refleksję na temat tego, co robię. To nie jest tak, jak w teatrze, że stoję tutaj i widzę publiczność, to jak reaguje, bo się śmieje albo bije brawo, czyli natychmiast dostaję informację zwrotną. Po drugiej stronie wspomnianych mikrofonu czy kamery to ja tak od razu nie wiem, kto jest i czy to, co robię, wywołuje u niego jakiekolwiek emocje. Może go rozśmieszam, smucę czy może denerwuje. Nie wiem. Dowiaduję się tego dopiero wtedy, gdy ludzie do mnie napiszą.

– Wspomniała Pani, że w teatrze aktorzy dostają od razu reakcję zwrotną. Dotarłem do pewnych źródeł, w których przeczytałem, że miała Pani w swoim życiu przygodę z teatrem. To prawda?

– Tak. Miałam taką przygodę jeszcze w liceum. Grałam w spektaklu Krzysztofa Gradowskiego, który zrobił Akademię Pana Kleksa. Oczywiście miałam rolę poboczną, ale grałam! Bardzo się cieszę też z tego, że mogłam doświadczyć fantastycznej atmosfery w Teatrze Syrena w spektaklu reżyserowanym przez Wojciecha Malajkata pod tytułem Trójka do potęgi. To był spektakl na podstawie tekstu Grzegorza Miecugowa i Tomasza Zimińskiego z okazji sześćdziesiątej rocznicy III Programu Polskiego Radia. Po prostu niesamowite przeżycie. Zarówno wtedy, kiedy byliśmy za kulisami, jak i na scenie. Miałam też okazję pojawić się w serialach: Barwy Szczęścia, Wataha oraz Pakt. Grałam tam oscarowe role, czyli samą siebie (śmiech).

– Z biegiem lat radiowy mikrofon zamieniła Pani na kamerę i telewizyjne studio. Skąd taka decyzja?

– Chciałam spróbować czegoś nowego. Chyba też dlatego, że wśród moich dziecięcych marzeń była praca w telewizji. To były czasy, kiedy dość naturalne było to, że najpierw się zdobywa doświadczenie w radiu, a później jakimś kierunkiem dla bardzo wielu radiowców staje się telewizja. Ja przyszłam do telewizji, bo chciałam się nauczyć montażu. Siedziałam sobie tam gdzieś skromnie ze wszystkimi stażystami, mimo że już miałam kilkunastoletnie doświadczenie w radiu. Pamiętam, że któregoś razu przeczytałam to, co zmontowałam, czyli czytałam tak zwany OFF do materiału. Potem przyszedł szef, który zapytał: A kto to czytał? Powiem, że tak nieśmiało się odezwałam, że ja. A on na to, czy nie chciałabym spróbować przed kamerą, bo słyszał, że ja mam doświadczenie radiowe. Na co odparłam: Ja? Nie no, nie jestem jeszcze gotowa, nie, nie. Później pomyślałam sobie, że jak nie teraz to kiedy? A może warto spróbować, najwyżej się nie uda. To będzie mój błąd, moja porażka albo mój sukces. Udało się jednak. Spróbowałam i zostałam (śmiech).

– Najtrudniejsze chwile, jakie Pani przeżyła przed kamerą?

– Traumatycznym dla mnie zawodowo doświadczeniem był pobyt na dyżurze w dniu katastrofy smoleńskiej. Pamiętam, że to były takie emocje, które bardzo mocno mną wstrząsnęły. Zresztą nie tylko mną, bo Jarkowi Kuźniarowi momentami brakowało głosu ze wzruszenia. Ci, którzy zginęli, to nie byli jacyś nieznajomi ludzie, ale też osoby, z którymi siedzieliśmy parę dni wcześniej przy jednym stole w studiu… Nigdy też nie zapomnę pobytu na Ukrainie podczas zamieszek na Majdanie. Nikt z nas nie przypuszczał, że kolejnego dnia naszego stacjonowania tam rozpęta się istne piekło. Nigdy nie byłam korespondentką wojenną, a tam dostaliśmy kamizelki kuloodporne i hełmy. Hotel, w którym jeszcze dzień wcześniej mieszkaliśmy, zamienił się w szpital polowy i kostnicę. Stół, przy którym piliśmy kawę, zamienił się w stół operacyjny. Pamiętam, jak wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, jak ludzie ciągnęli innych rannych do hotelu, a za nimi ciągnęła się smuga krwi… Nie byłam tam sama, miałam poprowadzić wiadomości i połączyć się z innymi dziennikarzami. Niestety, musieliśmy opuścić teren hotelu, bo tam rodziny żegnały się ze swoimi bliskimi. Zainstalowaliśmy się tuż przed nim. Ze mną na miejscu był wydawca, operator kamery. Wszyscy oczywiście w odpowiednim sprzęcie. Gdy mieliśmy wchodzić na żywo, bo zbliżała się ta godzina, widziałam jak zza kamery, ludzie wynosili zwłoki na zewnątrz budynku i układali je za mną. Zrobiłam przysiad, bo nie mogłam powstrzymać się od łez. Nigdy nie zapomnę jak pięć sekund przed wejściem na wizję, z tyłu rozległ się płacz matki, która straciła syna. Szła ona za niesionym ciałem swojego dziecka. Tego szlochu nie zapomnę do końca życia. Rozpoczynając relację, miałam łzy w oczach, ale zaczęłam tłumaczyć widzom, co dzieje się za mną. To sprawiło, że miałam siłę, by kontynuować to wydanie.

– Według Pani, jakie cechy powinny charakteryzować współczesnego dziennikarza?

– Myślę, że to się nigdy nie zmienia, czy jesteśmy współczesnym dziennikarzem, czy dziennikarzem z dawnych lat. Teraz po prostu mamy zupełnie inne narzędzia do dyspozycji. Internet, który pomaga nam szybciej zdobyć informację, czy szybciej ją przekazać, aniżeli kiedyś. Kolejne to media społecznościowe, które pozwalają nam na wiele. Dopóki będziemy traktować te narzędzia jako coś, co pomaga nam w pracy, to będzie dobrze. Jaki powinien być współczesny dziennikarz? On powinien być dobry w tym, co robi. Powinien myśleć o człowieku. Przede wszystkim, o tym, że na końcu jego działalności siedzi człowiek i to do niego trafia komunikat. Zawsze więc za wszelką cenę trzeba dbać o budowanie swojego wizerunku. Wierzyć w to, co się mówi, nie dawać się zniewolić, czyli zawsze być za wszelką cenę niezależnym i co najważniejsze — dbać o polszczyznę po to, żeby być zrozumianym. Bo co z tego, że my wydamy z siebie jakiś komunikat, którego nikt nie zrozumie.

– Wolny czas, o ile jest? Aktywnie? Czy raczej pełen relaks?

– Dla relaksu gotuję. Bardzo to lubię. Czasu wolnego mam niewiele, ale go sobie kradnę. Wtedy jadę na basen, chodzę z kijkami albo jeżdżę na rowerze. Staram się tak gospodarować czasem, by zawsze starczyło go na aktywność. Bywa, że robię kilka rzeczy jednocześnie- wówczas oszczędzam czas. A zdarza się, że na nic nie mam siły i wtedy z pomocą przychodzi Netflix. Najbardziej jednak lubię rozmowy z bliskimi.

– Za co Pani lubi ludzi, bo podczas wykładu poprzedzającą naszą rozmowę parę razy z pani ust padło takie hasło?
– Uwielbiam ludzi, bo każdy jest inny i to, że widzę tu przeróżnych ludzi, jest świadectwem tego, że świat jest różnorodny. Im więcej różnorodności w świecie, im więcej tej świadomości, że on jest taki inny, taki cudowny, tym więcej chęci odkrywania tego świata na nowo. Tym więcej ciekawości zarówno właśnie względem każdego człowieka, jak i wydarzeń, sytuacji, zjawisk, miejsc, zapachów, smaków… To jest coś, co mnie napędza. Jestem cały czas ciekawa tego świata i jeszcze jest tyle rzeczy do odkrycia i ludzi do poznania, że myślę, że życia nie starczy, ale oby starczyło.

– W takim razie czego mogę życzyć oprócz tego wspomnianego życia?

– Ja naprawdę strasznie lubię każdy dzień… Żeby mi starczyło siły i mocy, żebym mogła ten każdy dzień celebrować i się nim po prostu cieszyć i dla samej siebie, dla moich bliskich i też dla tych, dla których ta moja praca jest adresowana.

– Dziękuję bardzo.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dziennikarz, konferansjer, student. Szef działu informacji w magazynie studentów Polformance. Pochodzę ze Starachowic, mieszkam w Lublinie. Aktualnie należę do Studenckiego Koła Dziennikarskiego UMCS oraz współredaguje magazyn. Miałem przyjemność pracować i zdobywać nowe doświadczenia w: Telewizja POLSAT, Gazeta Starachowicka – prowadzący dwa internetowe programy- Co Słychać oraz #Sławniprywatnie, Radio ESKA, Echo Dnia Starachowice, TVP3 Kielce. Współprowadziłem również imprezy miejskie, powiatowe oraz wydarzenia kulturalne. Ze światem mediów związany jestem od 5 lat. Byłem również przewodniczącym VII kadencji Młodzieżowej Rady Miasta w Starachowicach. Obecnie studiuję Dziennikarstwo i Komunikację Społeczną na UMCS w Lublinie.