Praca jest moją pasją!

Mistrzostwach Świata w U20 w Piłce Nożnej były jednym z ważniejszych wydarzeń w Lublinie w 2019 roku. fot. FB/ Miasto Lublin

Mistrzostwach Świata w U20 w Piłce Nożnej były jednym z ważniejszych wydarzeń w Lublinie w 2019 roku. fot. FB/ Miasto Lublin

Z wykształcenia jest prawnikiem. W 2010 roku została najmłodszą w historii Rady Miasta Lublin radną. Akcje charytatywne i wspieranie społecznych przedsięwzięć pokazały, że jest samorządowcem, który czuje, widzi, słyszy, a przede wszystkim rozumie swoich wyborców. Z początkiem 2019 roku została wiceprezydentem Lublina ds. Kultury, Sportu, Partycypacji i Turystyki. Prywatnie żona i mama. Jaka jest? Za co kocha swoją pracę? Jakie cele sobie postawiła obejmując fotel zastępcy prezydenta miasta? I co robi w wolnym czasie gdy go tylko ma? W roli głównej- Beata Stepaniuk- Kuśmierzak.

Rozmawiał: Maciej Cieciora

– Gdy była pani dzieckiem, myślała Pani o tym, że kiedyś będzie piastować tak ważne stanowisko?

-Nigdy w życiu tego nie zakładałam. Odkąd pamiętam zawsze było mnie wszędzie „pełno”. Byłam aktywna, miałam różnorodne zainteresowania, dużo radości i satysfakcji sprawiało mi angażowanie się w przedsięwzięcia, które wykraczały poza codzienne aktywności „typowego dziecka”. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że już wtedy rodziła się we mnie „żyłka społecznika”, która następnie pozwoliła mi realizować się na płaszczyźnie samorządu. Rok 2010 był dla mnie przełomowy- wtedy po raz pierwszy zdobyłam mandat radnej Rady Miasta Lublin. Przez te dziesięć lat nigdy nie żałowałam, że moje życie tak się ułożyło, zabrzmi to górnolotnie, ale tak jest w rzeczywistości- samorząd to moja pasja. Ale jednocześnie nigdy nie myślałam o tym, że pewnego dnia dane mi będzie objąć tak zaszczytną funkcję- zdecydowanie nie.

– Właśnie i tu na chwilę się zatrzymajmy, bo może nie wszyscy wiedzą, ale radną Rady Miasta została Pani będąc jeszcze studentką.

– Tak. Po etapie szkoły podstawowej potem średniej przyszedł czas na studia. I to studia dawały mi dużo więcej możliwości i faktycznie, będąc jeszcze studentką, pojawiła się szansa bym swoje pomysły, czy swoja aktywność realizowała właśnie w charakterze radnej Rady Miasta Lublin. W 2010 roku odbyła się moja pierwsza kampania wyborcza, zakończona sukcesem i zostałam najmłodszą radną w historii naszego miasta, kontynuując jednocześnie studia. Wtedy też poczułam, że „żyłka samorządowca” totalnie mną zawładnęła i to uczycie towarzyszy mi każdego dnia napędzając do działania,

– Z kolejną kadencją pojawiła się nowa perspektywa. Były wątpliwości?

– Wypełnienia mandatu radnej dawało mi ogromną satysfakcję, to zaangażowanie, które z pełną pasją realizowałam. Po aktywnych czterech latach przyszła kolejna kadencja, kolejne cztery lata i na tamten moment było mi bardzo dobrze, w miejscu, w którym się znajdowałam. Na moim horyzoncie pojawiła się propozycja od Pana Prezydenta Żuka dotycząca objęcia wakatu na stanowisku wiceprezydenta. Czy były wątpliwości ? Oczywiście, że tak. Myślę, że fakt pojawienia się wątpliwości przy podejmowaniu decyzji jest cechą osób dojrzałych. Analizujemy każde rozwiązanie pod kątem zalet i wad, często mamy wobec siebie duże wymagania i rozważamy czy, mówiąc kolokwialnie, podołamy nowemu wyzwaniu. Oczywiście nie ominęły mnie takie przemyślenia, jednakże w ostatecznym rozrachunku ,,za” było zdecydowanie więcej niż „przeciw”. Duże znaczenie miały dla mnie słowa mieszkańców, osób, które kilka miesięcy wcześniej postawiły na karcie do głosowania krzyżyk przy moim nazwisku. Zastanawiałam się jak to zostanie przez nich odebrane. Jak się okazało, niepotrzebnie. Wspierali mnie w podjęciu tej decyzji, cieszyli się z faktu, iż będę mogła ich reprezentować nie jako radna, ale zastępca prezydenta. Postrzegali to jako awans.

– Jak była Pani radną mieszkańcy do pani przychodzili z różnymi problemami. Teraz też przychodzą ?

– Tak i to mnie ogromnie cieszy. To jest ten wątek, który spędzał mi sen z powiek, czyli to, żeby mieszkańcy nie odczuli, że ten kontakt ze mną jest inny, utrudniony. O to się bardzo bałam, żeby nie poczuli się rozczarowani, ale rzeczywistość i doświadczenie pokazuje, że wcale tak nie jest, wręcz odwrotnie. W dalszym ciągu jesteśmy ze sobą w kontakcie. Fakt, że podlega mi sport, kultura partycypacja i od stycznia bieżącego roku turystyka to jest jedno, ale w dalszym ciągu spotykam się z mieszkańcami, z którymi kontakt nawiązałam kilka lat temu i staramy się wspólnie rozwiązywać problemy dzielnicowe dotyczące infrastruktury drogowej, chodników czy planów zagospodarowania przestrzennego. To jest jeden samorząd i nasze wspólne problemy.

– Pamięta Pani swoją pierwszą podjętą decyzję jako prawomocny wiceprezydent?

– Sama się teraz zastanowię, bo tak naprawdę to był taki moment, w którym kwestie budżetowe były już poza moim zasięgiem, ponieważ ja zaczęłam pełnić swoją funkcję na początku stycznia, więc budżet na kolejny rok był już uchwalony przez Radę Miasta w grudniu. Zasadnicze decyzje były podjęte, ja w nich nie uczestniczyłam od początku. Sama się zastanawiam, co było taką ważną rzeczą, ale chyba ważnym dla mnie momentem było zapoznawanie się z moimi współpracownikami, bo to są zarówno pracownicy urzędu, jak i podlegających mi jedenastu instytucji kultury czy w obszarze sportu podmioty zewnętrzne. Ten rok był o tyle specyficzny, że całkowicie musiałam zmienić swoją optykę z radnej na osobę, która współdecyduje o pewnych działaniach, więc potrzebowałam trochę czasu, żeby się do tej nowej sytuacji przystosować i odnaleźć, żeby potem sprawnie w niej funkcjonować. Ale szczerze powiem, zadał mi Pan tym pytaniem ćwieka.

– Jakie cele założyła sobie Pani, obejmując stanowisko?

– Od samego początku chciałam być dla swoich współpracowników partnerem, a nie ostatnim ogniwem w procesie podejmowania decyzji. Chciałam, żeby czuli we mnie ambasadora swoich pomysłów. Moim priorytetem było to, aby czynnie uczestniczyć we wszystkich działaniach, które dotyczą wydziału sportu, kultury czy partycypacji. Zależało mi na tym, aby być na każdym etapie- nie gdzieś na końcu składając podpis, tylko żeby być częścią tych wszystkich procesów i tym samym wspierać swoich współpracowników.

– Sukcesy i porażki 2019 roku.

– Dokonując podsumowania tego pierwszego roku nie sposób nie wspomnieć o dużych wydarzeniach m.in. Mistrzostwach Świata w U20 w Piłce Nożnej, obchodach 450- lecia zawarcia Unii Lubelskiej. Ale chciałabym, by to wybrzmiało- te i inne wydarzenia nie odbyłyby się bez naszego świetnego zespołu i współpracy z podmiotami zewnętrznymi. Te wszystkie wydarzenia, z których jesteśmy dumni, którymi się chwalimy, to jest praca zespołowa i mam to szczęście, że współpracuje z wyjątkowymi osobami, jednakże miniony rok to oprócz współpracy także wspólne poznawanie się. Z trudności, które napotkałam na swojej drodze to przede wszystkim zmiany podatkowe i fakt, że w sierpniu ubiegłego roku weszły w życie przepisy, które z jednej strony są korzystne dla młodych osób, ale z drugiej zmiany te powodują negatywne skutki dla samorządów w postaci zmniejszonej wysokości dochodów. Odnalezienie się w trakcie roku w tej nowej rzeczywistości budżetowej spowodowało, że musieliśmy na nowo przeanalizować budżety wydziałów i instytucji i odpowiedzieć sobie na szereg różnych, trudnych pytań.

– Kobietom jest trudniej w polityce, bo czasem wiedzą lepiej niż mężczyźni?

– Czy trudniej? Nigdy nie próbowałam analizować sytuacji, które mnie w życiu spotykały pod kątem różnicy płci. Powiem szczerze, że zawsze chciałam być traktowana na równi, zarówno przez mężczyzn jak i kobiety. Jednocześnie nigdy nie dokonuję oceny danej osoby czy sposobu jej pracy kierując się kryterium płci, nie generalizuję. Odnosząc się mojej sytuacji osobistej – jestem dumna z tego, że oprócz pełnionej funkcji jestem też, a może przede wszystkim, żoną i mamą. Dzięki temu, że mam wyrozumiałego i wspierającego męża udaje nam się to wszystko tak poukładać, że mogę realizować się jako kobieta pracująca.

– Jest Pani urzędnikiem, który pracuje od ósmej do piętnastej?

– Jakkolwiek abstrakcyjnie i górnolotnie to nie zabrzmi, to ja uwielbiam to, co robię. Jestem zastępcą prezydenta, który kocha swoją pracę. Zdarza się, że wracam do domu wyczerpana kilkunastogodzinnym dniem pracy, ale to szybko mija. Zmęczenie fizyczne i psychiczne momentalnie znika gdy widzę pozytywne efekty naszej codziennej pracy. Idealnym przykładem jest Karczma Słupska- nieruchomość, którą właśnie modernizujemy i w której w połowie roku uruchomimy jedną z filii Miejskiej Biblioteki Publicznej. Uwielbiam podglądać jak to miejsce się zmienia, napawa mnie wtedy wielka duma i szczęście, daje mi to ogromną motywację do dalszej pracy. Dlatego powiedziałam, że to może zabrzmi to górnolotnie, ale praca jest moją pasją i odwrotnie.

– To przy tym natłoku pracy i rodzinie to skąd Pani bierze siłę, bo doba ma dwadzieścia cztery godziny i kiedyś trzeba spać.

– Wszystko się zgadza, doba ma dwadzieścia cztery godziny i nie znam niestety żadnego magicznego sposobu, by ją rozciągnąć. Truizmem jest mówienie, iż wystarczy umiejętnie zarządzanie czasem, jednakże im więcej obowiązków tym lepiej potrafimy wykorzystać każdą wolną chwilę. Wychodzę jednak z założenia, iż są w naszym życiu takie sytuacje, kiedy musimy zmaksymalizować swoje siły i wykonać jakieś zadanie, ale po tym intensywnym okresie możemy bez wyrzutów sumienia na chwilę „zwolnić” i się zregenerować. Dla mnie oznacza to zawsze jedno- czas z rodziną, wspólne posiłki, aktywności. Rodzina i przyjaciele są moją siłą.

– Z mediów społecznościowych wiem, że w wolnym czasie razem z bliskimi pojawia się Pani na wydarzeniach sportowych.

– To jedne z moich ulubionych aktywności, połączenie przyjemnego z pożytecznym. Z jednej strony można uznać, że jestem po części w pracy, ponieważ podlega mi sport i obecność na meczach to jeden z elementów mojego zaangażowania w tym obszarze. Z drugiej zaś strony to ogromna przyjemność i okazja do spędzenia czasu z rodziną. Obecność na meczach i kibicowanie stało się naszym rytuałem. Obserwuję po moim synu, że dla niego bycie na meczach to naprawdę ważna sprawa. To wpisało się już w jego plan i On to traktuje bardzo poważnie.

– Ostatnio przeczytana książka to?

– Ostatnio przeczytana książka to ,,Sekrety Lublina” autorstwa Krzysztofa Załuskiego. To tak a propos tego, co robię w wolnym czasie i to brzmi jak ustawka, ale fakt faktem, dostałam tę książkę w prezencie od autora. Wcześniej to ks. Rafał Pastwa- ,,Zrost”.

– Czego mogę Pani życzyć?

– Myślę, że po prostu życzliwych ludzi wokół i zdrowia.

– W takim razie tego Pani życzę i dziękuje za rozmowę.

– Dziękuję bardzo, to była wielka przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *