Kultura Recenzja

Bardzo wierna ekranizacja powieści. Recenzja serialu „Normal people”

Seriali i filmów o pierwszej miłości i wejściu w dorosłe życie było już mnóstwo. Normal people również porusza te tematy. Robi to jednak lepiej niż pozostali.

Serial opowiada historię dwójki młodych osób – Connella (Paul Mescal) i Marianne (Daisy Edgar-Jones), pochodzących z jednego miasteczka, którzy wplatają się w romans. Przez lata ich losy łączą się i rozdzielają w różny sposób. Akcja śledzi ich życie przez ostatnie lata liceum oraz studia. To historia o miłości, dorastaniu, i próbie odnalezienia się w rzeczywistości. Nie brakuje w niej trudnych tematów – przemocy, depresji, samotności.

Serial to ekranizacja powieści Sally Rooney pod tym samym tytułem. Zaangażowanie autorki książki do pracy przy scenariuszu serialu okazało się strzałem w dziesiątkę. Co prawda, czasami odnosi się wrażenie, że użyto znanego wszystkim kopiuj-wklej. Mimo to ekranizacja  pozostawiła pewne pole do interpretacji twórcom. Może właśnie to bardzo wierne odtworzenie dialogów i emocji towarzyszących lekturze książki sprawiło, że serial jest bardzo wysoko oceniany? Obecnie trudno znaleźć tak wierne ekranizacje. Na pewno przed obejrzeniem sześciogodzinnej opowieści, warto sięgnąć po książkę.

Tych emocji płynących z ekranu nie byłoby, gdyby nie świetnie zagrane główne role. Warto jeszcze raz przytoczyć nazwiska Paula Mescala i Daisy Edgar-Jones. Aktorzy stanęli przed trudnym zadaniem. Książka stała się bardzo popularna, zdobyła wiele nagród. Odegranie postaci, wyobrażanych przez czytelników w pewien sposób nigdy nie jest łatwe. Wizje i to, co widać na ekranie, bardzo często całkowicie się różnią, powodując niezadowolenie fanów. Paul i Daisy zagrali jednak świetnie. Rewelacyjnie przedstawili wyzwania, z jakimi musieli zmagać się bohaterowie. Zwłaszcza te, z którymi mierzy się niemal każdy młody człowiek – miłość, problemy natury psychicznej, poszukiwanie siebie. Oglądając tę dwójkę na ekranie, odnosi się wrażenie, że uczestniczy się w czymś bardzo intymnym.

Intymność ta stoi niemal w centrum. I właśnie dlatego o serialu bardzo dużo mówi się w kontekście wielu długich scen seksu. Nie brakuje nagości i erotyzmu. Niektórych może to drażnić. Jednak pokazanie takich scen na ekranie jest niezwykle ważne, by zrozumieć relacje pomiędzy bohaterami. Miłość między Connellem i Marianne zaczęła się bowiem od tej cielesności. Później pojawiła się ta bardzo mocna więź emocjonalna. I nawet jeśli sceny te mogą krępować widzów, to przekazują istotne informacje na sam temat charakteru postaci.

Trudno pisać o Normal people bez uwzględnienia warstwy wizualnej i dźwiękowej. Bardzo mocnym punktem serialu jest wykorzystana muzyka. Nie tylko odpowiedni wybór utworów – usłyszeć można chociażby remix Hey Now London Grammar, Berlin RY X czy ciągle aktualne Only You Yazoo, ale przede wszystkim umiejętne dopasowanie ich do akcji. Muzyka w żadnym momencie nie staje się najważniejszym punktem, ale pozostaje uzupełnieniem tego, co dzieje się na ekranie. Podobnie ze zdjęciami, które w każdym odcinku zachwycają. Szczególnie te, które są częścią epizodu mającego miejsce we Włoszech. Dopełnienie fabuły i emocji bohaterów kadrami i muzyką sprawia, że serial stanowi spójną całość.

Serial poruszy z pewnością tych, których pierwsza miłość mocno dotknęła i pozostawiła pewien ślad. Serial balansuje emocjami, pokazuje realność relacji międzyludzkich, nie zapominając o tym, że każdy zmaga się z problemami. Mimo przewałkowanych już dialogów o życiu, miłości, serial przedstawia je w taki sposób, że trudno oderwać się od ekranu. Podzielenie całości na 12 odcinków, trwających około 30 minut było świetnym pomysłem, który jeszcze wyraźniej pokazuje tę czasową drogę bohaterów.

Normal people w bardzo spokojny sposób opowiada o tym, co niespokojne. Zabiera w podróż, o której nie da się długo zapomnieć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dobra muzyka, humor i długi spacer. Kontakt: anna.marek.jk@gmail.com