Kultura Wywiad

Nadchodzi nowa Fala. Rozmowa z zespołem Polish Breakfast

Dopiero zaczynają swoją karierę muzyczną. Mimo to, ich pierwszy singiel Fala w serwisie Spotify odtworzono już blisko 80 tysięcy razy. O zamiłowaniu do muzyki, powstaniu zespołu oraz planach na życie opowiadają Agata Mierzwa i Hugo Kaszyński.



Polish Breakfast – Kim jesteście?

Agata: Jesteśmy stosunkowo młodym zespołem. Zaczęliśmy grać w 2017 roku w wakacje, a pierwszą piosenkę nagraliśmy w grudniu tamtego roku. Piosenka wyszła na początku 2019 roku. To wszystko zaczynało się dopiero wtedy rozwijać. Nagraliśmy ostatnio płytę. Jeszcze nie wiemy, jak zostanie wydana, czy w formie albumu czy EP-ki. Tak naprawdę od tego momentu, kiedy płyta się pojawi rozpoczniemy promocję i zagramy jak najwięcej koncertów.

Hugo: Teraz mieliśmy zaplanowaną dużą liczbę koncertów, ale przez sytuację związaną z epidemią zostały odwołane lub przełożone.

Wróćmy do początków. Jak zaczęła się wasza przygoda z muzyką?

Hugo: Grałem wcześniej w innym zespole, bardziej rockowym. Jednak znudziło mi się to, więc chciałem poszukać czegoś innego, bardziej w moim stylu. Znalazłem Agatę przez wspólnych znajomych. Kiedyś opublikowała film, na którym śpiewała, więc napisałem do niej na Facebooku. Umówiliśmy się na próbę i zaczęliśmy tworzyć. Myślę, że to była jedna z lepszych decyzji.

Agata: Jeśli chodzi o moją przygodę z muzyką to śpiewałam odkąd w sumie pamiętam. Od przedszkola chodziłam na różne zajęcia, potem zaczęłam grać na pianinie. Po roku przestałam, jednak to śpiewanie cały czas mi towarzyszyło. W gimnazjum miałam dwuroczną przerwę, dlatego że rozpoczęłam szkołę muzyczną i grałam na wiolonczeli. Potem zrezygnowałam ze szkoły muzycznej ze względu na maturę i wiele innych zajęć. Cały czas chodzę jednak na zajęcia wokalne. Technika, jeśli chodzi o wokal jest taka jak bieganie. Trzeba ciągle to uprawiać, by nie wypaść potem z kondycji. Gdy miałam przerwę roczną to potem było trudno wrócić do tej formy, którą sobie wcześniej wypracowałam.

Kiedy był taki moment, że powiedzieliście sobie: dobra, robimy zespół?

Agata: W zasadzie to my już wiedzieliśmy, że będziemy grać razem, jak przyszliśmy na pierwszą próbę. Stwierdziliśmy: dobra, zagrajmy coś, żeby się lepiej poznać i zobaczyć jak brzmimy razem. Któreś z nas się zapytało, czy druga osoba widziała film Once. Okazało się, że jest to nasz ukochany film, ze świetnym soundtrackiem i piosenką, która wygrała Oscara. Zagraliśmy wtedy cover jednej z piosenek z tego filmu. Od razu się porozumieliśmy.


fot. Antoni Barc, Klaudia Schmidt


Zbieraliście przez lata doświadczenie, które teraz przekuwacie w płytę. Na jakim etapie prac nad albumem jesteście?

Hugo: Cała sesja nagrywania płyty trwała trzy dni. Oprócz nas brało w niej udział jeszcze kilku innych muzyków, między innymi Tymon Kolubiński. Bardzo nam pomaga na koncertach, jak i w studiu.

Agata: Jego osoba dodaje takich smaczków, bo Hugo wkleja coś rockowego a ja jestem taką osobą, która lgnie w stronę melancholijnych, umierających piosenek. Z takim wokalem typu: jestem za szybą, pada deszcz i mam złamane serce. Tymon wszystko zamyka w takiej jazzowej kompozycji.

Agata: Nagrywaliśmy z producentem Łukaszem Sieradzkim.

Hugo: Czekamy na ostatnie miksy i mastery. Wtedy będziemy szukać wydawcy.

Agata: W zasadzie wszystko jest gotowe. Chyba jesteśmy z tego strasznie dumni i zadowoleni. Może się wydawać, że jesteśmy od tego 2017 roku, ale zrobić singiel od razu na pierwszej próbie a potem wydać całą płytę nie jest takie łatwe. Nam te pomysły się tak wysypały, że potem musieliśmy jeszcze wybierać, co nagrywamy, a co jednak odrzucamy na jakieś późniejsze projekty. Osobiście, jestem bardzo z tego zadowolona.

Ile samych siebie pokażecie na tej płycie?

Agata: Album jest bardzo osobisty.

Hugo: Tak samo jak nasze koncerty, które były można powiedzieć, że rodzinne. To było bardzo osobiste, ale nikt przez to nie czuł się niezręcznie.

Agata: Mam taką tendencję do zamykania w tekstach moich osobistych przeżyć. Jestem osobą, której wrażliwość kieruje patrzenie na świat. Gdy widzę człowieka przechodzącego przez pasy, to też  myślę o co chodzi mu w życiu, skąd ma zegarek, czy zaraz zdepcze mrówkę na pasach. Staram się zamykać to patrzenie na świat w moich tekstach i piosenkach. Mam wrażenie, że jest to osobiste, ale można to również  uogólnić do takich uniwersalnych problemów. Płyta ma taki jeden główny motyw wiążący. Wszystkie piosenki są w zasadzie o miłości, nastoletnim cierpieniu. Jesteśmy w takim wieku, że ciągle się rozwijamy. Wszystkie problemy emocjonalno-relacyjne przeżywamy o wiele bardziej, aniżeli osoby, które są już doświadczone. Ale to też nie znaczy, że ich problemy są mniejsze, tylko chcemy przekazać je w taki sposób, że wiadomo, że cierpimy. Jesteśmy w takim wieku, a nie innym. Przeżywamy w taki sposób a nie inny, ale jednak w taki sposób, że inni ludzie będą w stanie dostrzec uniwersalność. Mam takie wrażenie.

Hugo: Wydaje mi się, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Może się z tym utożsamić.

W jakim języku będziecie opowiadać o tym wszystkim?

Agata: I po polsku, i po angielsku.

Hugo: Piosenek będzie dosyć mało, bo tylko sześć. Uznaliśmy, że mamy sześć tak dopracowanych na ostatni guzik. Nie chcieliśmy dawać dużo utworów, lecz mniej takich dopracowanych na 100%.

Agata: Jakość a nie ilość.

Hugo: Kilka po polsku, kilka po angielsku i jeden cover.

W opisie na Spotify można przeczytać: Skutkiem ich (nie tylko) muzycznego połączenia są piosenki. Mówiliście, że muzyczna współpraca świetnie wam się układa. Jak to wygląda tak na co dzień, gdy wiecie, że zespół to nie tylko tworzenie muzyki?

Agata:Jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi. Lubimy razem wyjść na piwo, a w przypadku  Hugona na sok. Spotykamy się w  gronie naszych rodzin. Nasi rodzice i rodzeństwo bardzo się lubią. Jesteśmy jedną wielką rodziną. To nie jest tylko to muzyczne dogadywanie się, bo wiadomo, że każdy z nas  ma jakiś różny pomysł i trzeba znaleźć ten złoty środek. Najważniejsze jest to, że potrafimy się dogadać, nie tylko na przestrzeni współpracy, ale też prywatnie. Hugo opowiada mi o swoim związku, a ja mu wtedy płaczę i mówię: Będę do końca życia samotna.

Hugo: Czasami trzeba odpocząć od takiego stricte biznesowego podejścia.  Zjeść wspólnie obiad, wypić herbatkę.

Agata: Polish breakfast to właśnie nazwa od herbaty.

Kiedy w ogóle przyszedł ten pomysł na nazwę zespołu?

Agata: To było bardzo spontaniczne.

Hugo: Jak zaczęliśmy grać razem w sierpniu 2017 roku to na początku była taka zabawa. Na każdej próbie robiliśmy sobie herbatę. Agata przynosiła zawsze jakieś smaki egzotyczne czy owocowe.  Raz usiedliśmy i uznaliśmy, że chcemy wymyślić jakąś nazwę. I padało wtedy: a może Earl Grey, English Breakfast. Jako, że jesteśmy z Polski to zmieniliśmy na Polish Breakfast.


fot. Antoni Barc, Klaudia Schmidt

Macie dość duży dystans do siebie i do tego, co robicie. Objawia się to również w sposobie promocji waszego zespołu.

Agata: Staramy się, żeby te opisy, posty były przystępne dla naszej grupy wiekowej. Mamy swoje inside jokes. Nawet tworząc hot16challenge staraliśmy się włożyć tam taki tekst, który też ściągnie młodych ludzi i ich zainteresuje. Staramy się, żeby wszystko było takie zdystansowane , by mieć też dobrą relację  z ludźmi, którzy nas wspierają i słuchają. Chociaż w większości są to na razie nasi znajomi.

Mówicie o tym przyciąganiu ludzi. Udało wam się zainteresować znaną wytwórnię Kayax. Bierzecie udział w projekcie My name is new. Na czym polega ta współpraca?

Hugo: Zgłosiliśmy się do tego projektu, by zobaczyć jak to wyjdzie. Długo nie dostawaliśmy odpowiedzi. Zaczęliśmy się stresować, szukać innej drogi. Po jakimś czasie odpowiedzieli pozytywnie. Dostaliśmy się, podpisaliśmy taką pierwszą pełnoprawną umowę, którą mój tata z prawnikiem przeglądali. Od tego czasu współpracujemy z nimi, ale jak będzie z płytą to jeszcze nie wiemy.

Agata: Rola Kayaxu polega głównie na promocji, czyli dostajemy jakieś promocyjne zdjęcia i grafiki. Oni też umieszczają nas w swoich playlistach na Spotify. Oprócz tego staramy się autonomicznie pracować, czyli umawiać koncerty. Jeśli rozpoczyna się pracę z Kayaxem, czy z innymi wytwórniami to trzeba liczyć na to, że 90% pracy należy jednak do zespołu. Trzeba się postarać żeby się wybić, bo w projekcie jest wiele osób.

Wasze cele?

Agata: Nie wiem, czy jestem w stanie teraz odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ dostałam się na świetną uczelnię do Londynu. Moim marzeniem było zawsze, by tam wyjechać, zamieszkać i pracować. Jednak okazało się, że ta uczelnia nie jest taka fantastyczna, jak myślałam. Dlatego muszę zmienić swoje plany i zrobić to na nowo, ale generalnie bardzo chciałabym iść w stronę muzyki. Może niekoniecznie tak, żeby żyć z zespołu, bo mimo tej otrzymywanej aprobaty, nie mam tak ogromnej wiary w siebie. Chciałabym raczej zajmować się organizacją koncertów albo jakiejś produkcji muzycznej. Z innych celów to chciałabym znaleźć miłość w życiu, bo to najważniejsza wartość i wydaje mi się, że dużo zależy od tego, że mam osobę, która jest mi bliska.

Hugo: Zawsze wiązałem swoje życie z muzyką, ale wiadomo jak to jest. Trudny biznes, trudno się przebić. Gdyby jednak to wyszło to moje marzenie zostałoby spełnione. W przyszłości chciałbym pracować w obrębie klimatu produkcji, realizacji koncertu. Na razie jesteśmy na początku tego wszystkiego, więc zobaczymy jak to się ułoży. Muzyka jest największym marzeniem.

Mam nadzieję, że osiągniecie swoje cele. Dziękuję za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dobra muzyka, humor i długi spacer. Kontakt: anna.marek.jk@gmail.com