“From the sky drop like confetti” — czyli kilka słów o najnowszym albumie Little Mix

instagram.com/littlemix

“Confetti” to już szósty studyjny album brytyjskiego zespołu Little Mix. Dziewczyny rozpoczęły swoją karierę dzięki wygranej w ósmej edycji X Factora w 2011 roku. Dodatkowo zdobyły status najpopularniejszej kobiecej grupy na świecie! Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco więcej o ich karierze oraz nowej płycie, to serdecznie zapraszam do czytania.

W skład zespołu wchodzą — Jesy Nelson, Leigh-Anne Pinnock, Jade Thirlwall oraz Perrie Edwards. Co zabawne, do wcześniej wspomnianego przeze mnie programu telewizyjnego, każda przyszła jako solowa artystka. Po osobnych występach padła decyzja o połączeniu ich w zespół pod nazwą Rhythmix, jednak później zmieniono ją na Little Mix.

Dziewczyny pracują do tej pory razem – są aktywne w mediach społecznościowych i na festiwalach. Planują także nowe trasy koncertowe. W swojej karierze zdobyły już cztery statuetki MTV, dwie nagrody Brit Awards, a także Teen Choice Awards i Glamour Awards. Artystki wspierają wiele organizacji charytatywnych, czy społeczność LGBTQ+. Otwarcie mówią o różnych problemach, zdrowiu psychicznym, rasizmie, cybernękaniu, z którymi same mają ciągle styczność. Dzielą się swoimi przemyśleniami i historiami, by pokazać, że pomimo że są gwiazdami, osobami publicznymi, to same doświadczają podobnych utrapień, co zwykli ludzie.

Po odejściu z poprzedniej wytwórni, na wierzch zostały wyciągnięte szokujące fakty na temat traktowania dziewczyn i rzeczy, do których przykładowo były zmuszane. Leigh-Anne w jednym z wywiadów przyznała, że była dyskryminowana ze względu na kolor skóry, bądź dostawała znacznie mniej partii do wyśpiewania. Wiele osób naciskało też, by jedna z nich rozpoczęła karierę solową, pozostawiając resztę na lodzie. Te tematy poruszają w piosenkach “Women’s World” czy “Wasabi”.

Grupa była często krytykowana za odważne stroje, czy układy taneczne, które zawsze towarzyszą im przy każdym występie. Poruszają sprawy dotyczące akceptacji, miłości własnego ciała, pewności siebie czy po prostu kobiecości. Przeciwstawiają się seksizmowi, który jest wszechobecny nie tylko w tym jednym środowisku, nawołują do walki o samego siebie. Powiadają, że nie wolno zważać na opinie innych i żyć każdą chwilą, którą mamy, a jeśli jednak coś nie idzie po naszej myśli, to że trzeba też posiadać odwagę, by to zmienić — tutaj przywołam jedną ze starszych piosenek pod tytułem “Little Me” oraz kawałek z poprzedniej płyty “Joan of Arc”.

Zespół do tej pory sprzedał ponad 50 milionów albumów, w tym miesiącu na Spotify zdobyły ponad 20 milionów słuchaczy oraz 12 miliardów odtworzeń na YouTube na całym świecie!

Najnowszy krążek został wydany 6 listopada, a na samej płycie znalazło się łącznie trzynaście piosenek. Można tu usłyszeć brzmienia z poprzednich dekad. Już w singlu “Break Up Song”, po pierwszych dźwiękach możemy zauważyć inspirację latami 80-tymi. Warto też pochylić się nad piosenką “Not A Pop Song”, która opowiada, jak wygląda życie w zespole i w środowisku muzycznym, zwłaszcza jeśli jest się kobietą. Dziewczyny nawiązały to presji oraz oczekiwań względem nich od dawnej wytwórni. Pokazują, jak ciężko było dotrzeć do tego miejsca, w którym się znajdują i nie być jedynie bierną “marionetką na sznurku”. Brzmienia R&B śmiało można wychwycić w kawałku “If You Want My Love”, piosenkarki same powiedziały, że uwielbiają takie rytmy, które po prostu sprawiają, że czujesz się dobrze i chcesz tańczyć, podobnie jak “A Mess (Happy 4 U)”. Kawałek, przy którym możesz bawić się w najlepsze, jak i popłakać do poduszki. Nie zabrakło również nieco eksperymentowania z głosami przy “Rendezvous” w klimacie tradycyjnego popowego kawałku, jednak z retro brzmieniami.

Z wesołych propozycji przejdę do ballady “My Love Won’t Let You Down”, która chyba najlepiej opisuje przyjaźń czterech artystek. Od lat są dla siebie jak siostry i nie trzeba być wielkim fanem i śledzić od początku ich kariery, by po kilku filmikach wychwycić, jak niezwykła relacja narodziła się pomiędzy nimi. Kawałek jest niezmiernie emocjonalny i myślę, że każdy może go interpretować na swój własny sposób. Pojawia się tu temat miłości – względem rodziny, drugiej połówki, czy przyjaciela, a nawet pomiędzy zespołem, a fanami.

Na koniec zostawiłam chyba mojego faworyta z całego krążka i oczywiście mówię tu o “Gloves Up”, gdzie cofamy się znów do R&B. Dzięki tej piosence czujesz się dosłownie, jakbyś mógł zrobić naprawdę wszystko, jakby ograniczenia nie istniały i przy tej melodii na pewno osiągniesz swój zamierzony sukces. Tak, kawałek jest niezwykle motywujący i wręcz zachęca nas do działania i walki o swoje marzenia. Dziewczyny mówią, że były pewne, że ta piosenka wyjątkowo przypadnie fanom do gustu i jak widać, nie myliły się.

Osobiście jestem niezwykle dumna z dziewczyn i ich najnowszego albumu. Śmiało można powiedzieć, że płyta budzi w wiele emocji, zaczynając od radości, smutku, czy nostalgii. Sprawia, że nasza pewność siebie rośnie. Chcesz przy niej skakać, bawiąc się w najlepsze, ale również płakać, bo piosenki wydają ci się niezwykle bliskie i doskonale słychać, ile wokalistki włożyły w nie serca. To wszystko połączone z nieprzeciętnymi głosami, które dosłownie potrafią wyrwać słuchacza z butów, tworzy cudowne połączenie.

Na płycie pojawiło się wiele świeżych utworów, które nie do końca przypominają dawne dzieła, jednak nie jestem też przekonana czy najnowsza produkcja przebiła poprzedni album. Pomimo tego, jak najbardziej zachęcam, aby poświęcić trochę czasu i nawet w tle, do zwykłych prac domowych, włączyć „Confetti”, a gwarantuję, że to umili wam każdy ponury dzień i doda chęci do działania.

Korekta: Gabriela Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *