Jak powstał Magazyn Studentów Politologii i Dziennikarstwa UMCS Polformance?

fot. Dział Marketingu i PR Polformance

fot. Dział Marketingu i PR Polformance

Udało nam się dotrzeć do jednego ze współzałożycieli Magazynu- Pawła Buczkowskiego, obecnie dziennikarza Dziennika Wschodniego.

Rozmawiał: Maciej Cieciora

– Panie Pawle, jak to się stało, że powstał Polformance?

– Byliśmy wtedy na studiach na czwartym lub piątym roku, na pewno już na specjalizacji dziennikarskiej. Magazyn powstał z naszej frustracji wynikającej z braku jakiegokolwiek czasopisma studenckiego na wydziale Politologii. Było czasopismo studenckie wydawane przez Wydział Humanistyczny UMCS, ale my chcieliśmy mieć własne. Mieliśmy jednego wykładowcę, który zaoferował nam swoją pomoc, natomiast z tej pomocy nie wiele wynikło, bo wydanie pierwszego numeru przeciągało się z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Wtedy postanowiliśmy wziąć sprawy we własne ręce. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia. Nie umieliśmy nawet pisać artykułów, ale napisaliśmy kilka tekstów. Tata jednej z naszych koleżanek z wydziału złamał nasz numer. On wtedy zajmował się pracą w pewnym wydawnictwie i wydaje mi się, że nawet nie ponieśliśmy żadnych związanych z tym kosztów. To był czas, kiedy działaliśmy bez wsparcia uczelni. Pamiętam, że moich dwóch kolegów, którzy też pracowali przy tworzeniu tej gazety, pojechało po nie aż do Siedlec, bo tam były drukowane.

– Gdy mieliście już pierwszy numer w rękach to?

– To byliśmy bardzo szczęśliwi. Jednak po pewnym czasie przyszła taka refleksja, że nie do końca mieliśmy na niego wpływ. Bo owszem, my napisaliśmy te teksty, ale nie mieliśmy wpływu na to, który, gdzie się ukaże, jakie będzie złamany, jak będzie wyglądał tytuł, jakie będzie zdjęcie. Wtedy postanowiliśmy, że kolejny numer zrobimy całkowicie sami.

– Daliście radę?

– To była jeszcze większa walka, bo przy braku żadnego sprzętu specjalistycznego w sensie jakiegoś programu do łamania i odpowiedniego komputera robiliśmy to wszystko na domowym sprzęcie -nawet jakieś jedno kolegium było w domu moich rodziców, w malutkim pokoiku, zmieściło się z dziesięć osób- na jakimś komputerze starego typu, który ledwo co działał, próbowaliśmy to jakoś złamać, gdzie każda operacja trwała kilkadziesiąt sekund. To była masakra, ale udało się, zrobiliśmy to, wydrukowaliśmy i nawet mieliśmy już wtedy wsparcie uczelni. Mieliśmy przez chwilę stronę internetową, bo było w nas takie poczucie, że chcieliśmy, aby odbiorców było więcej. To był rok 2004 i to był czas, że nie każdy miał w domu Internet. My wrzucaliśmy tam teksty, nikt na tę stronę nie wchodził poza pojedynczymi osobami, aż w końcu jakiś haker nam ją przejął i tak się skończyła nasza przygoda z Internetem.

– Skąd pomysł na nazwę Polformance? Bo przyzna pan, że jest dość nietypowa?

– Jest bardzo dziwna i każdy od początku to mówił natomiast wtedy- chyba ja go wymyśliłem- mi się kojarzyła z wydziałem. Chciałem połączyć coś z politologią i performancem- jakimś wyrażeniem dziennikarskim siebie. Kiedy nasza opiekunka Koła Dziennikarskiego wtedy powiedziała, że jej się to kojarzy z jedną z firm farmaceutycznych i czy my mamy jakiś związek z tą firmą? Czy to właśnie o to nam chodzi? Więc było śmiesznie. Nazwa nie została zmieniona, mimo że dziwna.

– Nie żal było zostawiać tego magazynu, gdy już odchodziliście z uczelni?

– Żalu nie było, wiadomo to był pewien etap w drodze, jeśli chce się być dziennikarzem, to warto coś takiego robić. Potem przychodzą inne wyzwania, ja bardzo wcześnie zacząłem pracę zawodową, bo jeszcze na piątym roku studiów. Jak poszedłem do Gazety Wyborczej, to już nie zajmowałem się gazetą studencką. Dałem pole do popisu innym osobą. Zresztą byłem chyba naczelnym przez jedno wydanie, ale to było bardzo męczące. Wtedy pewnie i teraz tak jest, że studenci mają dużo zapału, ale jak przychodzi co do czego, to na jeden tekst trzeba czekać miesiąc. I to wydanie się przeciąga z jednego tygodnia na tydzień. Część tekstów się dezaktualizowała, bo były na przykład recenzją jakiegoś super filmu, który miał premierę miesiąc temu, no i pisanie o tym za miesiąc jest już zupełnie bez sensu.

– Jak wspomina pan pracę na rzecz magazynu?

– Bardzo miło to wspominam. Była to pozytywna lekcja nie tylko dziennikarstwa, bo tego się jeszcze wtedy nie nauczyliśmy, ale takich spraw organizacyjnych, jak to zrobić od samego początku, do końca, żeby przełożyć swoje marzenia na jakiś produkt, mieć go później w ręce i zobaczyć, że o ktoś tam w korytarzu siedzi i przegląda- może nie czyta- ale przegląda.

– Jakieś rady dla młodych adeptów dziennikarstwa?

– Jedną, jaką miałbym do przekazania młodym dziennikarzom, którzy chcą wydawać swoją gazetę i pisać o tym, co im tam na sercu leży, to żeby skupili się na tematach, problemach, sprawach, które dotyczą ich bezpośrednio. Dotyczą ich wydziału, uczelni, studentów, a nie zajmowali się wielką polityką, wydarzeniami z kraju i ze świata tylko lokalnymi tematami. Bo wtedy można zrobić świetnie czytaną, studencką gazetę, a ludzie wtedy będą rozmawiać o tych tekstach, jak będą dotyczyć ich.

– Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *