Brokat, blichtr i kicz, czyli musical „The Prom”

W ostatnim czasie Netflix nie próżnuje, jeśli chodzi o produkcje filmów i seriali. Tym razem platforma wypuściła musical, kto by się spodziewał? 

Netflixowska produkcja powstała na podstawie sztuki i książki Boba Martina i Chada Begeulina. Historia opowiada o licealistce Emmie (Jo Ellen Pellman) z Indiany, która jest lesbijką i chciała pójść na bal z dziewczyną. Jednak komitet rodziców nie zgodził się na to, ze względu na swój strach przed osobami innej orientacji seksualnej.  

W musicalu można zobaczyć Meryl Streep, Nicole Kidman oraz Jamesa Cordena jako broadwayowskie niezbyt uwielbiane gwiazdy, które usłyszały o historii Emmy i postanawiają jej pomóc, aby uratować swój wizerunek.  

Cała produkcja jest przepełniona brokatem, blichtrem i śpiewem. Oglądając go ze współlokatorką, byłyśmy w szoku, gdy po 5 minutach filmu zaczęła się pierwsza piosenka, a za chwilę już była kolejna. Jeśli dobrze policzyłam, pojawiło się w sumie około 10 piosenek, co stało się dla nas lekkim wyzwaniem w oglądaniu. Jednak zdarzyły się momenty, w których przydały się chusteczki.  

Wszystko w tym filmie jest utrzymane w lekko kiczowatym i stereotypowym przeświadczeniu, gdzie cheerleaderki są ze sportowcami, a osoba homoseksulna to ta mniej popularna, zakochana w dziewczynie, której rodzic jest najbardziej przeciwny osobom LGBT+.  

W pewnym momencie oglądania przyszło mi do głowy porównanie, iż Indiana i ludzie w niej żyjący to nasza prawica w Polsce, która się boi osób innej orientacji i próbuje ich ograniczać. 

Kerry Washington, grająca Panią Green, przeciwniczkę osób LGBT+ i przewodniczącą rady rodziców zabraniająca balu mówi: Tu nie jest Ameryka, tu jest Indiana. Chyba nie tylko ja pomyślałam, że to nie jest Europa, to jest Polska.  

Jeśli chodzi o wybór tematyki, to film „The Prom” może i jest kiczowaty, ale mówi o ważnym i ciągłym problemie nietolerancji na świecie.  

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Film kończy się szczęśliwie – zostaje urządzony bal dla każdego. Szczerze polecam obejrzeć musical „The Prom”, bo jest to film, w którym można odnaleźć część siebie i swojej rzeczywistości, a całość mimo tylu piosenek jest przyjemna w odbiorze.  

korekta: Anna Marek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *