Muzyczne podsumowanie 2020 roku – część pierwsza

Source: YouTube

To już ten czas, długo wyczekiwany moment w roku dla niemalże każdego z nas. Rok 2020 nie był dla nikogo łaskawy, to prawda… Lecz w 2020 roku zdarzały się również rzeczy dobre i to właśnie o nich porozmawiamy w tym cyklu podsumowującym najlepsze albumy, jakimi twórcy nas uraczyli w tym roku. Zaczniemy od pierwszego kwartału. Wybór subiektywny.  

I Disagree – Poppy (premiera 10.01.2020) 

Source: https://www.facebook.com/Poppy

Zacznijmy więc od albumu, który z wybranych przeze mnie wyszedł najwcześniej, czyli trzeciego studyjnego albumu internetowego fenomenu, jakim bez wątpienia jest Poppy. Pozwolę sobie jednak nie zajmować miejsca na biografię artystki, a zajmę się omawianiem tego, dlaczego akurat ten album stał się jednym z moich tegorocznych faworytów.  

Przede wszystkim – klimat. I Disagree to najgłębszy sus artystki w kierunku tworzenia metalu, ale nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie unikalne połączenie ciężkich instrumentali inkorporujących brzmienie z różnych jego podgatunków (nie wymienię ich, lista jest za długa) ze słodkimi aż do przesady ścieżkami wokalnymi Poppy i paroma kompozycyjnymi twistami (których nie zdradzę). To wszystko wymienione w połączeniu z, oczywiście, zadziornymi, mrocznymi aż do przesady tekstami skutkuje wybitnie campową atmosferą. Ale to działa, bo Poppy zamiast udawać, że album jest NA SERIO I POWAŻNIE, wręcz przyjmuje do swojego serca tę umyślnie kiczowatą otoczkę i z dumą, cytując klasyka, nosi te majty na głowie (przy czym trzeba to oddać – udało jej się jednocześnie przemycić swoje faktyczne przemyślenia i uczucia, których doświadczała szczególnie licznie na przestrzeni ostatniego roku w wyniku okalających ją dram, więc szacun!). 

Skłamałbym mówiąc, że to album rewolucyjny, bo w istocie nim nie jest. Jest za to wyjątkowy, naprawdę chwytliwy oraz odświeżający w porównaniu z masą niemalże identycznych albumów metalowych i myśl, że Bloodmoney (najlepszy utwór na płycie w mojej opinii) jest nominowane do Grammy w kategorii Best Metal Performance w pewien sposób grzeje moje serduszko. Bo Poppy w końcu zdaje się otrzymywać laury, które w mojej opinii powinna już dostawać wcześniej.  

100 dni do matury – Mata (premiera 18.01.2020) 

Source: https://www.facebook.com/33pomiot.liryczny

Wybicie się na polskiej rap-scenie nigdy do łatwych zadań nie należało. Tym bardziej tak prędko osiągnięty sukces młodego Michała Matczaka wzbudził moje zainteresowanie i powiem bez ogródek, skłonił również do uważniejszego śledzenia rodzimej rap-gry. Ale wracając do Maty, 100 dni do matury to naprawdę interesujący krążek – przepełniony młodzieńczą energią, a jednocześnie momentami okazujący całkiem sporą dojrzałość emocjonalną autora (jak i również niedojrzałość i miłość do heheszków).  

Bo jak inaczej określić Żółte flamastry i grube katechetki będące emocjonalnym świadectwem wiary młodego Matczaka? Albo przedstawiające w wyjątkowo obrazowy sposób życie młodzieży w prestiżowym liceum na łamach Patointeligencji? Lub czysto rozrywkowe i szczerze zabawne Biblioteka Trap czy Gombao 33? Już tutaj Mata pokazuje, jak wszechstronnym potrafi być twórcą… Co budzi moje obawy, że po 100 dni do matury nie stworzy już niczego lepszego.  

Mam nadzieję, że się mylę i Mata moje wątpliwości rozwieje. Póki co – cieszmy się tym, co mamy. Czyli albumem, który dla wielu z nas może być małym, emocjonalnym wehikułem czasu i przypomnieniem sobie swoich szczenięcych lat – trudnych, momentami przytłaczających, ale ostatecznie dających stos niezapomnianych wrażeń. Zupełnie jak ten album. 

UNLOCKED – Denzel Curry/Kenny Beats (premiera 7.02.2020) 

Source: https://denzelcurry.com/

Lecz nie samą polską sceną rapu człowiek żyje, szczególnie, gdy ciągle żyje Denzel Curry.  

Już w topce roku 2020 postanowiłem wyróżnić rapera z Florydy za jego wciąż emocjonujące w słuchaniu ZUU. Lecz w tym roku Curry postanowił zaskoczyć, stawiając tym razem na współpracę z jednym, uznanym już zresztą producentem – Kenny Beats. Nie owijając w bawełnę – naturalnie album mi się spodobał, ale pytanie – dlaczego? Wiem, że sam zadałem sobie pytanie, ale i tak odpowiem. 

Przede wszystkim – kolaboracja okazała się sukcesem ze względu na to, że Kenny Beats wiedział, jak współpracować z Denzelem, co czuć w produkcji – każdy bit jest tu perfekcyjnie dopasowany do przepełnionych grami słownymi, odniesieniami (fani Pixara zrozumieją) i żartami tekstów i wokali rapera, z kolei raper daje z siebie wszystko, by całość wybrzmiała jak najlepiej. Słowem, obaj panowie weszli w stadium totalnej symbiozy (liczę, że nie po raz ostatni!)

Kolejnym powodem, dlaczego UNLOCKED jest takie dobre to, jak wyżej wspomniałem, jakość samych tekstów – Denzel popuszcza tu swoje hamulce, tworząc czysto campowe, przepełnione jego miłością do popkultury (szczególnie do anime) liryki, w efekcie czego słuchanie staje się po prostu przyjemniejsze (DIET_ i ‚Cosmic’.m4a zbierają tu palmy pierwszeństwa). A co najlepsze – panowie wiedzą, że więcej nie znaczy lepiej, więc zamiast wyczerpać materiał do cna, zwyczajnie urwali go na ledwie osiemnastej minucie.  

Więc tak, UNLOCKED zdecydowanie było najciekawszym wyciekiem w 2020 roku. Ale by spotęgować wrażenia z odsłuchu, polecam obejrzeć krótkometrażowy film pod tym samym tytułem – gwarantuję, że to będzie… “niezapomniane przeżycie”. 

Underneath – Code Orange (premiera 13.03.2020) 

Source: https://www.codeorangetoth.com/

Zdradzę Wam pewną tajemnicę – poza wyżej wymienionym UNLOCKED, tak naprawdę z całego zestawienia czekałem wyłącznie na nową płytę Code Orange. Co tu dużo mówić – moje oczekiwania nie zostały spełnione… Efekt jest od nich zwyczajnie lepszy.

Underneath, czyli czwarty longplay bandy z Pittsburgha to kolejny krok w ewolucji CO. Krok, który dla całego, zastałego wręcz gatunku metalcore może okazać się powiewem potrzebnej świeżości (która pachnie dość mocno nu metalem, swoją drogą). Najlepsze w tym jest to, że CO wcale nie wymyśliło koła na nowo, a wszelkie nowości wprowadza tak naturalnie, że odnotowałem to dopiero przy drugim odsłuchu – elektroniczno-industrialowe ścieżki dźwiękowe wręcz święcą tu triumfy, brzmienie instrumentów ma ciężar (Nick Razkulinecz odwalił kawał świetnej roboty jako współproducent!), a wokale są agresywne, twarde, dodatkowo podkreślając złowieszczą, ale i poniekąd refleksyjną naturę krążka zawartą w, rzecz jasna, tekstach. 

A te również są genialne w tym, jak same w sobie pobudzają wyobraźnię (dodajcie do tego ścieżkę dźwiękową i pełna immersja gwarantowana)! Słuchając chociażby The Easy Way (które zdaje się być świadectwem tego, że Nine Inch Nails i motyw apokalipsy do dzisiaj są źródłem nieskończonej inspiracji), Sulfur Surrounding czy utworu tytułowego z dodatkiem, o dziwo, trapowego bitu na zwrotkach po prostu poczułem… To. To coś, co sprawia, że czuję, że album jest czymś więcej niż tylko produktem. Wracając jednak na chwilę do tekstów – nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo historia, jaką ten album opowiada, jest zwyczajnie zbyt ciekawa! 

Dajcie Code Orange szansę, poważnie. Później przejrzyjcie ich poprzednie płyty w katalogu. Nie każdy będzie usatysfakcjonowany, prawda, ale w mojej opinii dyskografię najbardziej obiecującej kapeli metalowej tej dekady warto znać, a w szczególności ten konkretny jej odłam. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że mam przed sobą mój osobisty album roku. (Dodając na koniec, utwór tytułowy walczy z Bloodmoney od Poppy o tytuł Best Metal Performance na Grammy. Czyli czasem Akademia podejmuje dobre decyzje) 

Future Nostalgia – Dua Lipa (premiera 27.03.2020) 

Source: https://www.facebook.com/DuaLipa/?ref=page_internal

Konkluzja mojej części podsumowującej rok 2020 z muzycznej perspektywy nie będzie zbytnio obszerna, bo recenzja Future Nostalgia już się wcześniej na łamach Polformance pojawiła. Lecz coś o FN powiem, w końcu pozory profesjonalizmu wypadałoby zachować. 

W dużym skrócie więc – Dua Lipa zaskoczyła słuchaczy (w tym mnie) swoim nowym, o wiele żywszym i bardziej charakterystycznym obliczem. Tu nie ma inspiracji muzyką dyskotekową – ten album to najprawdziwsze disco nowej ery z domieszką funku i elektroniki, praktycznie bez spowalniaczy (no, może poza jednym na końcu, ale za to dobrym). Co rusz któryś utwór porywał mnie do tupania nóżką (i paru innych rzeczy, o których nie wypada mi tu pisać) podczas odsłuchów do recenzji i naprawdę nie żałuję, że ostatecznie się przekonałem, bo dostałem w zasadzie najlepszy album popowy tego roku! Pulsujące Don’t Start Now, wybitnie chwytliwe Physical czy pikantne Good In Bed to tylko kilka powodów, dla których warto zapoznać się z całością, a gdy dodamy do tego wersje kompletną i album remixowy… Uuhuhu, materiału do zapoznawania się jest co nie miara. A tak, Good In Bed dalej szczyci się posiadaniem najlepszej linijki tekstu na całym albumie. KMWTW. 

Więcej szczegółów znajdziecie w mojej recenzji sprzed paru miesięcy, a jeśli chcecie zapoznać się z innymi, świetnymi albumami – zapraszam do topek reszty świetnych redaktorów naszej redakcji, którzy również postanowili podzielić się z Wami najbardziej wartymi uwagi albumami! Zapraszam również Was do podzielenia się opinią, jakie albumy przypadły Wam w tym roku do gustu.

Pozwolę sobie tylko na koniec od siebie dodać, iż życzę Wam i sobie, by nadchodzący rok 2021 był dla nas wszystkich o wiele lepszy i cóż… Trzymajmy się tam wszyscy w tej Polsce!  

Korekty dokonała Gabriela Kusz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *