„Cząstki kobiety” – mocny początek, ale potem coraz słabiej

www.netflix.com

Dostępny od 7 stycznia 2020 roku na Netflixie film reżyserii Kornéla Mundruczó zrobił niemałe zamieszanie, zanim w ogóle został wypuszczony. Widzowie oczekiwali i zastanawiali się, jak przedstawiony zostanie tak trudny temat jak żałoba po dziecku, które zmarło zaraz po porodzie. Nie można odebrać mu tego, że jest to film mocny i dający do myślenia, więc skąd ten cały niedosyt?

Widz praktycznie od razu zostaje rzucony na głęboką wodę, gdyż film rozpoczyna się od  krótkiej sceny, gdzie poznajemy Marthę i Seana,zaraz potem rozpoczyna się wiernie odtworzony poród, w którym towarzyszymy głównym bohaterom. Scenografia pełna bólu, krzyku, strachu i niepewności. Warto tutaj zwrócić uwagę na rolę Seana, ponieważ podejrzewam, że nie jeden facet (i nie jedna kobieta!) nie wytrzymałby długo w takiej sytuacji. Mąż Marthy prezentuje tutaj postać pełną troski i choć na jego twarzy maluje się przerażenie, nie daje tego po sobie poznać. 

Cała scena porodu trwa niespełna 30 minut, ale jest to najdoskonalej zmontowane 30 minut, jakie widziałam w filmie. Mimo natłoku scen, zmiany pomieszczeń i kątów kamery ani na chwilę nie czułam dyskomfortu, ponieważ montaż został poprowadzony tak, abyśmy naprawdę czuli się jak świadkowie porodu. Niestety jego finał okazuje się tragiczny, dziecko młodej pary umiera chwilę po porodzie przez niedotlenienie. Marthcie udaje się potrzymać swoją córkę na rękach zaledwie kilkadziesiąt sekund.

www.radiozet.pl

Mija ¼ filmu, ale tak naprawdę dopiero w tym momencie rozpoczyna się cała jego fabuła. Po tragicznych wydarzeniach jesteśmy świadkami walki sądowej, walki między klasami społecznymi, walki Marthy z Seanem oraz Marthy samej z sobą. 

Walka sądowa, mimo tego że jest dosłownie i w przenośni końcem wątku, moim zdaniem jest najmniej w tym filmie widoczna, momentami sprawia wrażenie wyciętej z innej produkcji. Wiemy, że jest, że powoli się toczy, jednak jest tak zrzucona na dalszy plan, że widz w sumie sam musi się domyślać co takiego się wydarzyło i czemu na zakończenie bohaterowie spotykają się w sądzie.

Postać Seana, granego przez Shię LaBeoufa, moim zdaniem została tutaj trochę niedoceniona. Mąż przeżywa wraz z Marthą poród, potem śmierć córeczki. Nadal trudno w kinie przekazać postać faceta, który płacze i pokazuje, że ma uczucia. Tutaj się to udało, moment gdy we łzach mówi do Marthy “Mi też jej brakuje” szczerze złapał mnie za serce bardzo mocno. Zwróćmy też uwagę na relacje Seana z matką Marthy, a z czasem zrozumiemy jego porywczość w paru momentach i autentyczne wkurzenie. Sean jest przecież zwyczajnym pracownikiem budowlanym, za to Martha pochodzi z dobrze usytuowanej rodziny na czele z matką, która przy każdej okazji chce pokazać swoją wyższość i to, że “córka mogła trafić lepiej”. Jest to wyjątkowo dobrze zagrana męska postać, która, tak samo jak Martha, próbuje zrozumieć, co i dlaczego się stało, ale nie radzi sobie z tym, wraca do używek, a później zdradza żonę. 

www.naekranie.pl

Pocieszeniem (jeśli można to tak nazwać) są wszystkie sceny, w których bierze udział Martha, grana przez Vanessę Kirby. To ona dodaje w tym filmie sensu. Odegrała swoją rolę genialnie. W wielu momentach Kirby nawet nic nie mówi, a z jej twarzy wyczytać możemy ból, przez jaki przechodzi. Przeżywamy razem z nią każdą scenę – gdy patrzy na dziewczynkę w sklepie odzieżowym, gdy zostaje zaczepiona przez koleżankę matki i ta składa jej “kondolencje”, gdy przyjeżdża do domu pogrzebowego, by wybrać nagrobek. Jest to najlepsza kobieca kreacja jaką ostatnio widziałam.

I tak dostajemy tutaj szeroki wachlarz emocji, jednak nic w trakcie historii nie uderza tak jak początkowa scena porodu i parę chwil po nim. Jednak uważam, że jest on warty obejrzenia, chociażby z szacunku do gry aktorskiej Kirby i LaBeoufa. 

Korekta: Kacper Beda


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *