Jest późny wieczór. Siedzisz w pubie ze szklanką zimnego napoju. Obserwujesz muzyków podłączających swoje instrumenty w części lokalu, którą zwykle zwie się sceną. W pewnym momencie jeden z nich zaczyna grać jakiś znany bluesowy lub jazzowy motyw. Jeden z tych, które pewnie przypadkiem słyszałeś, lecz tytułu często po prostu nie jesteś w stanie sobie przypomnieć. Pozostali instrumentaliści dołączają do gry, lecz zamiast skończyć po 3-4 minutach, grają przez kolejne 10, a nawet 15, improwizując bez końca i dając pokaz swych umiejętności w iście koleżeńskiej atmosferze. Jeśli opisana sytuacja coś Ci mówi, to zapewne przynajmniej raz byłeś na jam session. Jeśli nie, szybko powinieneś to zmienić, gdyż naprawdę nie wiesz co tracisz.

Jam session to jedna z podstawowych form muzykowania, polegająca na wspólnym improwizowaniu, często opartym na znanych muzycznych motywach, które można w dowolny sposób przetwarzać. Swobodny charakter jammowania sprawia, że zarówno początkujący muzycy, jak i weterani znajdą w nim swoje miejsce. W bluesie i jazzie jest ono podstawą, ale w historii muzyki rockowej i metalowej jego znaczenie jest równie istotne. W latach 70. od zespołów rockowych wręcz wymagano umiejętności improwizowania na koncertach, a gwiazdy sceny takie jak Led Zeppelin, Deep Purple czy King Crimson zbudowały na tym swoją legendę.

Lublinianie mają szczęście, ponieważ jam session jest w tym mieście już niemal tradycją, zapoczątkowaną w klubach takich jak „Kazik” czy „Alabama”. To właśnie tam w latach 90. grywał Bartek Łęczycki, obecnie harmonijkarz niemal światowej sławy. Ta tradycja nadal jest skutecznie podtrzymywana, a każdy tydzień kalendarzyka z nazwą „ Lubelskie jam session” można by zapełnić niemal w całości. Obecnym liderem polskiej jam-sfery jest zdecydowanie pub „Kandeja”, który organizuje tego typu spotkania do 4 razy w tygodniu. W każdy piątek możemy udać się do „Riders Pubu”, by wziąć udział w tzw. „Otwartej scenie”. W lubelskim Centrum Kultury często odbywają się koncerty jazzowe, które zazwyczaj są jedną wielką improwizacją. A to tylko kilka przykładów, których lista jest dłuższa.

Niezależnie od tego, czy szuka się relaksu lub sporej dawki emocji, czy też chce się spędzić miły wieczór, jam session jest zawsze bardzo dobrym wyborem. Muzyka improwizowana to dla słuchaczy pokarm dla duszy podany w formie szwedzkiego stołu, dla muzyków zas niezbędna lekcja dyscypliny i sprawności. Niemal każde nagranie z koncertu z udziałem Jimiego Hendrixa lub Erica Claptona jest na to dowodem.

One thought on “Warto w Lublinie słuchać jam session”
  1. Słabe, jak piwo bezalkoholowe. Autor pijany lub niespełna rozumu. A tak swoją drogą, pozdrawiam Pawła Kłodnickiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *